Strajk za cięcia

Dwudniowy strajk generalny w Grecji ogłosiły główne centrale związkowe.
Związkowcy nie chcą cięć oszczędnościowych narzuconych przez ministrów finansów
strefy euro. W proteście przeciwko oszczędnościom do dymisji podali się kolejni
ministrowie gabinetu Lukasa Papademosa
.

Rezygnacje złożyli m.in.: wiceminister spraw zagranicznych Marilisy
Ksenogiannakopulu z partii PASOK, a także minister transportu, wiceminister ds.
żeglugi oraz wiceminister rolnictwa – wszyscy trzej ze skrajnie prawicowej
partii LA.O.S., której przewodniczący zapowiada, że nie poprze najnowszego planu
oszczędnościowego. W czwartek z tych samych powodów do dymisji podał się
wiceminister pracy i ubezpieczeń społecznych, deputowany partii PASOK. Szef
rządu wydaje się jednak niezrażony kolejnymi odejściami ministrów i zapowiada,
że podjęta droga będzie kontynuowana. – Nie możemy pozwolić Grecji zbankrutować
– oświadczył Lukas Papademos. Podkreślił, że trzeba zrobić wszystko, by
zaaprobować porozumienie w sprawie nowego pakietu ratunkowego, gdyż w przeciwnym
razie krajowi grozić będzie katastrofa.

Irytacja Greków od pięciu już lat nieustannie odczuwających skutki recesji
jest coraz bardziej widoczna. Nic więc dziwnego, że w sytuacji, gdy – jak pisze
Agencja Reutera – już jeden na pięciu obywateli jest bez pracy (najgorsza
sytuacja panuje wśród ludzi młodych. W grupie osób do 25. roku życia bezrobocie
– jak informuje BBC – wynosi 48 proc.), a kolejni tracą źródło utrzymania z dnia
na dzień, kolejne żądania włodarzy eurostrefy o zaciskaniu pasa prowadzą do
strajków. "NIE dla zwolnień!", "NIE dla redukcji wynagrodzeń!", "Nie opuszczajmy
głów!" – wykrzykiwał zebrany wczoraj w centrum Aten kilkudziesięciotysięczny
tłum. Protestujący podkreślali, że to właśnie kolejne obostrzenia i cięcia
narzucane Grecji przez strefę euro doprowadziły jej gospodarkę do katastrofy.
Zorganizowany na placu Syntagma przed parlamentem wiec został zwołany przez dwie
główne organizacje związkowe – ADEDY (zrzeszającą pracowników sektora
publicznego) i GSEE (należą do niej pracownicy sektora prywatnego). Strajkujący
domagają się, aby parlamentarzyści odrzucili nowy program oszczędnościowy, który
– jak podkreślają – całkowicie zabije gospodarkę i poszerzy i tak gołym okiem
widoczną nędzę obywateli. W związku ze strajkiem na dwa dni stanęły w stolicy
metro i cała komunikacja miejska. W portach pozostały statki i promy. Do strajku
po raz kolejny przystąpili lekarze, nauczyciele i pracownicy banków. Podczas
demonstracji doszło do starć z policją. Najwyraźniej także cierpliwość
funkcjonariuszy się wyczerpała, bo związek zawodowy policji zagroził, że
aresztuje przedstawicieli tzw. trojki, których obwinia o "próby obalenia
demokracji w Grecji", do czego może doprowadzić wymuszanie na Atenach kolejnych
cięć budżetowych.

W trakcie ostatnich negocjacji partie greckiej koalicji rządzącej
zaaprobowały obniżenie płacy minimalnej o 20 proc. i redukcję zatrudnienia w
sektorze publicznym o 15 tys. stanowisk, wymagane przez tzw. trojkę, czyli Unię
Europejską, Międzynarodowy Fundusz Walutowy i Europejski Bank Centralny. Od
przyjęcia przez koalicję rządową programu dalszych oszczędności zależy decyzja o
przydzieleniu Grecji kolejnej pomocy finansowej w wysokości 130 mld euro. Grecy
muszą też porozumieć się z wierzycielami prywatnymi w sprawie umorzenia
greckiego długu o połowę. Ateny muszą szybko zawrzeć porozumienie z
pożyczkodawcami, gdyż 20 marca mija termin wykupu greckich obligacji wartych
14,5 mld euro. Oczekuje się, że parlament już jutro będzie głosował nad nowym
programem oszczędnościowym.

Marta Ziarnik
Łukasz Sianożęcki

drukuj