Cyfryzacja to technologiczna rewolucja

Z dr. hab. Jędrzejem Skrzypczakiem, adiunktem w Zakładzie Systemów
Prasowych i Prawa Prasowego Instytutu Nauk Politycznych i Dziennikarstwa
Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, rozmawia Mariusz Bober

Proces cyfryzacji spowoduje rewolucję technologiczną podobną do
wynalezienia prądu – taką tezę stawia Pan w swojej najnowszej książce "Polityka
medialna w okresie konwersji cyfrowej radiofonii i telewizji".

– Zmiany wywołane procesem cyfryzacji są już widoczne w wielu krajach, które
rozpoczęły go wcześniej. Dziś posługiwanie się takimi nazwami jak: prasa, radio
i telewizja, brzmi już archaicznie. Bowiem jednym ze skutków cyfryzacji jest
konwergencja, czyli zbliżanie się do siebie [w formie przekazu, działalności –
red.] gazet, radia, telewizji z jednej strony, a z drugiej łączenie odrębnych do
tej pory sektorów mediów i telekomunikacji, i jednocześnie dywergencja mediów,
czyli możliwość przekazywania tych samych treści i audycji za pomocą różnych
platform, takich jak: przekazy naziemne, kablowe, satelitarne, internetowe i
mobilne. Chodzi o to, że media z jednej strony upodobniają się do siebie – jeśli
otworzymy stronę radia czy telewizji w internecie, to obecnie one już niewiele
różnią się od siebie. Ale ta sama audycja czy program mogą być emitowane na
różnych platformach: satelitarnej, naziemnej czy przez internet. Cyfryzacja
zapowiada rewolucję technologiczną na różnych poziomach: produkcji (tj.
tworzenia treści – dziś już właściwie to się dokonało), dystrybucji (czyli
przekazywania materiałów – różne kanały dostępu do materiałów dziennikarskich) i
konsumpcji mediów (a więc sposobów odbioru przekazów medialnych).

Co to konkretnie będzie oznaczało?

– W perspektywie kilku najbliższych lat rynek medialny ulegnie ogromnym
przeobrażeniom, i to na każdej z wyżej wskazanych płaszczyzn. Na przykład, moi
studenci dziś już nie używają w domu telewizorów. Mają tylko komputery i
internet, dzięki którym słuchają radia, oglądają telewizję i czytają gazety.
Jednak internet nie jest wystarczającym kanałem dystrybucji. Państwo musi o tym
pamiętać, tworząc swoją politykę medialną. Podstawową cechą procesu
przechodzenia z ery analogowej do cyfrowej jest ta, że państwo musi zapewnić
odbiorcom dostępność do mediów z różnych platform cyfrowych (tj. naziemnych,
satelitarnych, kablowych, internetowych, mobilnych), inaczej nasili się zjawisko
wykluczenia cyfrowego.

To znaczy, że np. mieszkańcy terenów bez dostępu do internetu powinni
mieć zapewniony przynajmniej odbiór wszystkich kanałów z multipleksu?

– Nie. Chodzi raczej o to, żeby każdemu zapewnić dostęp (przynajmniej
potencjalny) do wszystkich możliwości korzystania z przekazów medialnych, do
różnych platform i kanałów dystrybucji materiałów redakcyjnych. Inaczej mówiąc,
należy stworzyć warunki, aby odbiorca miał możliwość swobodnego wyboru, czy
będzie oglądał telewizję za pomocą nadań naziemnych, satelitarnych, kablowych,
mobilnych, a wreszcie dostępu do internetu.

A więc Kowalski po powrocie z pracy będzie mógł obejrzeć nie tylko to,
co jest w telewizji aktualnie emitowane, ale co w programie już było lub dopiero
będzie…

– Oczywiście. Co więcej, interaktywność coraz częściej sprawia, że odbiorcy
mogą wybierać np., z której kamery chcą oglądać mecz albo który wariant
zakończenia odcinka serialu chcą oglądać. Dywergencja mediów sprawia, że
odbiorca ma do wyboru bardzo wiele programów (m.in. przez internet). Internet
daje dziś niesamowite możliwości, jeśli tylko chce się je wykorzystać. Dzięki
niemu można uczestniczyć nawet w wykładach uniwersyteckich najlepszych
światowych uczelni. Jednak te możliwości kurczą się ze względu na komercyjne
wykorzystanie internetu, które odwraca uwagę użytkowników od bardziej ambitnych
treści i niesie ze sobą dużo zagrożeń, jak chociażby dostęp do szkodliwych czy
wręcz przestępczych przekazów.

A czy przemyślano u nas proces cyfryzacji pod kątem maksymalnego
wykorzystania go do przyspieszenia rozwoju gospodarczego, zwłaszcza
najbiedniejszych rejonów Polski?

– Unia Europejska szacowała jeszcze w 2009 r., że cyfryzacja będzie wiązać
się ze znacznym zwiększeniem miejsc pracy, powstaniem nowych podmiotów
gospodarczych, a dywidendę cyfrową określano na 150-200 mld euro w całej Unii.
Być może już nie sama telewizja cyfrowa, ale dostęp do bezpłatnych sieci
internetowych na terenach najbiedniejszych, jest ogromną szansą na rozwój
cywilizacyjny tych regionów, dostęp mieszkających tam osób do dóbr kultury,
nauki, a nawet pracy, dzięki chociażby tzw. telepracy, czyli wykonywaniu
obowiązków pracowniczych na odległość za pomocą sieci teleinformatycznych. Jest
to doskonałe rozwiązanie zwłaszcza dla kobiet opiekujących się małymi dziećmi,
osób zamieszkujących tzw. prowincję, jak również niepełnosprawnych ruchowo.
Takie regulacje prawne są już w kodeksie pracy, brakuje jednak infrastruktury
technicznej. I tu pomoc państwa jest niezbędna, bo to jest inwestycja we
własnych obywateli. Inną rzeczą jest – czy obywatele będą z tego dobrodziejstwa
chcieli skorzystać i czy zrobią z tego dobry czy zły użytek. Ale szansę musimy
dać wszystkim.

Przewiduje Pan, że cyfryzacja przyniesie większą niezależność
odbiorcy od nadawcy, ponieważ ten pierwszy będzie mógł m.in. wybierać programy,
które chce obejrzeć. Ale czy rzeczywiście cyfryzacja będzie oznaczała
niezależność, skoro nadawca i tak będzie decydował o tym, w czym odbiorca może
wybierać?

– Cyfryzacja pozwala na to, by przekaz był linearny lub nielinearny. To
znaczy, że widz może skorzystać z ramówki, którą ustala nadawca, i kolejności
prezentowanych audycji, ale może też samodzielnie wybierać programy i czas ich
oglądania. W telewizji analogowej widz mógł oglądać tylko to, co w danym
momencie emitował nadawca. Natomiast nielinearność polega na tym, że to sam
widz/słuchacz decyduje o tym, które programy i w jakim czasie będzie oglądał.
Tak zwane video (radio) on demand pozwala odbiorcy na korzystanie z audycji
wtedy, kiedy ma czas i ochotę. Poza tym te wszystkie możliwości wiążą się z
ogromną podażą materiałów dostępnych dla widzów i słuchaczy. Nie jesteśmy dziś
skazani na kilka, kilkanaście czy nawet kilkadziesiąt propozycji programowych
telewizji naziemnej, kablowej, satelitarnej. Ta oferta jest obecnie ogromna.
Bierze się to też stąd, że koszty i wymogi formalne wejścia na rynek medialny
(zwłaszcza dzięki internetowi) są o wiele niższe. Właściwie każdy może stać się
nadawcą, wydawcą czy też dziennikarzem tzw. obywatelskim.

Cyfryzacja zmieni układ sił na rynku mediów i np. zdetronizuje
dominujące dziś giganty medialne w Polsce?

– Oczywiście! Tak jak każda rewolucja (także technologiczna) sprawia, że
niektóre utrwalone struktury upadają, tak samo cyfryzacja może spowodować, że
jedne media upadną, bo nie będą potrafiły dostosować się do nowych reguł, a
inne, które będą umiały je wykorzystać, wyrosną na nowe potęgi. Już dziś widać
to zjawisko na rynku prasy drukowanej. Gdy spadają nakłady gazet, ich wydawcy
zadają sobie pytanie, czy udostępniać drukowane treści w internecie, czy nadal
liczyć tylko na sprzedaż gazetową. W USA niektórzy wydawcy już całkowicie
"przenieśli się" do internetu. Z drugiej strony sprawia to, że internauci coraz
bardziej przyzwyczajają się do tego, że internet jest oazą wolności, także od
wszelkich opłat… Dlatego należałoby oczekiwać od państwa tworzenia
długofalowej polityki medialnej, ukierunkowanej jednak nie na potrzeby
polityków, ale odbiorców mediów. Cyfryzacja stwarza wiele nowych wyzwań, m.in.
dotyczących ochrony praw autorskich czy statusu dziennikarzy, zastępowanych
coraz częściej w mediach cyfrowych przez tzw. dziennikarzy społecznych czy
obywatelskich. Tymczasem mam wrażenie, że w Polsce nie ma spójnej polityki
medialnej. Co prawda w ostatnim 10-leciu podejmowano wiele różnych działań w
obszarze cyfryzacji, ale nie wykazywały one, aby były elementami długofalowej,
przemyślanej strategii. Raczej były to działania doraźne. A przecież Polska
naprawdę znajduje się w przededniu rewolucyjnych zmian. I zdecydują o tym nie
politycy, tylko technologie i rynek. Zatem nie ma od tego odwrotu. Od polityków
trzeba natomiast wymagać stworzenia właściwej "infrastruktury" prawnej i
transparentnych reguł tzw. konwersji cyfrowej.

Dla władz uruchomienie multipleksów będzie oznaczało spore wpływy
budżetowe, ale też nowe wyzwania. Państwo jest na nie przygotowane?

– Cyfryzacja telewizji i radiofonii naziemnej wiąże się z tzw. dywidendą
cyfrową. Otóż państwo może raz jeszcze sprzedać dobro publiczne i deficytowe,
jakim są częstotliwości radiowe, i to wielu podmiotom. Multipleksowanie,
najogólniej rzecz ujmując, polega przecież na "upakowaniu" kilku programów w
jednej wiązce częstotliwości, a zatem tę samą częstotliwość można zbyć kilku
podmiotom. Stąd też trzeba zapytać, jak te zyski państwo zamierza skonsumować.
Zastanawiamy się, jak zagospodarować zyski z gazu łupkowego, a tu mamy trochę
podobną sytuację! W wielu krajach przeprowadzono w tym zakresie szeroką debatę
społeczną i próbowano osiągnąć konsensus społeczny. Ja opowiadam się za takim
rozwiązaniem, które z jednej strony pomoże obywatelom "przestroić" się na
cyfryzację, np. poprzez dopłaty do dekoderów dla niezamożnych, lub wspomoże
ludzi starszych w opanowaniu nowych technologii, które muszą za chwilę pojawić
się w ich domach, a z drugiej – zapewni przykładowo powszechny, np. mobilny,
dostęp wszystkim w Polsce do bezpłatnego internetu. Wydaje się jednak, że takie
odpowiedzi powinny być udzielone już dawno, a wątpliwości rozwiane. W Polsce
zapewne do ostatniej chwili będziemy nad tym dywagować, czyli do momentu tzw.
switch-off, czyli wyłączenia przekazów analogowych (co nastąpi z końcem lipca
2013 r.). Wówczas politycy znikną z ekranów wielu nieprzestrojonych odbiorników
telewizyjnych. Wtedy zapewne pojawią się propozycje systemowego rozwiązania tego
problemu…

Jak inne kraje radziły sobie z cyfryzacją, w tym z zapewnieniem
pluralizmu w mediach?

– Nie wszędzie udało się uniknąć podobnych błędów. Z drugiej strony sama
opieszałość, z jaką w naszym kraju wprowadzano cyfryzację, okazała się
paradoksalnie dla nas bardzo korzystna. Na przykład Brytyjczycy, którzy znacznie
wcześniej od nas zabrali się za cyfryzację, popełnili błąd z wyborem standardów
kompresji. Zastosowali mianowicie standard MPEG-2. My dzięki opóźnieniu
wprowadziliśmy standard MPEG-4, dzięki któremu można "zmieścić" na multipleksach
więcej programów. W pozostałych krajach różne są też strategie sposobu
wprowadzania cyfryzacji. U nas wybrano model "wyspowy", tzn. najpierw
przeprowadza się ten proces w jednym rejonie kraju i dopiero po jego ukończeniu
przechodzi się do kolejnego rejonu. W niektórych krajach europejskich cyfryzacji
dokonywano raczej równolegle w całym kraju. Jednak, moim zdaniem, każdy system
ma swoje plusy i minusy. Natomiast w krajach Europy Zachodniej, w których z
sukcesem przeprowadzono ten proces, jego podstawą było stworzenie najpierw
przejrzystych planów, i to w każdym aspekcie.

Które kraje najlepiej poradziły sobie z wdrażaniem cyfryzacji i czemu
zawdzięczają sukces? Mogą one służyć jako przykłady modelowe?

– Proces przechodzenia na nadawanie cyfrowe zakończył się w większości państw
Unii Europejskiej. Podstawą sukcesu było stworzenie długofalowych,
transparentnych strategii, które potem zdecydowanie realizowano, ale także
odpowiednie nakłady finansowe. W Polsce też były – formalnie – przyjęte takie
plany. Problem polega na tym, że w praktyce mało kto przejmował się nimi. U nas
brakuje w szczególności takich rozwiązań w kwestii walki z wykluczeniem
cyfrowym, jak chociażby przyjęte we Francji w 2009 r., gdzie zapewniono pomoc
ludziom starszym i niepełnosprawnym nie tylko w zakupie odpowiedniego sprzętu,
ale także w jego podłączeniu w miejscu zamieszkania. Polska ustawa o wdrażaniu
telewizji cyfrowej tej kwestii w ogóle nie porusza.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj