Śmierć w ogniu wydarzeń

Dwóch zachodnich dziennikarzy zginęło w wyniku ostrzału miasta Hims.
Zabici to amerykańska dziennikarka Marie Colvin z "Sunday Timesa" oraz francuski
fotoreporter Remi Ochlik.

Pracownicy mediów ponieśli śmierć w budynku centrum prasowego, który zawalił
się po tym, jak pociski wystrzelone przez syryjską armię spadły na dzielnicę
Baba Amr. W tym samym ataku zabitych zostało także kilkanaście innych osób.
Ostrzał tej kontrolowanej przez opozycję dzielnicy trwa nieustannie od dwóch
dni.

Colvin i Ochlik przebywali w momencie bombardowania w jednym budynku, który
opozycjoniści wykorzystywali jako prowizoryczne centrum prasowe. Następnie
pociski spadły także na znajdujący się w pobliżu domu ogród. Stało się to akurat
wtedy, kiedy przebywający wewnątrz ludzie starali się z niego uciec.

Co najmniej trzech innych dziennikarzy reprezentujących zachodnie media
odniosło w tym ataku obrażenia. Spośród nich w bardzo ciężkim stanie jest
Amerykanka.

Francuski minister spraw zagranicznych Alain Juppé poinformował, że śmierć
dziennikarzy zostanie zbadana w specjalnym dochodzeniu. – To po raz kolejny
obrazuje, jak bardzo eskaluje sytuacja w Syrii. Represje się nasilają i są coraz
bardziej nie do zniesienia – stwierdził Juppé. – Mam nadzieję, że piątkowe
spotkanie "przyjaciół Syrii" w Tunisie będzie w stanie wypracować pokojowe
rozwiązanie – dodał szef francuskiej dyplomacji.

Remi Ochlik był 28-letnim fotoreporterem. Ostatnio pracował na Haiti oraz
relacjonował wydarzenia z "arabskiej wiosny". Marie Colvin miała 50 lat. Była
zagraniczną korespondentką "Sunday Timesa" od ponad dwudziestu lat. Relacjonując
wydarzenia ze Sri Lanki w 2001 roku, dziennikarka straciła oko w wyniku wybuchu
pocisku. Jeszcze we wtorek, przekazując doniesienia dla BBC, informowała, że
bombardowanie dzielnicy Baba Amr jest "nieustające".

Rebelianci informują, że nasilenie ataków na Hims doprowadziło już do śmierci
kilkuset osób. Zaledwie wczoraj w ich ocenie zginęło co najmniej 40 osób, w tym
także miejscowy dziennikarz Rami al-Sayed, który w internecie umieszczał relacje
z oblężenia miasta. Zmarł w wyniku ran odniesionych po eksplozji szrapnela.

Międzynarodowy Czerwony Krzyż wezwał syryjskie władze do wprowadzenia choć
krótkiego zawieszenia broni, które pozwoliłoby na dostarczenie żywności oraz
leków do najbardziej dotkniętych przemocą regionów. Do tej pory organizacja nie
doczekała się odpowiedzi.

Większość zachodnich dziennikarzy została wydalona z Syrii na mocy dekretu
prezydenta Baszara al-Asada, kiedy to rewolta w kraju miała swój początek w
marcu ubiegłego roku. Jednak z czasem coraz większa ich liczba dostawała się na
terytorium tego państwa incognito, aby przekazywać wiadomości z samego centrum
wydarzeń. W zeszłym miesiącu dziennikarz telewizyjny z Francji Gilles Jacquier
został zabity w Hims, w czasie organizowanej przez rząd wycieczki do tego
miasta.

Łukasz Sianożęcki

drukuj