Gesty miłosierdzia znakiem obecności Boga

Z JEm. ks. kard. Robertem Sarahem, przewodniczącym Papieskiej Rady
Cor Unum, rozmawia Agnieszka Gracz

Papieska Rada Cor Unum powstała w okresie wielkich przemian w Kościele i
świecie, a zamysłem Ojca Świętego Pawła VI było zwrócenie uwagi na problemy
społeczne i ich źródła. Obecnie doświadczamy kryzysu finansowego, gospodarczego
w Europie i świecie, a wielu ludzi z niepokojem patrzy w przyszłość. Jakie
wyzwania ta sytuacja stawia przed Kościołem?

– Ojciec Święty Paweł VI utworzył Papieską Radę Cor Unum w 1971 roku, aby
jeszcze silniej zaznaczyć obecność Kościoła w świecie, niestety, bardzo
naznaczonym przez ubóstwo. Celem założenia Cor Unum było również wytworzenie
atmosfery jedności pośród inicjatyw pomocy Kościoła. Papieżowi Pawłowi VI leżała
na sercu działaność charytatywna Kościoła katolickiego. Poprzez Cor Unum
pragniemy zwrócić uwagę, że Kościół ma w swoim sercu ubogich i potrzebujących,
tych, którzy cierpią i doświadczają dramatów, katastrof naturalnych, i tam
aktywność charytatywna zajmuje szczególne miejsce w duszpasterstwie Kościoła.
Dziś zmieniły się czasy, a wraz z nimi, przynajmniej częściowo, uległy zmianie
również oblicza ubóstwa. Ale zaangażowanie Kościoła się nie zmienło. To, co
przede wszystkim możemy zaoferować w każdej epoce i w każdym momencie, to
obecność Boga w naszych gestach miłosierdzia. Możemy zapewnić, że Bóg jest
zawsze blisko każdego człowieka, szczególnie w najtrudniejszych momentach,
których doświadcza człowiek. I to wezwanie jest aktualne także w tak trudnych
czasach, w jakich dziś żyjemy.

Ojciec Święty w encyklice "Deus caritas est" zwrócił uwagę, że
zorganizowana działalność charytatywna należy do samej natury Kościoła. Czym
jednak różni się katolicka pomoc charytatywna od zwykłej działalności
filantropijnej?

– Użyłbym tutaj prostego terminu, ale oddającego znaczenie różnicy między pomocą
charytatywną a działalnością filantropijną. To termin "świadectwo". Filantropia
jest ludzka, natomiast dzieła miłosierdzia mają wymiar Boży. Działalność
charytatywna Kościoła powinna być świadectwem miłości Boga do człowieka, powinna
wskazywać, że Bóg jest zdolny do pełnej, bezwarunkowej i prawdziwej miłości. Bóg
jest źródłem naszej zdolności do miłowania, do działania w sposób pełen
miłosiernej miłości, tak jak Jezus Chrystus, który oddał za nas na krzyżu swoje
życie. My przedłużamy tę miłość Boga do człowieka.

Czasem dostrzega się dziś w ludziach pewien lęk w ukazywaniu religijnego
kontekstu działalności charytatywnej. Spowodowane to jest w dużej mierze
tendencją do sekularyzowania we współczesnych społeczeństwach wszelkiej
działalności człowieka. Dlaczego tak istotna jest silna religijna tożsamość
katolickiego wolontariatu, katolickich instytucji charytatywnych, katolickich
inicjatyw pomocy?

– Tak, to prawda, że nawet działalność charytatywna doświadczyła pewnej
sekularyzacji. Z drugiej strony nie jest też wolna od kontekstu, w jakim się
realizuje. W całym Kościele doświadczyliśmy zatracenia tego właściwego wymiaru
chrześcijańskiego, a bardziej radykalnie sensu obecności Boga. Społeczeństwo
zachodnie żyje tak, jakby nie było Boga, mówił bł. Jan Paweł II, zwracając
uwagę, że istnieje "milcząca apostazja". Dziś jest ona widoczna w naszym
sektorze, wyraża się głównie w tym, iż myśli się jedynie o zaspokojeniu
podstawowych potrzeb człowieka lub o poszukiwaniu nowych struktur, które mogłyby
rozwiązać najpoważniejsze problemy dotykające ludzkość. Ale wiemy, że pragnienia
prawdy, życia i zbawienia nie można znieść, obalić czy zaniedbać. Nie możemy
zredukować do wymiaru horyzontalnej perspektywy życia człowieka. Sekularyzacja
dzieł miłosierdzia w ostatecznym rozrachunku rani człowieka i jego głębokie
pragnienie, którym jest Bóg. Dlatego też nie powinniśmy zaprzestać przypominania
o duchowym wymiarze naszej działalności charytatywnej. Jest to jedno z
fundamentalnych zadań Rady Cor Unum. Chcemy uświadamiać, że inicjatywy i pomoc,
jakie niesie nasza dykasteria, jakie niesie Caritas, nie są tylko filantropią
ani pomocą humanitarną. Chcemy, aby człowiek poprzez te inicjatywy poszukiwał
głębi swego istnienia i Boga.

Troska o ubogich, pomoc potrzebującym są świadectwem obecności
Chrystusa, który jest Miłością Miłosierną. Jak ważny w tym kontekście jest
wymiar ewangelizacyjny dzieł miłosierdzia Kościoła katolickiego?

– Właśnie w tym wspomnianym odsunięciu Boga we współczesnym świecie zawiera się
wielkie wezwanie do uczestnictwa instytucji i katolickich dzieł miłosierdzia w
nowej ewangelizacji. Jak wiemy, jest to temat bardzo bliski sercu Benedykta XVI.
Ojciec Święty chciał również, aby został on podjęty na zbliżającym się synodzie
biskupów, który odbędzie się w październiku 2012 roku. Wierzę, że każdy
chrześcijanin, który posługuje w dziełach miłosierdzia, powinien zapytać siebie,
jak może przyczynić się do przybliżenia innym Ewangelii, do przybliżenia innym
Boga i prawdziwego dobra. Jak wspomniałem, świadectwo ma bardzo duże znaczenie.
Nasz sposób działania, postępowania, nasze motywacje, nasze poświęcenie powinny
mówić o Bogu, o tym Bogu, który w Jezusie Chrystusie objawił się jako Bóg
nieskończenie kochający człowieka. Myślę, że jest to uprzywilejowana droga, aby
otworzyć drzwi Ewangelii wielu ludziom naszych czasów, którzy mają niewiele
możliwości spotkania się z Kościołem katolickim czy z instytucjami związanymi z
Kościołem. Także w tym przypadku miłosierdzie jest "drogą jeszcze doskonalszą"
(1 Kor 12, 31). Aby przywołać znaczenie tego powołania, przygotowaliśmy
rekolekcje dla tych, którzy posługują w dziełach miłosierdzia. Jestem wdzięczny
Caritas Polska, która pomogła nam zorganizować w minionym roku w Częstochowie to
spotkanie uczestników z Europy.

Księże Kardynale, jakie są oczekiwania Kościoła katolickiego wobec
polityków, wobec rządzących w kwestii przygotowania programów wsparcia i
rozwiązywania problemów ubóstwa i głodu na świecie?

– Polityka powinna dążyć do pokoju i działania na rzecz dobra wspólnego oraz
społecznej harmonii. Ale aby do tego dotrzeć, polityka, a w zasadzie politycy
powinni odkryć etyczny wymiar swoich działań. Podczas podróży do Beninu, gdzie
Benedykt XVI przekazał Kościołowi adhortację apostolską "Africae munus",
towarzyszyłem Ojcu Świętemu. Benedykt XVI bardzo jasno określił stanowisko
Kościoła w tej kwestii. Te zasady są tak samo istotne dla wszystkich
kontynentów. Pragnienie władzy, korupcja, przemoc w otwartej formie, ale także
tej ukrytej, nadal zbyt często dominują w sercach wielu polityków i w ten sposób
uniemożliwiają poszukiwanie prawdziwego dobra człowieka i wspólnoty.
Problemy ubóstwa i głodu będziemy mogli rozwiązać tylko wówczas, jeśli w końcu
pojawi się dobra wola ze strony tych, którzy są odpowiedzialni za życie
publiczne, kiedy nie będą poszukiwać jedynie potwierdzenia własnych działań,
interesów partykularnych czy zysku ekonomicznego, ale przede wszystkim dobra
wspólnego. Dla nas te sprawy dobra wspólnego mają ogromne znaczenie, dlatego też
Kościół katolicki nie ustaje w formacji ludzkich serc, by zmienił się sposób
oceny i działania, także w polityce. Nasza nadzieja jest tylko w Chrystusie,
który – jak zapowiadał prorok Izajasz – jest Księciem Pokoju, którego narodziny
świętowaliśmy w ostatnich dniach.

W tej działalności bardzo ważna jest również modlitwa. Podczas ostatniej
podróży apostolskiej Benedykta XVI do Beninu mogliśmy zaobserwować żywą, radosną
wspólnotę Kościoła w Afryce. Co tamtejsza wspólnota może zaoferować
zsekularyzowanym społeczeństwom Europy?

– Afrykanie zawsze przyjmują Papieża jako Ojca, jako wysłannika Boga, z
serdecznością, entuzjazmem i wiarą. Benedykt XVI był bardzo zadowolony z tej
wizyty.
Spotkał ludzi ubogich, ale głęboko wierzących i kochających Boga, ludzi
modlitwy. Oni mają odwagę i wiarę. Wydaje mi się, że ubóstwo jest powodem
cierpienia człowieka, ale jednocześnie otwiera go na Boga. Ubogi i potrzebujący
ma świadomość, że zależy od innych, od kogoś, kto go wesprze, kto uczyni go
radosnym. Bogaty zwykle nie potrzebuje nikogo, nie potrzebuje nawet Boga.
Bogactwo to ubóstwo, które przenika człowieka aż do jego głębi. Ubodzy cierpią
fizycznie, ale ich serce jest otwarte na Boga, widzą, że cierpienie może mieć
nie tylko wymiar fizyczny, ale również duchowy, dlatego też wydaje mi się, że
powinniśmy pozwolić na spotkanie się kultur.
Jako sekretarz Kongregacji ds. Ewangelizacji Narodów tutaj, w Rzymie,
zorganizowałem spotkanie łącznie stu biskupów z kontynentu afrykańskiego i
europejskiego, aby wspólnie dialogować, wymieniać się doświadczeniami wiary w
różnych kulturach. Wy możecie nam pomóc, nie tylko w wymiarze materialnym.
Zachód ma też wielkie wielowiekowe bogactwo teologiczne, monastyczne, możecie
nam pomóc pogłębić naszą wiarę. Wiara na kontynencie afrykańskim jest
dynamiczna, silna i my możemy pomóc wam, którzy utraciliście Boga. Ojciec Święty
Jan Paweł II często mówił, że Zachód żyje tak, jak gdyby Bóg nie istniał. Jest
to "milcząca apostazja", jak mówił. Dlatego też ubodzy mogą ofiarować wam
świeżość wiary i radość spotkania człowieka z Bogiem.
Żniwo jest wielkie, ale robotników mało, powtarzał Jezus. Sami nie możemy się
zbawić, sami możemy się zniszczyć, ale siła Kościoła tkwi w modlitwie i musimy
się modlić. Jezus zachęcał do modlitwy, a dziś człowiek się nie modli. W
zrozumieniu znaczenia modlitwy może pomóc jedna z muzułmańskich legend. Opowiada
o człowieku, który chciał dowiedzieć się, kto będzie jego sąsiadem w domu w
Niebie. Trudno jest żyć na ziemi obok sąsiada, który jest złośliwy, i jeśli
mielibyśmy jeszcze mieszkać obok niego w Niebie, byłoby jeszcze trudniej,
dlatego pytał, kto będzie jego sąsiadem. Bóg mu odpowiedział: Twoją sąsiadką
będzie pewna dziewczyna, nazywa się Majmuna, mieszka w jednej z wiosek. Człowiek
udał się do wskazanej wioski w poszukiwaniu dziewczyny, pytał o nią. Mówiono, że
to dziewczyna, która ma problemy umysłowe, zajmuje się wypasem owiec na łące w
pobliżu cmentarza. Ów człowiek poszedł na łąkę i tam spotkał modlącą się
dziewczynę. Ale to, co go zaskoczyło, to fakt, że pośród owiec, których
pilnowała dziewczyna, były również wilki. Nie atakowały owiec, a one nie
uciekały. Kiedy dziewczyna skończyła się modlić, zdziwiony człowiek zapytał ją,
jak to możliwe, że pośród owiec są wilki. Ona odpowiedziała: Gdy tylko
poprawiłam swoje relacje z Bogiem, Pan Bóg poprawił relacje owiec z wilkami.
Jeśli więc modlimy się, Bóg będzie mógł poprawić nasze międzyludzkie relacje.

To bardzo znaczące, że watykańską dykasterią, zwaną "papieską Caritas",
kieruje gwinejski kardynał, którego afrykański kraj doświadczył również wielu
trudności… Eminencjo, proszę nam przybliżyć drogę swojego powołania
kapłańskiego.

– Dzięki wielu ofiarom, dzięki modlitwom i żywej wierze moich rodziców mogłem
wstąpić do seminarium mniejszego na Wybrzeżu Kości Słoniowej, a później
wstąpiłem do seminarium w Dixinn w Gwinei. Jednak po roku to seminarium zostało
skonfiskowane przez komunistyczny rząd kraju. Wówczas ks. bp Raymund Tchidimbo
zakupił inny teren, aby pobudować nowe seminarium dla przyszłych kapłanów,
jednak władze państwowe zabroniły w nim nauczać. Dlatego też w 1964 roku
ukończyłem liceum w jednej ze szkół należących do rządu. Zaraz po jej ukończeniu
ksiądz biskup wysłał mnie do Nancy do Francji, abym tam mógł studiować.
Pozostałem we Francji aż do ostatniego roku studiów teologicznych, a potem
przeniosłem się do Senegalu, do seminarium Liebermann w Sebikhotine.
Przeniesienie było spowodowane napięciami, jakie pojawiły się między Gwineą a
Francją. Ostatecznie w lipcu 1969 roku w Konakry przyjąłem święcenia kapłańskie.
Ksiądz biskup jednak poprosił mnie jeszcze o kontynuację studiów poza krajem i
skierował mnie do Instytutu Biblijnego na Papieskim Uniwersytecie Gregoriańskim
w Rzymie. Tam studiowałem Pismo Święte. Następnie, w 1979 roku, zostałem wybrany
na arcybiskupa Konakry. Od października 2001 roku byłem sekretarzem Kongregacji
ds. Ewangelizacji Narodów, a w październiku 2010 roku zostałem mianowany
przewodniczącym Papieskiej Rady Cor Unum. Podczas konsystorza w listopadzie 2010
roku Ojciec Święty Benedykt XVI włączył mnie do grona kardynałów.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj