Powiem, jak MON pozwoli
Rozmowa z ppłk. dr. inż. Sławomirem Michalakiem, członkiem Komisji
Badania Wypadków Lotniczych Lotnictwa Państwowego powołanej do zbadania
katastrofy smoleńskiej, który odsłuchiwał w Moskwie nagrania z rejestratora
pokładowego
Dzień dobry, Anna Ambroziak, "Nasz Dziennik". To Pan pracował na
próbkach głosu generała Błasika?
– Jestem żołnierzem zawodowym, obowiązują mnie pewne przepisy. Jeżeli chce
pani uzyskać jakiekolwiek informacje dla mediów, proszę zwrócić się do moich
przełożonych o zezwolenie mi na udzielenie takich informacji.
Zaprzecza Pan, że identyfikował głos generała?
– Żadnych komentarzy. Powiedziałem pani, jaką drogą można uzyskać ode mnie
jakiekolwiek informacje.
Odmawia Pan informacji?
– Tak jest.
To z kim mam porozmawiać, żeby uzyskać odpowiedź?
– Z dyrektorem Instytutu. Jeśli on będzie władny podjąć taką decyzję, to
bardzo proszę.
Nie bardzo rozumiem, dlaczego Pan odmawia informacji. Rozmawiał już
Pan z dziennikarzami, i to "Naszego Dziennika", zgoda Pana przełożonych nie była
wtedy potrzebna.
– Jest przepis mówiący o tym, że upoważnionym do udzielania informacji jest
rzecznik ministra obrony narodowej. Natomiast żołnierz zawodowy może wypowiadać
się po uzyskaniu zgody przełożonych.
Jaki to przepis?
– Jest to przepis, który został mi bardzo wyraźnie wskazany i ja się do niego
stosuję.
Może Pan jednak podać konkretnie, jaki to przepis?
– Proszę zaczekać… jedną chwileczkę… Zaraz pani podam… Jest to decyzja
108/MON z dnia 7 kwietnia 2009 r. w sprawie zasad realizacji polityki
informacyjnej w resorcie obrony narodowej.
Ile razy był Pan w Moskwie?
– Powiedziałem pani, jaka jest droga uzyskiwania ode mnie informacji. Przykro
mi, nie udzielam żadnych informacji bez zgody przełożonych.
Rzecznik MON to pan Jacek Sońta. Do niego mam się zwrócić?
– Sońta, nawet nie wiedziałem o tym, że to on, może tak. Myślę, że on jest
właściwą osobą.
Nadal nie rozumiem, na jakiej podstawie odmawiają Panowie informacji
w sprawie identyfikacji głosu generała Andrzeja Błasika. W Moskwie nie byli
Panowie na prywatnych wczasach, za Panów pracę zapłacili podatnicy. Opinia
publiczna ma prawo wiedzieć, jak Panowie pracowali.
– Ma pani rację. Ale jest decyzja, w której stoi napisane jak wół, że w
przypadku zainteresowania mediów żołnierze oraz pracownicy resortu mają prawo za
zgodą dowódcy udzielenia wypowiedzi przedstawicielom mediów. I kluczowym
sformułowaniem jest tutaj "za zgodą dowódcy".
Kiedy w sierpniu udzielał Pan wywiadu "Naszemu Dziennikowi", nie była
potrzebna zgoda dowódcy?
– Nie było potrzeby takiej zgody.
To dlaczego teraz mówi Pan o tym, że ta zgoda musi być?
– Dlatego, że wtedy nie znałem tych zasad realizacji polityki informacyjnej.
A w tej chwili już je znam.
Nie znał ich Pan, mimo że obowiązują od 2009 roku?
– Tak.
Rozumiem, Panie Pułkowniku, że został Pan zobligowany do zapoznania
się z tym przepisem właśnie teraz?
– Nie udzielam informacji.
Dziękuję za rozmowę.
