Węgry w klinczu
Od początku powstania w maju 2010 r. centroprawicowego rządu Viktora
Orbána toczy się przeciwko Węgrom brutalna, bezwzględna walka. Z zewnątrz
jesteśmy atakowani przez międzynarodowy kapitał oraz byłych, ale wpływowych na
Zachodzie liderów nieistniejącej już partii liberalnej (Związek Wolnych
Demokratów), którzy mają krewnych w mediach amerykańskich i europejskich; w
kraju szkalują nas socjaliści i liberałowie.
Jaka jest przyczyna tych bezpodstawnych ataków? Odpowiedź jest prostsza, niż
ktokolwiek by myślał. Rząd Orbána po 8 latach pustoszenia kraju przez
socjalistów i liberałów, rozkradania majątku narodowego, wszechobecnej korupcji,
twardo obstaje za interesem narodowym, a nie banków i zagranicznych monopoli.
Brutalna ingerencja
Od 1 stycznia 2012 r. na Węgrzech obowiązuje nowa konstytucja, w preambule
odwołująca się do korzeni chrześcijańskich narodu węgierskiego. W Polsce i na
świecie raczej nie jest znany fakt, że poprzednia konstytucja z 1949 r.,
uchwalona na wzór sowieckiej, obowiązywała aż 23 lata od upadku komunizmu w 1989
roku. Rekord światowy, a zarazem skandal i wstyd!
Nowa konstytucja określa, że Węgry są republiką. To stwierdzenie występuje po
zdaniu precyzującym nazwę państwa, która brzmi: Węgry. Czyli ustrój państwa nie
uległ zmianie, jak oszczerczo głoszą "Washington Times", "Wall Street Journal" i
"Financial Times", utyskując, że nastąpił koniec republiki, a Orbán wprowadza
dyktaturę. Za tą manipulacją i oszczerczą kampanią antywęgierską stoją
liberałowie i lewica – Węgierska Partia Socjalistyczna, która jest dziedzicem
Węgierskiej Socjalistycznej Partii Robotniczej. Ogłaszając koniec demokracji na
Węgrzech, oskarżają nas (zamiennie) o rasizm, faszyzm, antysemityzm i
nacjonalizm.
Były ambasador USA w Budapeszcie w latach 80. XX wieku Mark Palmer zarzucił
Węgrom, że nie szanują "podstawowych wartości europejskich", za co należy je
wyrzucić z UE. Wezwał też, aby "wszystkimi środkami", w tym konstytucyjnymi,
dążyć do zmiany obecnego rządu węgierskiego. Za kogo uważa się pan Palmer? Za
gubernatora Węgier czy szefa kolonii, która nosi nazwę "Węgry"? Kto go mianował?
Dlaczego wtrąca się w wewnętrzne sprawy niepodległego państwa i demokratycznie
wybranego rządu.
Po tym oświadczeniu Palmera, które niewątpliwie godzi w godność narodową
Węgrów, ambasada USA w Budapeszcie wydała oświadczenie, że Stany Zjednoczone nie
dążą do obalenia Orbána. Piękny gest. Wiadomo, że chcą go obalić. Ponieważ
Palmer poszedł za daleko w swojej nienawiści do Węgier, musieli trochę stonować
jego wypowiedź. Warto wiedzieć, że Palmer utrzymywał zażyłe kontakty z Wolnymi
Demokratami i postkomunistami, a nie z partią, która wygrała pierwsze wolne
wybory po 1939 roku, Węgierskim Forum Demokratycznym (dziś również już
nieistniejącym).
Bunt banków
Jest prawdą, że premier Orbán występuje przeciwko interesom kapitału
międzynarodowego. Broni, zgodnie ze swoim konstytucyjnym obowiązkiem, tragicznie
zadłużonej ojczyzny – w tej chwili zadłużenie kraju wynosi 83 proc. PKB, a w
2002 r., gdy Orbán oddawał władzę po przegranych wyborach, siegało 52 procent. O
co więc chodzi Unii Europejskiej, Stanom Zjednoczonym i opozycji? Żeby premier
złamał przysięgę i stał się rzecznikiem interesu obcego mocarstwa i Unii wbrew
własnej ojczyźnie? – Interes obywateli węgierskich jest najważniejszy –
podsumował Orbán ataki na swoją politykę. Kilka dni temu w wywiadzie radiowym
oświadczył, że nikt, ani za oceanem, ani w Europie, nie może dyktować, jakie
ustawy ma przyjąć parlament węgierski. – Po prostu to do nich nie należy –
powiedział Orbán. Twardą obroną podmiotowości Węgier premier zdobył zaufanie i
szacunek większości narodu.
W kampanii antywęgierskiej wykorzystywane są wszystkie chwyty. Ostatnio za
pretekst posłużyła ustawa uchwalona przez Zgromadzenie Narodowe, zakazująca
budowy obiektów handlowych o powierzchni powyżej 300 m kwadratowych. Protestują
też banki zagraniczne, które w ostatniej dekadzie wywiozły z Węgier 3200
miliardów forintów zysku. Teraz rząd próbuje ograniczyć ten drenaż kraju,
łagodząc warunki spłaty kredytu zaciągniętego przez rodziny węgierskie we
frankach swajcarskich. Banki mogą na tej operacji stracić 200 miliardów
forintów.
Po dojściu do władzy rząd Orbána w 2010 r. wydał rozporządzenie o obłożeniu
98-procentowym podatkiem nienależnych wysokich odpraw i dodatkowych wynagrodzeń
ministrów i wysokich urzędników państwowych socjalistycznego rządu oraz zwrocie
do kasy państwowej tych sum. Budżet miał zyskać na tej operacji 10-15 milionów
forintów. Jednak Trybunał Konstytucyjny uznał ustawę za niekonstytucyjną. Zachód
i lewica cieszyli się z porażki Orbána.
Prezes Narodowego Banku Węgierskiego András Simor otrzymywał miesięcznie na
rękę ponad 2 miliony forintów, czyli zarabiał dwa razy więcej niż prezes
Europejskiego Banku Centralnego czy prezes Federalnej Rezerwy USA. Według nowej
ustawy żaden z urzędników państwowych nie może zarabiać więcej niż 2 miliony
forintów miesięcznie. Prawo nie przewiduje wyjątków, nawet dla prezesa
Narodowego Banku Węgierskiego. Węgrzy nie widzą żadnego związku pomiędzy
zmniejszeniem jego wynagrodzenia a naruszaniem niezależności banku; pamiętają za
to dobrze, że Simor przez lata łączył prezesurę z kierowaniem własną firmą na
Malcie. Dziś publicznie krytykuje politykę Orbána i reprezentuje interesy Banku
Światowego wobec własnego rządu, a nie odwrotnie.
Premier Orbán przecina też patologiczne praktyki w policji. Funkcjonariusze
mogą przechodzić na emeryturę w wieku 30-40 lat, uzyskując świadczenie w
wysokości 150-200 tysięcy forintów. Wielu z nich jest winnych brutalnemu
traktowaniu demonstrantów w 2006 roku, ponieważ spowodowali ich trwałe kalectwo,
za które obecny rząd płaci wiele milionów odszkodowań przyznanych przez sądy.
Rząd chce tych zdrowych, silnych policjantów ponownie kierować do pracy. Jeżeli
nie wyrażą na to zgody, to zachowując emeryturę, będą płacić 16-procentowy
podatek. I to ma być dowód skrajnie prawicowej dyktatury na Węgrzech!
Węgrzy za rządem
Z chwilą gdy postkomuniści i liberałowie utracili na Węgrzech władzę,
przestała istnieć – w ich pojęciu – demokracja. Zachodnioeuropejska i
amerykańska prasa podziela ten pogląd. Ma wspólny interes z węgierskimi
liberałami i postkomunistami, więc nie widać końca walki z rządem Orbána. Z tego
powodu pod znakiem zapytania stoją możliwości i warunki uzyskania pożyczki od
MFW. Jeżeli nie będą one korzystne dla Węgier, państwo nie przyjmie pomocy.
Wtedy finansowe rezerwy państwowe wystarczą na pół roku, o ile nie zostanie
przypuszczony przez międzynarodową finansjerę jeszcze bardziej gwałtowny i
bezwględny atak gospodarczo-bankowy. Obecnie wiadomo, że Bank Światowy jest
gotowy udzielić Węgrom pożyczki pod warunkiem: nowelizacji konstytucji (nie ma
potrzeby ani konieczności), gwaracji niemieszania się rządu w niezależność
Węgierskiego Banku Narodowego (konstytucja mówi, że rząd gwarantuje niezależność
banku) oraz gwarancji wolności prasy (jest ona wolna), nienakładania na banki
podatków.
O co w tym wszystkim chodzi? O zmuszenie rządu do zmiany polityki i
rezygnację Orbána z fotela premiera. Środkiem w tej walce jest osłabianie
forinta, różne machinacje finansowe i naciski. Na przykład w pierwszym tygodniu
stycznia 2012 r. benzyna drożała aż trzy razy.
Jak tę trudną sytuację znoszą sami Węgrzy? Większość społeczeństwa żyje w
bardzo ciężkich warunkach. Dwa tysiące lekarzy wypowiedziało warunki pracy
(podobnie jak ich koledzy na Słowacji), lecz na okres trzech miesięcy zawiesili
tę formę protestu. Nie przyjmują nadliczbówek (pracują ok. 50 godzin
tygodniowo). Tysiąc lekarzy już opuściło kraj. Nie należy się dziwić. Lekarz po
studiach zarabia 100 tys. forintów. Nieco więcej niż zamiatacz ulicy.
Nie każdy może wyemigrować. Wie to rząd, wie każdy przeciętny, kochający
ojczyznę obywatel. Ale pracy nie ma. Jednak mimo pogarszających się warunków
życia, strachu przed kryzysem finansowym państwa inteligencja, część młodzieży,
studentów, warstwa średnia i część emerytów stoją po stronie rządu. Na razie
jest to większość społeczeństwa. Ale jak długo wytrzymają? Kiedy wyjdą na ulicę?
Prasa i media manipulują ludźmi. Pod presją mediów straszących wizją bankructwa
państwa Węgrzy masowo lokują swoje oszczędności w Austrii. Ulegając panice, nie
wiedzą, że koszty bankowe są tam znacznie wyższe, więc stracą, a nie zyskają na
tej operacji. No, ale panika… Trudno im wytłumaczyć, aby nie działali na
własną szkodę.
Globalny szantaż
Stany Zjednoczone, UE, banki prowadzą wojnę nerwów przeciwko Węgrom, jak
Hitler i Göbbels we wrześniu 1939 r. przeciwko Polsce. Niemcy w końcu przegrali,
bo w ich podłych celach i metodach działań tkwiło źródło porażki. Jak będzie
teraz? Trudno powiedzieć.
Za nagonką na Węgrów stoi nietolerancja UE, Stanów Zjednoczonych, światowego
systemu bankowego wobec wartości moralnych, tradycji chrześcijańskich i
narodowych zawartych w węgierskiej konstytucji. Według znacznej części Węgrów,
zupełnie nie chodzi im o demokrację na Węgrzech, bo nie zostały naruszone jej
zasady. Globalistyczne kręgi nie znoszą innych wartości niż swoje, tzn.
socjalistyczno-liberalne. Dlatego rok temu przeciw konstytucji protestowały
Human Rights i Amnesty International, twierdząc, że ustawa zasadnicza nie
gwarantuje wolności, bo dyskryminuje homoseksualistów. Konstytucja bowiem mówi o
obronie życia poczętego, rodziny i małżeństwa kobiety i mężczyzny.
Takie media jak "The Economist", "Le Figaro", "Die Presse", "Wall Street
Journal" regularnie szkalują Węgry. "The Economist" nazwał Orbána bezprzykładnie
podłym, bo broni i reprezentuje interesy swego kraju, a nie jest zdrajcą
własnego narodu. "The Washington Post" porównał w tym tygodniu premiera do
dyktatora, a jego rządy do systemu władzy w Rosji i na Białorusi.
Hillary Clinton, José Manuel Barroso i prezydent Francji Nicolas Sarkozy w
swoich listach ostro krytykują Węgry, grożąc, że jeżeli nie zmienią tekstów
wielu ustaw i konstytucji, jeżeli nie zaprzestaną opodatkowania zysków
zagranicznych banków działających na Węgrzech, nie dostaną pożyczki od Banku
Światowego. Wiadomo, że BŚ w zamian za pomoc finansową żąda od Węgrów dalszego
przekształcenia systemu emerytalnego, zwolnienia pracowników administracji
państwowej, lekarzy, nauczycieli, ograniczenia wypłat w ogóle, a w szczególności
rent i emerytur (już były takie restrykcje). Społeczeństwa nie można jednak
dalej obciążać. Jeśli rząd utrzyma się i nie ulegnie żądaniom, to nie dostanie
pożyczki, i w ciągu pół roku, jak twierdzą koła rządowe, nastąpi całkowity
krach. Jeśli zgodzi się na dyktat Banku Światowego, to ostre cięcia mogą
doprowadzić do wybuchu społecznego.
Gwałtowna walka polityczna toczy się też wewnątrz kraju. Zaślepiona w
niechęci do prawicowego rządu opozycja składa donosy na gabinet Orbána na forum
międzynarodowym. 9 stycznia w telewizji ATV jeden z dziennikarzy powiedział, że
jeżeli Orbán nie podda się UE albo dobrowolnie nie ustąpi, to Unii wystarczą dwa
tygodnie, by usunąć go z funkcji premiera.
Dr Endre László Varga
Autor jest węgierskim historykiem, badaczem stosunków
węgiersko-polskich i II RP.
