Nie wykluczam art. 231
Z prof. Karolem Karskim, byłym wiceministrem spraw zagranicznych,
rozmawia Anna Ambroziak
Europejska Konwencja o pomocy prawnej w sprawach karnych z 1959 roku
dopuszcza odmowę realizacji wniosku o pomoc prawną?
– Według art. 2 ust. 2 Konwencji, której stroną jest i Polska, i Federacja
Rosyjska, strona może odmówić realizacji wniosku, jeżeli strona wezwana uzna, że
wykonanie wniosku mogłoby naruszyć suwerenność, bezpieczeństwo, porządek
publiczny lub inne podstawowe interesy państwa. Zagadnienie to reguluje też
polski kodeks postępowania karnego. Kwestie bezpieczeństwa państwa to w szerokim
zakresie materia objęta tajemnicą państwową.
Polska może odmówić stronie rosyjskiej wydania dokumentów lub odmówić
informacji dotyczących szkoleń pilotów wojskowych?
– Oczywiście. Za chwilę zapytają nas o nasze plany mobilizacyjne czy kolejne
sekwencje planów ewentualnościowych na wypadek ataku ze strony Rosji. Strona
polska mogłaby odmówić realizacji takiego wniosku, powołując się na ten zapis
konwencji. I na przepisy kodeksu postępowania karnego. Rozpatrywanie tego typu
wniosków powinno się opierać wyłącznie na argumentacji prawnej, czy dana kwestia
mieści się w pojęciu bezpieczeństwa państwa, czy też nie. Zastanawiałbym się tu
nad czym innym: czy Rosjanie nie badają, jak daleko mogą się posunąć? Mogą
liczyć na to, że Polska, nie chcąc, aby strona rosyjska odmówiła nam przekazania
czegoś, będzie realizowała wnioski z prośbami o informacje, za które w normalnej
sytuacji agenturze płaci się ogromne pieniądze. Dla wywiadu każda informacja
dotycząca Sił Zbrojnych jest cenna, nawet jeśli jest już obcemu wywiadowi znana.
Choćby po to, by ją zweryfikować, zbadać, czy nadal jest aktualna. Jesteśmy dla
NATO państwem frontowym. Plany ewentualnościowe NATO w tej chwili ma tylko wobec
6 państw: Polski, Litwy, Łotwy, Estonii, Turcji i Norwegii. A więc tylko tych
państw, które graniczą z Rosją. Ważne jest też to, że polskie lotnictwo prowadzi
kontrolę obszaru powietrznego nie tylko swojego, ale – okresowo – i państw
bałtyckich. W dzisiejszym układzie militarnym Rosja jest traktowana jako
potencjalny agresor.
Przekazując tak ważną dokumentację wojskową, nie tracimy pozycji
państwa wiarygodnego dla Sojuszu?
Myślę, że wiarygodność ta spada do zera. Zaznaczam raz jeszcze – kwestie te
należy rozpatrywać na dwóch płaszczyznach: z jednej strony jest prawo państwa do
nieudzielenia odpowiedzi, ale z drugiej strony jest obowiązek po stronie
funkcjonariuszy państwa polskiego niewydania informacji prowadzących do
naruszenia suwerenności, bezpieczeństwa czy innych podstawowych interesów
państwa. Ewentualne działania godzące w te wartości można rozpatrywać np. w
kontekście art. 231 kodeksu karnego, czyli niedopełnienia przez funkcjonariusza
publicznego swoich obowiązków ze szkodą dla interesu publicznego. Oczywiście, to
materia delikatna i o niczym nie można przesądzać. Każdy kazus prawny składa się
z wielu elementów. W tej chwili znamy tylko kilka. Ale zadajmy sobie pytanie, co
się stanie, jeśli Rosjanie zwrócą się o plany mobilizacyjne Polski i wykażą, że
są im one potrzebne w jakimś konkretnym postępowaniu? Tak samo o stan
wyposażenia kolejnych jednostek wojskowych? Same instrumenty międzynarodowej
pomocy prawnej formalnie dają możliwość ich przekazania, ale też należałoby się
zastanowić, czy wydanie tego typu informacji na rzecz obcego państwa nie byłoby
naruszeniem prawa materialnego. Nie zapominajmy też, jak strona rosyjska
realizuje nasze wnioski o pomoc prawną.
W ślimaczym tempie.
– No więc właśnie. Strona polska nie ma nic do zyskania w śledztwie
rosyjskim. Rosja – także zdaniem instytucji międzynarodowych – nie jest państwem
prawa. Nie ma tam niezawisłych sądów czy prokuratur. Cała rosyjska racja stanu
jest skierowana na to, by wskazać, że to strona polska jest winna tej tragedii.
I w związku z tym nie ma co liczyć na to, że rosyjskie postępowanie
prokuratorskie będzie się czymkolwiek różniło od tego, które prowadził zespół
pani gen. Anodiny. Rezultat będzie taki, że te dokumenty, które Rosjanie
otrzymają od strony polskiej, pójdą do komórek służb wywiadu zagranicznego i
komórek sił zbrojnych Federacji Rosyjskiej jako dokumenty dla nich przydatne.
Jest obawa, że Rosjanie wykorzystają te dane do postawienia zarzutów
konkretnym osobom?
– Jak najbardziej. Nie można wykluczyć, że w tym instrumentalnym postępowaniu
może mieć miejsce próba postawienia zarzutów polskim oficerom, polskim
politykom. Proszę sobie przypomnieć, jak gen. Anodina wdeptywała w błoto pana
gen. Andrzeja Błasika. Nie zapominajmy, że zadanie badania katastrofy zostało
zlecone MAK przez komisję pod przewodnictwem Putina. To typowo rosyjskie – jak
niszczyć człowieka, to do końca, łącznie z niszczeniem jego pamięci. I
przenoszenie argumentacji sporu prawie zawsze na poziom ad personam. Ale prawo
międzynarodowe przewiduje wolność odmowy… Nie musimy przystawać na to, co
rosyjskiemu prokuratorowi przychodzi do głowy.
Dziękuję za rozmowę.
