Węgrzy czekają na konkrety
Z Gergelym Pröhle, wiceministrem spraw zagranicznych Węgier, rozmawia
Piotr Falkowski
Jak wygląda stan negocjacji między Węgrami a Unią Europejską i MFW w
sprawie pomocy w związku z kryzysem finansowym?
– Jesteśmy w stałym kontakcie z Komisją Europejską i MFW, cały czas trwają
rozmowy. Wiemy, jakiego rodzaju zastrzeżenia ma Unia w stosunku do nas. Ale nie
docierają na Węgry informacje o konkretnych zarzutach. Węgry swego czasu, w 2004
roku, z własnej woli przystąpiły do Unii Europejskiej. I nie mamy żadnych innych
zamiarów poza tym, żeby pozostać we Wspólnocie na zwykłych zasadach. Dlatego
odrzucamy wszelką krytykę o charakterze ogólnym. Natomiast jeśli chodzi o
szczegółowe zarzuty, to jesteśmy otwarci, aby je przedyskutować. Dotyczy to
zarówno Unii Europejskiej, jak i MFW. Czekamy na te konkretne sformułowania.
Ale czy można wciąż mówić o suwerenności członków UE, gdy skoordynowana
akcja kilku międzynarodowych instytucji, agencji ratingowych i rynków
finansowych może doprowadzić do całkowitej zmiany sytuacji gospodarczej i
politycznej, jak to się dzieje teraz na Węgrzech?
– Trzeba tu rozdzielić dwie kwestie. Nie można jednocześnie rozpatrywać kwestii
czysto finansowych i związanych z Unią Europejską. Zarówno Węgry, jak i Polska
stały się członkami Unii z własnej woli, w wyniku decyzji swoich parlamentów.
Nie można powiedzieć, że po drugiej stronie jakiejś umownej linii, na zachodzie,
jest Europa zła, natomiast tutaj, w środkowej części, jesteśmy znakomici.
Ponieważ staliśmy się częścią pewnego systemu praw i wartości, musimy utrzymywać
swoje postępowanie w ich ramach. Natomiast nie możemy zgodzić się na to, żeby
powstawała podwójna miara. Nie ma i nie może też być żadnego takiego uprawnienia
instytucji unijnych, które pozwalałoby inaczej oceniać i traktować kraje, które
przystąpiły później do Unii czy też są mniejsze, niż te, które były już
wcześniej i są większe. Jeśli zaś chodzi o agencje ratingowe, to sprawa ma się
jeszcze inaczej. Jest nawet taki zamysł w UE, aby utworzyć własną agencję
ratingową, która oceniałaby procesy rynkowe, gdyż te, które obecnie mają takie
wpływy, są instytucjami prywatnymi z centralami w ogóle poza Unią.
Uważa Pan, że Węgry są traktowane przez instytucje unijne tak samo jak
Grecja i Włochy, czy też czujecie się tu dyskryminowani ze względów
politycznych?
– Węgry są w zupełnie innej sytuacji niż Grecja i Włochy. Wynika to z tego, że
mamy zupełnie inną sytuację polityczną. Tutaj, na Węgrzech, jedna tylko partia,
Fidesz, uzyskała ponad dwie trzecie miejsc w parlamencie. Z tego powodu
możliwości opozycji są ograniczone. Dlaczego też opozycja szuka wszelkich
sposobów, by za granicą znajdować jakieś uznanie i stamtąd pozwalać słyszeć swój
głos. W Unii Europejskiej są politycy, którzy chętnie się w ten głos wsłuchują.
Dlatego też ocena Węgier powinna dokonywać się na gruncie prawnym, a nie
pozostawać wyłącznie jakąś luźną rozmową na tematy polityczne. Ja w ten sposób
interpretuję to, co dzieje się na Węgrzech i wokół Węgier. I sam według tego
postępuję. W polityce możliwości gry są dużo większe i szersze niż w systemie
prawnym. Gdy roztrząsamy zagadnienia na podstawie samego prawa, konieczna jest
większa ścisłość.
Często zarzuca się polityce rządu Orbána, że jest niestabilna,
nieprzewidywalna. W rzeczy samej jeszcze kilka miesięcy temu Węgry odżegnywały
się od finansowej pomocy międzynarodowej. Teraz okazuje się ona konieczna.
– Otoczenie naszych krajów i ich gospodarek w ostatnim czasie uległo silnym
zmianom. W związku z tym nie ma żadnego wstydu w tym, że korygujemy wcześniejsze
postanowienia. Natomiast w pierwszym rzędzie trzeba zapewnić własnym obywatelom
jak najlepsze warunki życia, w tym poprzez kontrolę nad sytuacją gospodarczą.
Węgry wobec obecnych problemów w stosunkach międzynarodowych oczekują,
że państwa naszego regionu stworzą coś w rodzaju bloku poparcia dla Węgier? W
szczególności czy takie oczekiwania kierowane są do Polski?
– Z zadowoleniem przyjmujemy niedawną wypowiedź polskiego ministra spraw
zagranicznych Radosława Sikorskiego, że to, co się dzieje teraz na Węgrzech,
jest wewnętrzną sprawą Węgier. Ważna jest solidarność krajów środkowej Europy.
Analogiczna sytuacja była wtedy, gdy inne kraje środkowej Europy potrzebowały
wsparcia z naszej strony. Ze swojej strony chciałbym powiedzieć, że cieszę się z
wszelkich sukcesów Polski. Obydwa kraje w bliższej lub dalszej perspektywie mogą
tylko zyskać, jeżeli środkowoeuropejska solidarność pozostanie.
A czy przeszkodą nie są tu niezałatwione spory związane z problemami
narodowościowymi? Przez nie do bloku państw solidaryzujących się z Węgrami nie
należy na pewno Słowacja, a kwestie tego typu występują w stosunkach z
wszystkimi sąsiadami Węgier.
– To bardzo ważne, że stosunki węgiersko-słowackie w ostatnim czasie uległy
poprawie. Udało się podjąć współpracę na polu infrastruktury i energetyki.
Podobnie mają się sprawy z całą Grupą Wyszehradzką na terenie Unii Europejskiej.
To są przykłady świadczące o poprawie. Wszystko jednak, co jakoś wiąże się z
istnieniem na terenie Republiki Słowackiej mniejszości węgierskiej, jest
niezwykle skomplikowane i złożone. Jest pewna strona filozoficzna tego
zagadnienia. Węgrzy uznają prawa kolektywne mniejszości. Natomiast Słowacja nie.
Słowacja zawsze mówi o pojedynczych ludziach, a nie o terytorium, na którym oni
żyją. Węgry jednocześnie uznają obecną sytuację terytorialną i tę integrację,
która już zaistniała. Dlatego też uważamy, że nasza polityka narodowościowa
odpowiada standardom europejskim. W rezultacie polityka węgierska zmierza według
naszego stanowiska do poprawy stosunków międzypaństwowych w zakresie
narodowości.
Dla Polski bardzo ważnym elementem solidarności europejskiej są kwestie
energetyczne. Jakie jest stanowisko Węgier wobec budowy przez Gazprom Gazociągu
Południowego, którego jedna z nitek ma przecinać terytorium Pana ojczyzny?
– Węgry są zainteresowane każdym rozwiązaniem, które powoduje dywersyfikację
źródeł energii. Dlatego ważne jest, aby powstawała też sieć północ – południe,
która łączyłaby energetycznie Węgry z Polską. Tylko dzięki temu można zapewnić
odpowiednią elastyczność w dostarczaniu energii. W zakresie spraw energetycznych
łatwiej jest o uzgadnianie interesów, gdy kilka krajów dąży do czegoś razem. Co
do konkurencji projektów Gazociągu Południowego i Nabucco, to nie od Węgier
zależy, który z nich powstanie wcześniej. Obecnie Nabucco ma mniejsze szanse.
Dziękuję za rozmowę.
– Ja również dziękuję i chciałbym dodać, że Polacy z pewnością potrzebują o
wiele więcej bezpośredniej i niezależnej informacji z Węgier. Ja jestem zawsze
do dyspozycji.
Gergely Pröhle urodził się w 1965 roku w Budapeszcie. Jest z wykształcenia
hungarystą i germanistą. Od 1988 roku pracował jako dziennikarz. W pierwszym
rządzie Viktora Orbána został wiceministrem narodowego dziedzictwa kulturalnego,
a następnie ambasadorem w Niemczech i Szwajcarii. W resorcie odpowiada za
kontakty z państwami europejskimi i międzynarodowe stosunki kulturalne. Pröhle
pełni też wysoką funkcję w Kościele luterańskim. Ma czworo dzieci.
