Pokażmy, że nam zależy

Wokół warszawskiego Marszu w obronie Telewizji Trwam zaplanowanego na
21 kwietnia br. były pewne niejasności. Czyli kto jest jego organizatorem?

– Różne media przedstawiały na ten temat różne informacje. Natomiast prawda
wygląda tak, że organizatorem marszu, na który wszystkich serdecznie zapraszamy,
są katolicy świeccy z różnych ruchów, organizacji katolickich, w tym oczywiście
politycy Prawa i Sprawiedliwości i Solidarnej Polski, którzy nie tylko nie
wstydzą się, że są katolikami, ale którzy realizują nauczanie Jana Pawła II w
zakresie odpowiedzialności polityków katolickich.

Jakie hasła przyświecać będą manifestacji organizowanej w przyszłą
sobotę w Warszawie?

– Będzie to marsz w obronie wartości katolickich i katolickiej Telewizji Trwam.
Oczywiście będziemy też mówili o wolności mediów, o tym, że przekaz medialny
musi być obiektywny, ale też pluralistyczny. Bo tak naprawdę tylko katolicy i
prawica mają problemy z przekazem i dostępem do informacji, zwłaszcza w mediach
publicznych. I musimy bronić tych jedynych mediów, które są niezależne,
obiektywne i dają możliwość zapoznania się z informacjami, o których nigdy byśmy
się z innych mediów nie dowiedzieli.

Dlaczego media katolickie, a zwłaszcza Telewizja Trwam, są solą w oku
obecnej władzy?

– Te media jako już jedyne zakłócają pewien skrzętnie domykany dziś system
przekazu informacji. Proszę zauważyć, że o wartościach katolickich mówi się
expressis verbis tylko w tych mediach. To one występują z pozycji polityka
katolika, tak jak namawiał nas do aktywności publicznej Ojciec Święty Jan Paweł
II, mówiąc o tym, że katolicy muszą aktywnie uczestniczyć w życiu politycznym,
że są za to odpowiedzialni. To jest prawda bardzo niewygodna dla środowisk
sprawujących dziś władzę w Polsce, które usiłują zmusić katolicką opinię
publiczną do milczenia i poddania się poprawnemu publicznie libertynizmowi
dominującemu na zachodzie Europy. My się na to nie godzimy, a nasi przeciwnicy
usiłują doprowadzić do likwidacji możliwości wypowiadania się na ten temat. Bez
Telewizji Trwam, Radia Maryja i "Naszego Dziennika" byłoby to zupełnie
niemożliwe. Podam tu może najświeższy przykład. W tym tygodniu na pierwszej
stronie "Naszego Dziennika" wybijała się fikcja przeprowadzenia przez KRRiT
konsultacji społecznych przy rozdziale miejsc na multipleksie cyfrowym. O tym,
że przewodniczący KRRiT Jan Dworak publicznie kłamał, nie było wzmianki w
żadnych innych mediach. Gdyby nie było tych mediów katolickich, opinia publiczna
nigdy by się o tym nie dowiedziała. I o to im chodzi.

W czasie gdańskiego marszu powiedział Pan, że skończył się czas, gdy
katolicy o coś prosili, teraz już żądają. Czego żądają dziś katolicy?

– Należnych im praw. W każdym demokratycznym kraju struktura, która ma za sobą
duże poparcie społeczne, jest decydentem, a nie petentem. Doszło u nas do
absurdu polegającego na tym, że mniejszość ma wszystko, co chce, a większość
musi nieustannie o wszystko prosić. Nie może być tak, że my, katolicy, zmuszeni
jesteśmy do zabiegania o środki służące naszym wartościom i naszemu
funkcjonowaniu, a – przykładowo – pewne mniejszości stworzyły w Polsce rodzaj
dyktatu i ich przekonania stały się nieformalną, ale obowiązującą wersją
świadomości w życiu publicznym.

Na przykładzie medialnej obecności tych mniejszości widać chyba
najjaskrawiej dysproporcję w traktowaniu przez dominujące media różnych
środowisk.

– Najnowszy i najbardziej ujawniający tę patologię przykład to sprawa
relacjonowania przez media naszych marszów. Przecież wystarczy, żeby
zamanifestowało kilka osób przeciwko religii katolickiej, a natychmiast jest to
nagłaśniane bez liczenia się z czasem antenowym. A tymczasem Marsze w obronie
Telewizji Trwam, w których wzięło już udział kilkaset tysięcy osób, zostały
przez te media w zasadzie przemilczane.

Z Andrzejem Jaworskim, posłem Prawa i Sprawiedliwości,
rozmawia Adam Kruczek

Dziękuję za rozmowę.

drukuj