Syndykat widma głosu
Kto wysłał do Moskwy próbki głosu gen. Andrzeja Błasika? Dopytywane o to
Dowództwo Sił Powietrznych kieruje nas do prokuratury wojskowej. Ta jednak
zaprzecza. Co ciekawe, w związku z realizacją rosyjskiego wniosku o pomoc prawną
do Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej zostaną wkrótce przesłane próbki
głosowe wszystkich osób poddanych badaniu.
Próbując zrekonstruować, kto i kiedy dokonał identyfikacji głosu gen.
Błasika, rozmawiamy z kolejną osobą, która zajmowała się odczytem rekordera
głosowego w Moskwie. Tę samą ścieżkę, a raczej drogę przez mękę, przemierzamy z
Waldemarem Targalskim – próbując dowiedzieć się szczegółów. To on razem z ppłk.
Sławomirem Michalakiem odsłuchiwał nagranie CVR w MAK w pierwszych dniach po
katastrofie.
– Ja osobiście nie rozpoznałem głosu generała Błasika. Natomiast on został
rozpoznany – mówi Targalski. Przez kogo? – Nie mogę pani tego powiedzieć –
tłumaczy. I dodaje – podobnie jak Benedict – że w rozpoznaniu głosów z
rejestratora pokładowego brało udział "wiele osób". Czy głos generała Błasika
rozpoznał ktoś z wojskowych? – Również nie będę mówił ani zaprzeczał. Ani tak,
ani nie. Natomiast fakt miał miejsce, został potwierdzony. Ta osoba, która to
zrobiła, z całą pewnością stwierdzała, że tak. Kontekst sytuacyjny odgrywał tu
bardzo ważną rolę – twierdzi Targalski. Kto tego kontekstu dowodził? – Cała
komisja również. Głos został rozpoznany. Całość jest pracą ekspercką. Więcej
pani nie powiem, bo nie mogę tego powiedzieć – tłumaczy się nasz rozmówca.
Kto wysłał do Moskwy audiopróbki? Dopytywane o to Dowództwo Sił Powietrznych
kieruje nas do prokuratury wojskowej. Ta jednak zaprzecza, by próbki do Rosji
wysyłała.
Śledczy nie wykluczają jednak, że w związku z realizacją rosyjskiego wniosku
o pomoc prawną do Komitetu Śledczego Federacji Rosyjskiej zostaną przesłane
próbki głosu wszystkich osób poddanych badaniu, w tym także gen. Andrzeja
Błasika. Razem z całą opinią fonoskopijną, którą Wojskowa Prokuratura Okręgowa w
Warszawie uzyskała z Instytutu Ekspertyz Sądowych im. prof. Jana Sehna w
Krakowie.
Z informacji, do których dotarł "Nasz Dziennik", wynika, że rozpoznania głosu
dowódcy Sił Powietrznych dokonali wojskowi, którzy przylecieli do Moskwy w
pierwszej grupie eksperckiej. Podpułkownik Michalak pytany, czy zaprzecza, że
dokonał rozpoznania głosu generała Błasika, odpowiada: "Żadnych komentarzy". I
odsyła nas do Ministerstwa Obrony Narodowej.
– Nie sądzę, by Michalak samodzielnie "odważył się" dokonać identyfikacji
głosu Andrzeja Błasika – mówi w rozmowie z "Naszym Dziennikiem" jeden z wysokich
rangą oficerów Sił Powietrznych. Czy mógł go ośmielić ówczesny minister obrony
narodowej? Bogdan Klich był w MAK w kwietniu. Ślad tej wizyty z informacją, że
miał okazję zapoznać się z odczytami, pozostał na stronie internetowej komitetu
gen. Tatiany Anodiny. Na pogrzebie generała Błasika – 28 kwietnia – Klich
zapewniał wdowę, że będzie bronił jego dobrego imienia. To dziwna fraza,
zważywszy, że nikt wówczas publicznie nie podnosił wątku domniemanej obecności
dowódcy Sił Powietrznych w kokpicie. Słowa te nabierają jednak innego znaczenia,
jeśli uwzględnimy informację, że 24 kwietnia Klich wrócił z Moskwy, dysponując
już wiedzą o atrybucji głosu Błasika.
Nie ma wątpliwości, że swój udział w rozpoznaniu miał też ppłk Sławomir
Michalak, inżynier, kierownik Zakładu Awioniki Instytutu Technicznego Wojsk
Lotniczych, w latach 1978-1984 stypendysta sowieckiego Instytutu Inżynierów
Lotnictwa Cywilnego w Rydze, do którego trafił wprost z Politechniki
Warszawskiej. Po powrocie z Rygi wstąpił do wojska – raczej nietypowa ścieżka
kariery. Michalak przyjechał do Smoleńska razem z premierem Donaldem Tuskiem.
Stamtąd, z Targalskim i prokuratorem płk. Zbigniewem Rzepą, poleciał do Moskwy.
Edmund Klich, polski akredytowany przy MAK (wtedy formalnie jeszcze nim nie
był), wyznaczył tej ekipie zadanie: deszyfracja czarnych skrzynek. Michalak
biegle posługuje się językiem rosyjskim, certyfikat rosyjkojęzycznej frazeologii
lotniczej wisi na ścianie jego gabinetu w Instytucie Technicznym Wojsk
Lotniczych w Warszawie. Uczestniczył też w badaniach przyrządów w Instytucie
Lotnictwa Rosyjskiego ministerstwa obrony w Lubiercach pod Moskwą, któremu MAK
zlecił wykonanie ekspertyzy m.in. wysokościomierzy. Michalak był tam z ppłk.
Januszem Niczyjem i ppłk. Dariuszem Majewskim.
Nie tak dawno Edmund Klich mówił, że o rozpoznaniu głosu gen. Błasika
dowiedział się w siedzibie MAK podczas przerwy na papierosa, jaką zrobili sobie
odsłuchujący nagrań – Michalak pali nałogowo (Targalski jakiś czas temu rzucił
palenie).
– Na tę chwilę nie widzę u siebie żadnych błędów – kwituje Benedict. – Nie
popełnia błędów ten, który nic nie robi. Jeśli chodzi o jakąkolwiek weryfikację,
może to zrobić ktoś inny, bardzo proszę, nie widzę żadnego problemu – dodaje
Targalski. – Jeśli chodzi o czas wykonywania pewnych rzeczy, to zawsze po czasie
z reguły dochodzi się do wniosków, że teraz można byłoby to zrobić trochę
inaczej – dodaje. Co to znaczy? Na to pytanie ekspert nie odpowiedział.
Będą pozwy?
Co o strategii uników ze strony członków komisji Millera mają do powiedzenia
prawnicy? W ich ocenie, ta kwestia nie powinna być utajniana przed opinią
publiczną. – Żadne argumenty za tym nie przemawiają, że odmawia się udzielenia
odpowiedzi – ocenia mec. Marcin Madej. – To jest z ich strony wykręt. Członkowie
komisji zostali oddelegowani przez państwo polskie. To nie jest ich prywatna
sprawa. Eksperci pełnili misję publiczną. Nie wystarczy powiedzieć, że nie
będzie się mówić, bo nie – tłumaczy mec. Madej. – Zaistniały nowe, poważne
okoliczności, ktoś z członków powinien zostać upoważniony do udzielania
informacji. Przecież jakieś dokumenty gdzieś są, jakiś protokół z dokonanych
czynności. Ich też zobowiązywała zasada pisemności, musi być gdzieś jakieś
zestawienie tych czynności w formie pisemnej. To była specyficzna komisja,
jednym z wątków była rzekoma presja ze strony gen. Błasika. Dziwne, że najpierw
teza ta błyskawicznie przedostała się do opinii publicznej, a teraz wszyscy
próbują nabrać wody w usta – mówi Madej.
Czy są oświadczenia członków KBWLLP co do identyfikacji głosu Błasika?
Zadaliśmy to pytanie Ministerstwu Spraw Wewnętrznych, powołując się przy tym na
ustawę o dostępie do informacji publicznej. Otrzymaliśmy jedynie odpowiedź, że
rzecznik MSW nie jest właściwą osobą do udzielenia odpowiedzi. Bez żadnej
informacji, do jakiego organu właściwego pytanie to mamy kierować. Dopytywana o
tę kwestię oraz o listę ekspertów oddelegowanych do Federacji Rosyjskiej Agata
Kaczyńska, sekretarz KBWLLP, również odpowiedzi nie udziela. – To nie jest
zakres upubliczniony – mówi i odsyła do płk. Mirosława Grochowskiego jako szefa
Inspektoratu Ministerstwa Obrony Narodowej ds. Bezpieczeństwa Lotów. Ale
pułkownik Grochowski przestał odbierać telefony od dziennikarzy.
– Na miejscu pani Ewy podałbym pana Millera do sądu i zażądał dowodów.
Przecież ktoś jakieś dowody ma. Nie może być tak, że ktoś kogoś pomówi, a potem
się wycofuje. Ktoś to zrobił, samo się nie wzięło – uważają wojskowi, z którymi
rozmawiał "Nasz Dziennik". Zdaniem mec. Madeja, należałoby się zastanawiać, czy
nie doszło do naruszenia dóbr osobistych generała Błasika. – Uważam, że są
podstawy do złożenia takiego pozwu. Pani Ewa Błasik miałaby legitymację prawną,
by pozwać konkretną osobę o to, że dobre imię jej męża zostało jednak zszargane
– mówi mecenas. W postępowaniu cywilnym trzeba jednak wiedzieć, kto za co
odpowiada. Trudno byłoby natomiast oskarżyć całą komisję. Zdaniem prawników,
zasadny byłby pozew o ochronę dóbr osobistych przeciwko płk. Edmundowi Klichowi,
który jako pierwszy publicznie zaserwował tezę o obecności gen. Błasika w
kokpicie. W ocenie Rafała Rogalskiego, pełnomocnika części rodzin smoleńskich,
można byłoby też rozważyć postępowanie karne. W myśl art. 231 kodeksu karnego
funkcjonariusz publiczny, który przekroczył swoje uprawnienie lub nie dopełnił
swoich obowiązków, działał tym samym na szkodę interesu publicznego lub
prywatnego i podlega karze 3 lat pozbawienia wolności.
Anna Ambroziak
