Cyrk Palikota

– Palikot tak jak robił przedstawienia jako wiceprzewodniczący Klubu
Platformy, tak robi je również jako lider własnego ugrupowania – zauważa Mariusz
Błaszczak, szef Klubu Parlamentarnego PiS. – On mimo posiadania dzisiaj naprawdę
dużego klubu parlamentarnego nie potrafi przedstawić żadnych inicjatyw czy
poważnych projektów. Krąży wokół happeningów i na tym tylko polega jego polityka
– dodaje Arkadiusz Mularczyk z Solidarnej Polski.

Tymczasem w panikę wpadła była partyjna koleżanka Palikota Ewa Kopacz, która
została zmuszona poinformować o prowokacji prokuratora generalnego Andrzeja
Seremeta. Zrobiła to, choć przez lata ekscesy i wybryki, jakich dopuszczał się
Palikot, choćby wobec prezydenta Lecha Kaczyńskiego, nie spotykały się z silną
reakcją polityków Platformy. Tym razem prokuratura zareagowała błyskawicznie i
już wczoraj wszczęła postępowanie sprawdzające w związku z zapowiedziami Janusza
Palikota, że zapali jointa w pokoju sejmowym. Za podstawę przyjęto zapis o
karalności "promocji lub reklamy" środków odurzających, za co grozi grzywna,
ograniczenie wolności albo do roku więzienia.
– Zostałam postawiona w sytuacji, która nigdy nie powinna zdarzyć się w polskim
Sejmie – mówiła wczoraj Kopacz w związku z zapowiedzianą przez Ruch Palikota
akcją palenia marihuany. – Poseł na Sejm RP zapowiedział łamanie prawa na
terenie Sejmu. Być może dla pana posła to promocja czy happening, ale dla mnie,
marszałka Sejmu, to konieczność podjęcia działań, które będą zmierzać do tego,
aby powiedzieć obywatelom, że to jest państwo prawa – stwierdziła marszałek
Sejmu. Złożyła więc zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa do
Prokuratury Rejonowej Warszawa-Śródmieście. – A dzisiaj o tym fakcie
poinformowałam telefonicznie prokuratora generalnego, pana Andrzeja Seremeta –
oświadczyła Kopacz.
Jak tłumaczy Mariusz Błaszczak, korzyści z sejmowego happeningu Palikota płyną
oczywiście do Donalda Tuska, który nie musi się tłumaczyć z wielu
kompromitujących jego samego i cały rząd spraw. A z tygodnia na tydzień jest ich
coraz więcej i są one coraz gorzej odbierane przez jego elektorat.
– Dzięki Palikotowi Tusk nie musi się tłumaczyć z kompromitacji związanej ze
śledztwem w sprawie katastrofy smoleńskiej, ustawy refundacyjnej i skandalu
wokół wymiaru sprawiedliwości, gdzie mamy klincz w prokuraturze, a zastępca
prokuratora generalnego wypowiada posłuszeństwo swemu przełożonemu – podkreśla
Mariusz Błaszczak, przypominając, że rozdzielenie funkcji prokuratora
generalnego i ministra sprawiedliwości było pomysłem Platformy Obywatelskiej.

Tymczasem około południa Palikot zaprosił dziennikarzy do sali 143 i tam
zapalił… kadzidełko, którym okadził pokój sejmowy. – Skoro prokurator może
odstąpić od ścigania osoby posiadającej niewielką ilość marihuany, to skąd te
zakazy, policja w Sejmie? To absurd. To pokazuje, w jakiej sytuacji jest
normalny człowiek, który ma w kieszeni dwa jointy. Liberalizacja ustawy nic nie
oznacza – mówił.
Co więcej, w związku z zapowiedzianą przez Ruch Palikota akcją palenia marihuany
w Sejmie w piątek obowiązywały specjalne i wyjątkowe jak na tę instytucję
obostrzenia wobec każdego, kto chciał wejść do budynku parlamentu. Zgodnie z
zarządzeniem marszałka Sejmu posłowie nie mogli wprowadzać swoich gości
nieposiadających kart wstępu wydanych przez biuro przepustek i przez dom
poselski. Straż Marszałkowska została upoważniona do podejmowania decyzji o
niewpuszczeniu na teren parlamentu osób zaproszonych przez posłów Ruchu Palikota.
Na akcję Palikota zareagowała Solidarna Polska, która poinformowała o złożeniu
doniesienia o podżeganiu przez Palikota do popełnienia przestępstwa poprzez
nakłanianie do palenia marihuany w Sejmie. Posłowie SP zapowiedzieli też projekt
zaostrzenia kar za posiadanie narkotyków.

Maciej Walaszczyk
 

drukuj