Szczepionka patriotyczna
W marcu 2012 roku jako gościa Bydgoskiego Klubu Frondy zapytano mnie, jak
widzę perspektywy Polski. Rozejrzawszy się po sali wykładowej – było ponad 150
osób – odpowiedziałem (rekonstruuję z pamięci): "Sądząc po tym, co widzę na
sali, przyszłość nie rysuje się zbyt optymistycznie".
Na spotkaniu przeważały osoby w moim wieku (rocznik 1954) i starsze.
Powiedziałem: "Państwo przyszliście porozmawiać o sytuacji, w jakiej znajduje
się nasz kraj. Ale nie przyprowadziliście swoich dzieci i wnuków. Najwyraźniej
nie potraficie ich przekonać do zainteresowania się tym, co dzieje się w
polskiej polityce. Nie potraficie, ba, my wspólnie nie potrafimy trafić z naszym
patriotycznym przekazem do dużej, może przeważającej części młodego pokolenia".
Wiele osób ze starszego pokolenia zostało uformowanych w warunkach, które
minęły i już nie wrócą. Te warunki to sytuacja, w której starsi mówią, a młodzi
słuchają. Słuchają i są, w zasadzie, posłuszni. Tak było przez stulecia. Ale tak
już nie będzie.
Dlaczego to już nie wróci? Bo dzisiejsi młodzi wychowują się (właśnie,
niejako się wychowują!) w cywilizacji odmiennej od tej, w której wzrastaliśmy
my. Z powodu nowych technologii. Od wszystkich wcześniejszych technologii te
współczesne różnią się tym, że bezpośrednio oddziałują na mózgi – są
technologiami informacyjnymi. To powoduje, że starsze pokolenie nie ma już
kontroli nad systemem impulsów, które docierają do młodych. Docierają i uwodzą
ich. Porywają do swego świata.
Przekaz patriotyczny nie potrafi się przebić przez kordon współczesnych
technologii, przez wytwarzany przez nie szum informacyjny. Bo czy potrafimy w
ogóle młodym zaoferować coś, co ich przyciągnie?
Bez dzieci i wnuków, czyli patriotyzm w próżni?
Każdy człowiek żyje w jakiejś przestrzeni informacyjnej. Jaka jest ta
przestrzeń u osób, które poznaję na licznych spotkaniach w całym kraju, gdy
promuję moją książkę "Pociąg do Polski. Polska do pociągu" (Wydawnictwo
Prohibita)? Ta przestrzeń to m.in. całkiem liczna grupa mediów szeroko
rozumianego obozu niepodległościowego. Tu następuje wymiana informacji,
konfrontacja opinii, tu toczone są poważne dyskusje na temat losów naszego
kraju.
Tymczasem informacje, oceny i interpretacje, sposoby myślenia obecne w tej
przestrzeni są bardzo słabo lub zupełnie nieznane nie tylko znacznej części, ale
– śmiało zaryzykuję uogólnienie – przeważającej części młodzieży.
Czy wiemy, w jakiej przestrzeni bodźców zanurzona jest współczesna polska
młodzież?
Wypełnione kuszącymi towarami witryny sklepów, reklamy prasowe, uliczne
billboardy, SMS-y, MMS-y, pliki mp3, filmiki na YouTubie, demotywatory,
przekazywane prywatnie filmy na DVD i na pendrive´ach, reklamy radiowe, tańce z
gwiazdami, z draniami, mentalne podrygi Wojewódzkie. To chaotyczna przestrzeń
impulsów.
I być może przede wszystkim muzyka. Muzyka pochodząca w znacznej mierze z
internetu i często słuchana bezpośrednio do ucha – przez słuchawki podłączone do
empetrójki (odtwarzacza) lub telefonu komórkowego. Młodzi słuchają muzyki,
dzięki niej przeżywają niekiedy intensywne emocje, ale często nie dzielą się tą
muzyką z nikim innym. A już najrzadziej ze starszym pokoleniem.
Na spotkaniach zatem pytam: Czy wiecie, jakiej muzyki słuchają wasze dzieci i
wnuki, gdy słuchaweczki odcinają ich od całego świata? Czy wiecie, z jakim
przekazem, z jakimi emocjami i wartościami mają kontakt, gdy godzinami klikają w
internecie?
W tle tego zgiełku, informacyjnego szumu jest młody człowiek, który chce
jakoś dać sobie radę. Chce dobrze się bawić. Bo przecież tak wypada. Wiele
młodych osób zachowuje się tak, jakby podlegało obowiązkowi dobrej zabawy. Nie
ma obowiązkowego poboru do wojska, ale jakieś obowiązki przecież w życiu muszą
być. Na przykład obowiązek gorliwego konsumowania.
Ale także chciałby znaleźć pracę, jakoś zachować szacunek do samego siebie.
Zahaczyć się w dobrym miejscu.
Przeciwstawić się "porwaniu" naszych dzieci i wnuków
Gdy osoby w moim wieku lub starsze raz po raz pytają: Co możemy zrobić dla
Polski?, namawiam: Przeciwstawmy się "porwaniu" naszych dzieci i wnuków.
Przeciwstawmy się swoistemu przywłaszczeniu ich przez dzisiejszą cywilizację
techniczną. Ten świat młodych nie musi być dla nas tak bardzo nieprzejrzysty,
jak się niekiedy wydaje.
Mówię: Podejmijcie wysiłek, opanujcie obsługę komputera, surfowania po
internecie i wyruszcie na zwiad po tych samych terytoriach, które odwiedzają
wasi bliscy. Zorientujcie się, co robią na Naszej klasie, czym zajmują się na
Facebooku, do czego służą im takie programy, jak Gadu-Gadu lub Skype.
Zaglądajcie na grupy dyskusyjne, na fora internetowe, przeglądajcie komentarze
nie tylko pod tekstami politycznymi, ale także takimi, które dotyczą sztuki,
techniki, mody i plotek o celebrytach.
Każdy pewnie słyszał o wirusach komputerowych. Potrafią nie tylko zniszczyć
dane, wykraść je, zaburzyć pracę komputera, ale także go "przechwycić". Potrafią
wykorzystać taki przechwycony komputer jakiejś osoby, bez jej wiedzy, w celu
infekowania innych komputerów, szpiegowania ich, a także do ataków na sieci
komputerowe instytucji publicznych. Potrafią za pomocą Twojego komputera
załatwiać swoje interesy.
Dlatego też uważa się, iż każdy rozsądny posiadacz komputera powinien
zainstalować program antywirusowy chroniący przed "zakażeniem" przez szkodliwe
programy. Komputer bowiem, który nie jest dobrze chroniony, może po
przechwyceniu stanowić poważne niebezpieczeństwo dla innych użytkowników sieci.
A jak jest z jednostkami ludzkimi we współczesnej cywilizacji? Czy
poszczególni ludzie, zawieszeni w sieci kontaktów z innymi, nie podlegają
zagrożeniom podobnej natury co komputery? Czy ludziom nie grozi infekcja przez
destrukcyjne wzorce zachowań, przez alkoholizm, narkotyki, satanizm, przez
liczne inne patologie, przez nadmierną pobłażliwość wobec nieuczciwości,
skrajnego egoizmu, przez obojętność na cierpienie innych? Ile osób co dzień jest
tym infekowanych przez filmy i gry komputerowe niosące przemoc oraz puste
ekscytowanie bodźcami?
I czy ludzie – podobnie jak komputery – także nie mogą być przechwytywani, by
niczym marionetki zarażać innych bezmyślnością, powierzchownością, skrajnym
hedonizmem, brakiem szacunku dla swoich przodków i tradycji, z takim trudem
kiedyś bronionej?
Nie trzeba być bardzo przenikliwym obserwatorem, by widzieć, że to zagrożenia
realne. Oraz, co także powinno być oczywiste, że w największej mierze ryzyku
takiej infekcji podlega właśnie młodzież.
Wniosek z tego wydaje się prosty: to właśnie umysły młodych ludzi należy
wyposażać w najlepsze programy "antywirusowe" chroniące przed infekcjami i
dalszym, epidemicznym roznoszeniem wirusów po społecznym świecie. Zatem
powinniśmy proponować młodym psychologiczne szczepionki antywirusowe.
Ale co dzisiaj może być taką szczepionką? I kto może szczepionki chroniące
nasze umysły wytwarzać? Z czego powinien składać się taki psychiczny program
antywirusowy? Z kodów kulturowych umożliwiających odróżnianie dobra od zła oraz
prawdy od kłamstwa. We współczesnym informacyjnym zgiełku takie odróżnienia są
coraz trudniejsze. W jaki sposób, od kogo młodzi ludzie mogą takie kody
przyswoić?
Przez wieki kody takie przekazywała religia, rodzina, szkolnictwo, niekiedy
państwo i jego ideologie. Dzisiaj religie są spychane na margines życia
społecznego, wiele rodzin przeżywa kryzys, system oświaty, a i całe organizmy
państwowe są osłabiane i stawiane pod znakiem zapytania.
Trucizna antypatriotyczna?
Jeden z ekspertów problematyki bezpieczeństwa, komentując funkcjonowanie
środowisk działających w duchu partii Andrzeja Rozenka, zwraca uwagę na
destabilizowanie związków ideologicznych – zwłaszcza młodzieży – z państwem
polskim. "To, co powtarzane i utrwalane, podlega automatyzacji, ta natomiast
wyłącza proces podejmowania decyzji poza próg świadomości – w tym wypadku
zbiorowo infekowanej. Stąd też inicjatywy typu: "dzień bez Smoleńska" oraz inne
mające zautomatyzować niechęć młodego pokolenia do budowania tożsamości opartej
na historii niepodległościowej. Robi się wiele (szkolnictwo, media, autorytety
etc.), aby odwracać uwagę od nabierania wiedzy konstruktywnej i kreować
pseudoproblemy społeczne, które w całości mają zaangażować potencjał
intelektualny ludzi młodych". Ekspert ów dodaje: "Tego oczywiście życzą sobie
państwa, które po zaborze energetycznym powolnie prowadzą proces zaboru
ideologiczno-intelektualnego naszego kraju".
Niezależnie do tego, czy partia Andrzeja Rozenka jest przez kogoś z zewnątrz
inspirowana lub podpierana, czy też nie, funkcjonuje ona tak, jakby jej celem
było nie tylko "przyklejenie" młodzieży do marihuany, ale jednocześnie
"odklejenie" naszej młodzieży od własnego państwa.
Nie możemy młodzieży "odpuścić". Kto dzisiaj utrwali kulturową władzę nad
młodzieżą, uzyska kontrolę nad przyszłością. Hodując całe środowiska Polaków
niezdolne do wspólnotowego, patriotycznego działania, tworzy się potulnych w
swej gorliwości konsumentów.
Kto bowiem dziś ma władzę nad młodzieżą, nad chaosem wprowadzanym do głów
młodych ludzi, jutro będzie miał władzę nad całym społeczeństwem.
Dlatego zachęcam do odzyskania naszych dzieci. A w tych wypadkach, gdy one –
bezpowrotnie, może się zdać – wymknęły się poza oddziaływanie naszych wartości,
ocalmy chociaż nasze wnuki. Badacze już dość dawno zauważyli, że w
społecznościach emigranckich często to trzecie pokolenie wraca do korzeni, chce
poznać historię swoich przodków. Może zatem, paradoksalnie, z wnukami łatwiej
znaleźć wspólny język.
Można zacząć od opowieści o Polsce, z której ludzie ongiś byli dumni. Na
przykład tak, jak mówił prezydent Lech Kaczyński. Na seminarium w Lucieniu,
bodaj wiosną 2009 roku, podczas wieczornej luźnej rozmowy, prezydent mówił
(cytuję z pamięci): "Nie wiecie, państwo, jakie to zabójcze dla naszej pozycji
międzynarodowej, gdy ważny polityk europejski, poklepując mnie po ramieniu,
mówi: "Wy, Polacy, jesteście biednym, nieszczęśliwym narodem: pozbawieni przez
półtora wieku państwowości, potem niszczycielska II wojna światowa, wreszcie
dekady komunizmu". W takiej sytuacji odpowiadam – kontynuował prezydent – że to
my, Polacy, przez tysiąc lat potrafiliśmy powstrzymywać parcie germańskie na
Wschód, to my w XVII w. przyczyniliśmy się istotnie do osłonięcia Europy przed
islamem, to my w roku 1920 postawiliśmy tamę marszowi bolszewików na Zachód,
wreszcie to od naszej "Solidarności" rozpoczął się koniec komunizmu w Europie.
Przywołanie tego pomaga w grze o polską rację na arenie międzynarodowej".
Takie mówienie o naszej historii to właśnie jeden z elementów szczepionki
antywirusowej.
Prof. Andrzej Zybertowicz socjolog,
Uniwersytet Mikołaja Kopernika
