Premier się zepsuł, czy został popsuty
Wielbiciele premiera Tuska, a nawet zawodowi cmokierzy wychwalali u niego
przede wszystkim umiejętność – jak to nazywali – „wyczuwania nastrojów”. Gdy
tylko w opinii publicznej zaczynał dominować jakiś nastrój, to premier Tusk myk
jednym susem wskakiwał nie tylko do „głównego nurtu”, ale nawet płynął na jego
czele. Taka gimnastyka trwała przez całą poprzednią kadencję, aż tu nagle od
początku następnej coś się popsuło i premier Tusk jakby zupełnie tamtą
umiejętność zatracił. Jest to o tyle dziwne, że tego rodzaju umiejętności
niepodobna zatracić, podobnie jak nie można zapomnieć umiejętności jazdy na
rowerze.
Chyba że nigdy się jej nie miało, a wrażenie jej posiadania brało się z
protekcji tajnych służb, które najpierw za pośrednictwem rozbudowanej agentury w
różnych, a zwłaszcza w opiniotwórczych środowiskach społecznych takie nastroje
wywoływały, a potem za pośrednictwem agentów w otoczeniu premiera Tuska
suflowały mu, kiedy i w jaki sposób powinien wskoczyć do głównego nurtu”. Zatem
kiedy dzisiaj nawet TVN w poprzedniej kadencji bezwarunkowo wspierająca Tuska
zaczyna ostentacyjnie zastanawiać się nad przyczynami utraty przez niego
umiejętności wyczuwania nastrojów”, również i my, biedni felietoniści, możemy
zwrócić uwagę, że gwałtowne zanikanie u premiera tej umiejętności zbiegło się w
czasie z zatrzymaniem przez CBA gen. Gromosława Czempińskiego. Zatrzymanie go
oznaczało bowiem, że między okupującymi Polskę w imieniu państw trzecich
bezpieczniackimi watahami rozpętała się wojna o lepszy dostęp do żerowiska a
wskutek tego agenturalne zaplecze, dotychczas zgodnie wspierające zarówno
premiera Tuska, jak i Platformę Obywatelską, teraz zaczęło wykonywać zlecane
przez swoje watahy zadania bojowe co w efekcie spowodowało nie tylko gwałtowne
zanikanie u premiera Tuska umiejętności wyczuwania nastrojów”, ale również
coraz bardziej widoczne podziały w środowisku samej Platformy.
W takiej wojnie orężem może być wszystko, a przede wszystkim informacje o
świństwach, łajdactwach, a zwłaszcza zbrodniach popełnionych przez poszczególne
watahy i ich konstytucyjne ekspozytury. Warto tedy zwrócić uwagę, że wprawdzie
media głównego nurtu, a także Salon ze skoszarowaną tam trzodą autorytetów
moralnych uradziły, że nie tylko ostentacyjnie nie wierzą” w ekspertyzy
dotyczące katastrofy w Smoleńsku przedstawione przez posła Antoniego
Macierewicza, ale z góry odmawiają im wszelkiej wartości jednak jednocześnie
rozpoczęło się wyrzucanie za burtę na pożarcie krokodylom murzyńskich chłopców.
Na pierwszy ogień poszli funkcjonariusze BOR, że dopuścili się zaniedbań” w
przygotowaniu lotów premiera i prezydenta do Katynia chociaż prezydent
Komorowski na znak, że państwo zdało egzamin”, szefa tegoż BOR po katastrofie
awansował na wyższy stopień.
Inaczej, jak wojną na górze, tego wyjaśnić nie można, podobnie jak
odczytania dotychczas nieczytelnych zapisów kopii nagrań czarnych skrzynek. Jak
pamiętamy, te odczyty najpierw ogromnie skonfundowały autorów raportu komisji
Millera, a potem zmusiły do zrewidowania poglądu na rolę gen. Błasika w
spowodowaniu katastrofy. Podobnie nikt nie ośmielił się zauważyć spostrzeżenia
posła Macierewicza, że skrzydło tupolewa zostało rozerwane OD TYŁU, a zatem
mogło odpaść po zderzeniu z pancerną brzozą smoleńską tylko wtedy, gdyby pilot
lądował tyłem do przodu. Takiego błędu pilota jednak nikt jeszcze nie
stwierdził, ale niezależnie od tego, że poseł Olszewski z Platformy
Obywatelskiej buńczucznie świadczył, iż nikt” nie traktuje posła Macierewicza
poważnie członkowie Państwowej Komisji Badania Wypadków Lotniczych właśnie
złożyli kolejny wniosek o odwołanie Edmunda Klicha z funkcji przewodniczącego,
zaś prezydent Komorowski podjął decyzję” o zmianie szefa Naczelnej Prokuratury
Wojskowej. Nic więc dziwnego, że niektórych zaczyna opuszczać nie tylko
szczęście, ale nawet bezcenne umiejętności.
