Kto zabija w Aleppo
Co najmniej 28 osób zginęło, a 235 odniosło obrażenia w wyniku dwóch
eksplozji, do których doszło wczoraj w mieście Aleppo (Halab), położonym na
północnym zachodzie Syrii. Jak informuje prywatna telewizja Dunia, wśród ofiar
są zarówno wojskowi, jak i cywile. Władze oskarżają rebeliantów o dokonanie
zamachu, ci zaprzeczają i twierdzą, że za wybuchami stoi wojsko prezydenta Asada.
Informując o ofiarach, ministerstwo zdrowia podkreśliło, że w mieście doszło
do podwójnego zamachu terrorystycznego z użyciem samochodu-pułapki. Państwowa
telewizja pokazuje obrazy przedstawiające zniszczone budynki oraz leżące w ich
pobliżu zniekształcone ciała ofiar. Telewizja Dunia podkreśla, iż oba wybuchy
miały miejsce w pobliżu budynku wojskowego i siedziby sił bezpieczeństwa.
Tymczasem telewizja BBC informuje, że siła wybuchu dotarła do pobliskiego parku,
w którym ludzie zebrali się ze swoimi dziećmi na śniadaniu. Jak dodaje
wspomniana telewizja, wiele dzieci znajduje się wśród ofiar eksplozji. Z kolei
Syryjskie Obserwatorium Praw Człowieka podało, że doszło do trzech eksplozji.
Władze oskarżają rebeliantów o dokonanie zamachów w tym mieście. Ci jednak
stanowczo zaprzeczają, podkreślając, iż nawet sposób przeprowadzenia
wczorajszych ataków nie jest podobny do ich działań. – To, co się stało w
Aleppo, było wojskowym atakiem przeprowadzonym przy użyciu bomb i rakiet. To nie
był wybuch samochodu-pułapki, ale operacja wojskowa – mówi cytowany przez BBC
przedstawiciel rebeliantów. Stanowisko to potwierdzają także świadkowie
podkreślający, iż chwilę przed wybuchem zauważyli w okolicy wzmożone "podejrzane
działania" sił bezpieczeństwa.
Inni świadkowie dzwoniący do mediów mówią, że poza silnymi eksplozjami nie
ustaje też ostrzał tego niemal 3-milionowego miasta, prowadzony przez siły
wierne prezydentowi Baszarowi al-Asadowi. – W okolicy siedziby sił
bezpieczeństwa, która była celem ataku, trwa obecnie gwałtowna strzelanina –
powiedział w rozmowie z PAP mieszkaniec Aleppo Issa Tuma. Rebelia przeciwko
reżimowi prezydenta Baszara al-Asada dotychczas omijała będące centrum handlowym
kraju Aleppo. – To pierwszy taki przypadek – potwierdza Issa Tuma. I tłumaczy,
że dotąd mieszkańcy nie odczuwali, iż powstanie dociera do Aleppo, a piątkowe
demonstracje odbywały się głównie na obrzeżach i omijały centrum. Precyzuje
także, że wczorajsze wybuchy miały miejsce w jednej z głównych dzielnic Aleppo
oraz w pobliżu uniwersytetu, w nowej dzielnicy, będącej jednym z niewielu
miejsc, w których organizowano antyrządowe protesty. Komentatorzy podkreślają,
iż starcia w tym finansowym centrum kraju mogą fatalnie odbić się na gospodarce
Syrii. Z eskalacją przemocy mamy do czynienia w dalszym ciągu również w mieście
Hims, w którym od tygodnia trwa ofensywa syryjskich sil rządowych. Tylko w
czwartek zginęło tam 107 osób (opozycja twierdzi, że od soboty ofiar jest ponad
400). Organizacja Lekarze bez Granic (MSF) ostrzega, że miastu grozi wybuch
katastrofy humanitarnej.
Nasilenie ataków ze strony reżimu nastąpiło po zawetowaniu przez Chiny i
Rosję rezolucji Rady Bezpieczeństwa ONZ w sprawie Syrii. Dlatego też opozycja
prodemokratyczna wezwała w piątek Syryjczyków do masowych demonstracji w
muzułmańskim dniu modłów, by w ten sposób dać wyraz potępienia dla rosyjskiego
poparcia reżimu prezydenta Baszara al–Asada, które Syryjczycy określają mianem
"prawa do zabijania".
Marta Ziarnik
