Minister mydli oczy

Szkoda że minister Sawicki zaczyna polemiczny tekst od ataku ad personam
na moją skromną osobę (Marek Sawicki, "Wyrównujemy dochody", "Nasz Dziennik" z
19.01.2012).
Nie mam bezpośredniego dostępu do materiałów, które przygotowują poszczególne
resorty, zatem informacja o 300 mln zł składki zdrowotnej, jaką mają zapłacić
rolnicy, pochodzi z mediów, które pisały o różnych wersjach projektu ustawy w
tej sprawie i obciążeniach dla rolników.

Pan minister Sawicki pisze, że będzie to "tylko" kwota 113 mln zł, choć
oczywiście to jedynie prognoza i, moim zdaniem, sumaryczne obciążenia rolników
składką zdrowotną będą jednak wyższe.
Szkoda że minister, który powinien się poczuwać do odpowiedzialności zarówno
merytorycznej, jak i politycznej za sięganie przez rząd do płytkich kieszeni
rolników poprzez obciążanie ich składką na ubezpieczenia zdrowotne, nie
ustosunkował się do dwóch poważnych ułomności przepchniętego na siłę przez
koalicję PO – PSL przez Sejm projektu ustawy o ubezpieczeniu zdrowotnym
rolników.
W przypadku gospodarstw domowych pracowniczych składka zdrowotna pracującego
pozwala na objęcie ochroną ubezpieczeniową wszystkich domowników, którzy nie
mają ubezpieczenia zdrowotnego z innych tytułów. W przypadku gospodarstw
domowych rolników ubezpieczenie ma płacić rolnik i każdy mieszkający z nim
domownik, jeżeli nie ma ubezpieczenia z innych tytułów.
Drugą poważną ułomnością tego projektu jest brak możliwości odliczenia od
podatku płaconej składki zdrowotnej rolników. W przypadku gospodarstw
pracowniczych 7,75 proc. podstawy wymiaru jest odliczane od podatku dochodowego
pracownika. Rolnik wprawdzie nie płaci podatku dochodowego, ale płaci podatek
rolny, który w swej istocie jest zryczałtowanym podatkiem dochodowym płaconym
przez rolnika od hektara przeliczeniowego gruntów. Jego wysokość nie zależy od
tego, czy hektar ten przynosi rzeczywiście dochód czy nie. Odliczenie części
składki zdrowotnej płaconej przez rolnika od obciążenia tym podatkiem jest więc
jak najbardziej uzasadnione.
Szkoda że minister Sawicki nie przypilnował tych rozwiązań. Niewątpliwie oba
powodowałyby, że obciążenie rolników składką zdrowotną byłoby wtedy rozwiązaniem
systemowym, a ponadto nie tak dokuczliwym finansowo dla rolników jak to, za
którym szef resortu rolnictwa z ochotą głosował w Sejmie.
W sprawie zwrotu części akcyzy płaconej przez rolników w cenach oleju napędowego
minister, jak to ma w zwyczaju, mydli oczy. Pisanie, że za rządów PiS zwrot
akcyzy wynosił 45-55 gr/l, a teraz wynosi 85 gr/l, a zatem więcej, w zestawieniu
z ceną litra oleju napędowego wtedy – niewiele ponad 3 zł za litr i teraz –
prawie 6 zł za litr pokazuje, że za rządów PiS zwrot wynosił 1/6 ceny, a teraz
zaledwie 1/8. Minister doskonale wie, że mógłby zwracać obecnie 1,35 gr akcyzy
za każdy litr paliwa wykorzystanego na cele rolnicze, ale tego nie robi.
Kolejne krytyczne uwagi ministra Sawickiego dotyczą moich obaw związanych z
wprowadzeniem podatku dochodowego od gospodarstw rolnych.
Moja, ale nie tylko moja, poważna obawa dotycząca objęcia gospodarstw rolnych
podatkiem dochodowym wynika między innymi z faktu, że rodzinne gospodarstwa
rolne, które zgodnie z Konstytucją RP są podstawą ustroju rolnego w naszym
kraju, zostaną w wyniku tej operacji potraktowane jak przedsiębiorstwa, a to
zupełnie inny świat.
Każdy, kto choć przez chwilę był przedsiębiorcą (a ja nim byłem przez kilka
lat), wie, czym jest rozliczanie podatków w urzędzie skarbowym. Trzeba otwarcie
powiedzieć, że zdecydowana większość rolników, jeżeli nie będzie chciała mieć
kłopotów z aparatem skarbowym, będzie musiała korzystać z doradztwa podatkowego,
a to naprawdę trochę kosztuje. I o tym pisałem w swoim tekście. Szkoda że
zamiast merytorycznej polemiki w tej sprawie minister w odpowiedzi stosuje
insynuacje pod moim adresem.
I wreszcie ostatnia rzecz – wyrównanie dopłat bezpośrednich w uproszczeniu
pomiędzy starymi i nowymi krajami członkowskimi w następnej perspektywie
finansowej UE – minister Sawicki nie zrobił w tej sprawie nic. Przepraszam.
Zrobił. Zgodził się na to, żeby ta wyraźna nierówność utrzymywała się
przynajmniej do roku 2020. A to przy postępującym otwieraniu się UE na towary
rolnicze z krajów trzecich (zmniejszenie ochrony celnej), a także wyrównywaniu
się kosztów wytwarzania w rolnictwie (ba, ceny paliwa rolniczego, nawozów
sztucznych, środków ochrony roślin w Niemczech są często niższe niż w Polsce),
jest szczególnie groźne w przypadku towarowych gospodarstw w naszym kraju.
Tego poważnego zaniedbania ministra Sawickiego nie przykryją żadne piękne słowa,
żadne opisy jego starań. Rzeczywistość w tej sprawie jest brutalna. Polski
rolnik będzie otrzymywał w roku 2013 średnio około 190 euro na hektar, a rolnik
niemiecki 340 euro na hektar i tak będzie aż do 2020 roku, co grozi katastrofą
najbardziej towarowym polskim gospodarstwom. A już sugestie, że polscy rolnicy
otrzymują więcej środków z tzw. II filara WPR niż rolnicy niemieccy, i to
sumarycznie wyrównuje dopłaty, świadczą o tym, że minister Sawicki nie rozumie,
czym jest polski interes narodowy. Rzeczywiście w ramach II filara WPR rolnicy
niemieccy otrzymują teraz mniejsze środki, ale tylko dlatego, że korzystali z
nich przez ostatnie 50 lat i tak naprawdę nie mają już ich na co wydawać. Polscy
rolnicy korzystają z tych środków przez 8 lat. Jeśli będzie to trwało kolejnych
40 lat, to i ja będę za tym, aby środki w II filarze dla polskich i niemieckich
rolników były jednakowe.

Dr Zbigniew Kuźmiuk poseł na Sejm RP
 

 

Zobacz:


Polemika

drukuj