Człowiek sukcesu się nie tłumaczy

Padł argument, że po zmianie ustawy pacjenci za leki płacą faktycznie
więcej. O tym, kto mówi prawdę, może od 1 stycznia przekonać się na własnej
skórze każdy chory, który wykupuje w aptece lek refundowany. Sejm przeprowadził
wczoraj debatę nad informacją prezesa Rady Ministrów na temat sytuacji w
polskiej służbie zdrowia związanej z nowymi zasadami refundowania leków. Problem
skandalicznego zamieszania z wprowadzeniem ustawy wyraźnie odbił się nie na
kieszeniach pacjentów – po zmianie refundacji za wiele leków trzeba z początkiem
stycznia zapłacić dużo więcej. Ma też wpływ na dostępność leków. Doszło do
masowych protestów lekarzy i aptekarzy, na których rząd próbował przerzucić, pod
groźbą kary finansowej, odpowiedzialność za sprawdzenie, czy pacjent jest
uprawniony do otrzymania leku refundowanego, choć nie ma instrumentarium, by
farmaceuci i lekarze takiemu obowiązkowi podołali.

Premier przemówił wieczorem

Mimo iż tematem debaty była "informacja prezesa Rady Ministrów", to premier
Tusk nie uznał za stosowne osobiście wytłumaczyć społeczeństwu, dlaczego rząd
doprowadził do takiego chaosu w służbie zdrowia, narażającego pacjentów na
utratę zdrowia, a może i życia. Przed Sejmem wystąpił natomiast minister zdrowia
Bartosz Arłukowicz. – Człowiek sukcesu nie będzie występował w sprawach, w
których sukcesu nie ma. Do takich spraw wysyła zderzaki. A co się robi ze
zderzakami, które się poobijało, każdy kierowca wie – komentował nieobecność
premiera na debacie poseł Andrzej Dera (Solidarna Polska).

Premier przemówił w Sejmie dopiero wieczorem – podczas debaty nad wotum
nieufności dla ministra Arłukowicza – kiedy szanse na to, że wystąpienie szefa
rządu pokaże telewizja publiczna, są znikome. Według szefa rządu, wskutek
wprowadzenia nowej ustawy refundacyjnej w przyszłości będzie większa liczba
leków refundowanych, a cena większości z nich spadnie. Ponadto jednym z celów
ustawy jest także ograniczenie zjawisk korupcyjnych. – Pierwszym efektem, już
uzyskanym, jest to, że ponad 60 proc. leków z tej listy jest tańszych, i to tych
częściej używanych – ogłosił Donald Tusk. Broniąc Arłukowicza, podkreślał, że
minister zdrowia "podjął się tego bardzo trudnego zadania". Zaatakował także
opozycję, stwierdzając, iż "nieodpowiedzialni politycy opozycji wmawiali
pacjentom, że po zmianie ustawy leków zabraknie i zdrożeją", a następnie, że
zacierali ręce, gdy skutecznie udało się wywołać panikę.

Minister Arłukowicz – nad którego pozostaniem na stanowisku Sejm zagłosuje
dziś – dowodził, że wprowadzając nową ustawę refundacyjną, rząd przeprowadził
"jedną z najtrudniejszych reform w Polsce", która "od 1 stycznia zmieniła rynek
leków w Polsce". Przekonywał, iż celem ustawy było zbudowanie systemu, który
pozwoli na obniżkę cen leków dla pacjentów, jak również m.in. stworzenie
mechanizmu dostępu do leków nowoczesnych. Wiceminister zdrowia Jakub Szulc
stwierdził nawet, że ustawa refundacyjna to osiągnięcie, którym "rząd PO – PSL
będzie mógł chwalić się w perspektywie nie kilku, ale kilkudziesięciu lat".
Zaznaczył, że wpłynęło ponad 100 kolejnych wniosków firm farmaceutycznych w
sprawie obniżek cen leków. Arłukowicz zapewniał, że funkcjonowanie ustawy
refundacyjnej stale będzie monitorowane, a na listę leków refundowanych będą
cyklicznie wprowadzane nowe, nowocześniejsze leki.

Pacjent musi płacić więcej

Informacja prezesa Rady Ministrów przedstawiana przez ministra zdrowia nie
zadowoliła posłów opozycji. Bolesław Piecha (PiS) stwierdził, że po wprowadzeniu
w życie nowej ustawy refundacyjnej pacjenci w swoich portfelach "widzą
ciemność". – Po jej wejściu w życie pacjenci więcej do nich dopłacają – mówił
poseł Prawa i Sprawiedliwości. Jak zaznaczył, z listy leków refundowanych
zniknęło około 800 pozycji. Natomiast powołując się na wyliczenia jednej z firm
badających rynek leków, stwierdził, że według nowej listy leków refundowanych
pacjenci zapłacą ogółem o 300 mln zł więcej. – Do takiego reformowania ochrony
zdrowia ręki nie przyłożymy – powiedział Piecha. Zastrzegł przy tym, że ustawa
refundacyjna "to nie tylko lista leków refundowanych". – Zawiera wiele bardzo
ważnych wezwań i my te wezwania popieramy. Przecież każdy rozsądny poseł w tej
izbie chce, żeby dostęp do leków był pełny – to są banalne stwierdzenia. Każdy
chce, żeby był za rozsądną cenę – znaczy najtańszy. Wszyscy doskonale wiedzą, że
należy leczyć nowocześnie, najlepiej i nie należy traktować rynku leków jako
rynku manipulacji i gry, zwłaszcza gdy są w to uwikłane niemałe środki
publiczne. Każdy również wie, że trzeba stosować transparentne przepisy – dodał
Piecha.

Poseł PO Jarosław Katulski, odnosząc się do zarzutów opozycji, ocenił, że ta
stworzyła "wirtualny obraz tragedii narodowej" i "skandalicznie wykorzystuje
niepokoje wprowadzonych w błąd pacjentów". Marek Gos z koalicyjnego PSL ocenił
natomiast, iż lista leków refundowanych została opublikowana zbyt późno. Światło
dzienne ujrzała późnym popołudniem w dniu poprzedzającym Wigilię. – Gdyby listę
leków refundowanych opublikowano wcześniej niż w końcu grudnia, byłoby mniej
spekulacji i okazji do ataku opozycji – dodał. Gos stwierdził także, iż ustawa,
która weszła w życie 1 stycznia, "zawierała rygorystyczne i nie do końca
obiektywne zasady nadzoru nad rynkiem leków", a "sankcje były zbyt wygórowane".
Poseł powiedział, że PSL oczekuje od ministra zdrowia zawarcia porozumienia z
lekarzami i aptekarzami oraz uregulowania spornych kwestii w drodze rozporządzeń
i zarządzeń.

Artur Kowalski

drukuj