Społeczeństwo potrzebuje aktywnej obecności katolików

Z ks. abp. Rino Fisichellą, przewodniczącym Papieskiej Rady ds.
Krzewienia Nowej Ewangelizacji, rozmawia Agnieszka Gracz

Powołanie Rady ds. Krzewienia Nowej Ewangelizacji, ogłoszenie Synodu
Biskupów na 2012 r. i Roku Wiary ukazują, że Ojciec Święty kładzie silny nacisk
na konieczność rechrystianizacji krajów, które odeszły od wiary ojców. Dlaczego
obecne czasy wymagają szczególnych działań ewangelizacyjnych?

– Ojciec Święty Benedykt XVI, powołując Papieską Radę ds. Krzewienia Nowej
Ewangelizacji, zwrócił nam uwagę, że nowa ewangelizacja jest jednym z
ważniejszych tematów jego pontyfikatu. Nie możemy też zapominać, że bł. Jan
Paweł II przez 27 lat w swoich przemówieniach, encyklikach, najważniejszych
wystąpieniach poruszał kwestie nowej ewangelizacji. Kiedy w 1979 r. przyjechał z
Polski, z Krakowa, z Nowej Huty, powiedział: tam, gdzie jest krzyż, tam
zaczęliśmy wierzyć. Postawmy teraz nowy krzyż i zacznijmy nową ewangelizację.
Mamy magisterium, które jest bardzo owocne w tej materii.
Nasza dykasteria zajmuje się nie tylko ewangelizacją Europy, ale całego świata.
Oczywiście w sposób szczególny Europą Zachodnią, a więc państwami o dawnej
tradycji chrześcijańskiej, gdzie dziś Kościoły przeżywają moment kryzysu,
ponieważ bardzo dotknął je sekularyzm. Rozwinęła się kultura, która propaguje
model życia tak, jak gdyby nie było Boga. Po wielu dziesięcioleciach pragnienie
człowieka, aby stać się "autonomicznym" i "niezależnym", a przede wszystkim
niezależnym od Boga doprowadziło do izolacji człowieka. I dziś znajdujemy się w
sytuacji, w której potrzebna jest nowa ewangelizacja.
Proszę zwrócić uwagę, czym jest ta nowa ewangelizacja. De facto oznacza ona
głoszenie Ewangelii znanej od zawsze, tej samej Ewangelii, a więc głoszenie
Jezusa Chrystusa, jednak w innym kontekście społeczno-kulturowym. Dzisiejszy
człowiek jest inny niż w przeszłości. Mamy wiele osiągnięć naukowych,
technologicznych, a współczesny człowiek naprawdę został dotknięty głębokim
kryzysem. Musimy zatem być zdolni do przywrócenia mu radości z wiary.

Różne formy agnostycyzmu i praktycznego ateizmu powiększają rozziew
między wiarą a życiem wielu ochrzczonych. W jakim stopniu papieskie wezwanie do
nowej ewangelizacji wymaga zrewidowania form dotychczasowego duszpasterstwa
parafialnego, akademickiego, katechetycznego, aby ewangelizację uczynić
skuteczniejszą?

– Przede wszystkim trzeba zwrócić uwagę, że nowa ewangelizacja nie może być
przeprowadzana w taki sam sposób w różnych krajach. Także wewnątrz różnych
rzeczywistości kościelnych nowa ewangelizacja powinna być realizowana poprzez
inne metody. Podam przykład: nie można prowadzić nowej ewangelizacji w Europie w
ten sam sposób jak w państwach Ameryki Łacińskiej, ale również w państwach
Europy nie powinno się stosować tych samych metod. Dlaczego? Ponieważ każdy kraj
ma inną tradycję, kulturę, język, ale także inną tradycję kościelną. Każdy z
kościołów ma swoją historię.
Inną rzeczywistością są więc środowiska akademickie czy parafialne. Uniwersytety
są przestrzenią, w której zainteresowanie kulturą, nauką i formacją jest
zasadnicze, parafia natomiast skupia wokół siebie różne grupy: dzieci,
dorosłych, osób starszych, dlatego też nowa ewangelizacja musi mieć różne
perspektywy.
Jednak wydaje mi się, że są pewne punkty, które są fundamentalne dla całego
dzieła nowej ewangelizacji. Pierwszym, zasadniczym elementem jest
zrekonstruowanie tożsamości chrześcijan. Dziś spotykamy chrześcijan, którzy
praktycznie nie znają podstawowych zasad swojej wiary. Jest więc pilna potrzeba,
aby nowa ewangelizacja działała na rzecz odbudowy tej tożsamości. Ona musi dalej
łączyć się z innym zasadniczym elementem, którym jest poczucie przynależności do
Kościoła katolickiego. Przykładem może być ważny temat nowej ewangelizacji –
sakrament pojednania. Naszym pragnieniem jest, aby sakrament pojednania znów
zajął centralne miejsce w duszpasterstwie, w formacji nowych kapłanów, ich
dyspozycyjności. W tym sakramencie człowiek może ponownie odnaleźć samego
siebie, tam spotyka się z miłosierdziem Boga. Sakrament pojednania ma silne
doświadczenie kościelne i jest istotny na płaszczyźnie antropologicznej.
Współczesny człowiek, który jest całkowicie rozczarowany wieloma "radościami"
życia, rozrywką, zabawą, niezwracaniem uwagi na to, co wokół niego naprawdę
ważne, właśnie tutaj odnajduje prawdę o samym sobie.

Europy nie da się zrozumieć bez dziedzictwa chrześcijańskiego, które
przez lata ją kształtowało. Dziś w wielu krajach widzimy próby odcinania się od
korzeni chrześcijańskich. Czym to grozi?

– Niestety, efekty tego odcinania się od korzeni chrześcijańskich widzimy
wszyscy. Po pierwsze, kryzys doświadczany teraz na płaszczyźnie ekonomicznej i
finansowej przede wszystkim uwidacznia kryzys fundamentów etycznych. Jeśli
uwzględniane byłyby zasady etyki, czyli te, które odwołują się do dziedzictwa
ludzkości, i o których chrześcijaństwo mówiło przez wiele wieków, dziś nie
doświadczalibyśmy takiej sytuacji. Byłoby mniej cynizmu i mniej indywidualizmu.

Mam również na myśli sytuację antropologiczną współczesnego człowieka, który
dziś jest w kryzysie. Współczesny człowiek jest napełniony lękami, zamknięty w
sobie. Proszę zauważyć, że człowiek, który coraz bardziej zamyka się w sobie i
jest ogarnięty przez strach, w konsekwencji prowadzi również narody Europy do
zamykania się w sobie. Dziś żyjemy pośród wielkich egoizmów narodowych. Polityka
europejska nie jest efektywna właśnie dlatego, że jest ograniczona przez
egoizmy. Proszę spojrzeć, paradoksalnie, dziś wyeliminowaliśmy granice państw, a
indywidualizm jest większy. W minionych wiekach było wiele granic, ale był też
wspólny udział, określony matrycą, którą były chrześcijańskie korzenie. Brak
relacji z chrześcijaństwem w konsekwencji doprowadził do poważnego kryzysu
etycznego w Europie.

Dramatem naszych czasów jest to, że w chrześcijańskich krajach do władzy
dochodzą takie ugrupowania, które forsują ustawodawstwo zupełnie sprzeczne z
prawem Bożym, a nawet naturalnym. Czy dzieło nowej ewangelizacji może się
powieść bez zastępów dobrze przygotowanych katolików świeckich, którzy
odpowiedzialnie zaangażowaliby się także w życie społeczno-polityczne?

– Jest to bardzo ważny temat. W wielu państwach nowa ewangelizacja powinna w
bardzo zdecydowany i silny sposób dotykać zaangażowania katolików w życie
publiczne. Katolicy nie mogą być ani dyskryminowani w społeczeństwie za to, że
są katolikami, ani też nie mogą milczeć, ponieważ ich zaangażowanie jest
fundamentalne dla rozwoju społeczeństwa. Im bardziej społeczeństwo jest
dojrzałe, czyli im bardziej jest demokratyczne, tym bardziej powinno odczuwać
pragnienie uczestnictwa i odpowiedzialnego zaangażowania ze strony katolików.
Oczywiście katolicy powinni też angażować się w życie społeczne, włączać się w
struktury. Przede wszystkim mam tu na myśli politykę, myślę również o
stowarzyszeniach, związkach zawodowych, środowiskach akademickich,
uniwersytetach, które są ośrodkami tworzenia kultury, a więc społeczeństwo
cywilne potrzebuje na tych wszystkich płaszczyznach obecności katolików.

A co z takimi katolickimi, chrześcijańskimi politykami, którzy uważają,
że w działalności publicznej powinni pozostawić swoje religijne przekonania
przed drzwiami urzędów, w których pracują?

– Nie podzielam takiego stanowiska. Mieć wiarę chrześcijańską oznacza, że
zawsze, w każdej sytuacji polityk ma te same poglądy, które nigdy nie są
sprzeczne z uniwersalnym rozumem. Tak więc zarówno katoliccy politycy
zaangażowani na płaszczyźnie życia politycznego, jak i ci, którzy nie są
katolikami, a działają na płaszczyźnie publicznej, są na drodze dążenia do dobra
wspólnego, dobra człowieka. Każdy z nich powinien być gotowy do zaangażowania
się na rzecz szacunku i ochrony życia i godności każdej istoty ludzkiej. Wiara
nie jest w sprzeczności z podstawowymi zasadami, które odkrywamy wewnątrz prawdy
danej nam w prawie naturalnym. Dlatego też nie akceptuję takiej postawy
polityków.
Katolik w polityce nie może być wewnętrznie podzielony. Katolik zaangażowany w
działalność polityczną nie może wspierać zabijania dzieci poczętych, promować
praw, które są sprzeczne z prawem naturalnym. To powinno być oczywiste dla
katolika.

Na ile uniwersytety, uczelnie katolickie powinny stać się intelektualnym
zapleczem dla nowej ewangelizacji Europy?

– Jest oczywiste, że wewnątrz uczelni chrześcijaństwo czuje się dobrze. Zawsze
poszukiwało prawdy i dobra, było obecne w innych kulturach. Chrześcijaństwo nie
niszczy tego, co dobre, piękne i prawdziwe w kulturze, a przemienia to,
oczyszcza, kieruje w stronę prawdy, tej, którą jest Prawda Ewangelii.
Niesiemy ze sobą dwa tysiące lat naszej historii. Chrześcijaństwo zawsze
tworzyło kulturę. Naszą europejską kulturę zawdzięczamy chrześcijaństwu, które
miało możliwość zachowania kultury pochodzącej ze starożytnej Grecji i Rzymu.
Grecko-rzymska kultura została zachowana dzięki chrześcijaństwu, także pośród
ludów słowiańskich kultura tworzyła się i zachowała dzięki niemu. Święci Cyryl i
Metody są wyraźnym znakiem, że chrześcijaństwo ewangelizowało, kreowało kulturę,
powstawały tłumaczenia Biblii, nowy alfabet, nowy język… To jest właśnie nasza
historia.

Czy w obliczu ataku na chrześcijański model rodziny, do którego dochodzi
w świecie, może Ekscelencja powiedzieć, dlaczego my, ludzie wierzący, nie możemy
nigdy ustąpić w walce o poszanowanie życia ludzkiego i tradycyjnego modelu
małżeństwa?

– Przede wszystkim zawsze zwracam uwagę, że nie powinno się nigdy używać
przymiotnika "tradycyjny" w stosunku do określenia rodziny. To, co my
proponujemy, nie jest "tradycyjną rodziną", jest po prostu rodziną. Nie istnieją
inne formy rodziny. Rodzinę tworzą kobieta i mężczyzna, którzy w swojej
małżeńskiej wzajemnej miłości przyjmują i rozumieją bogactwo przekazywania i
przyjęcia nowego życia. To jest właśnie rodzina, a wszelkie inne modele, które
współczesna kultura próbuje narzucić, nie są prawdziwą rodziną. Tak więc nie
możemy myśleć, że bronimy czegoś tradycyjnego. Chcemy zwrócić uwagę na rodzinę,
ponieważ ma ona również ważne znaczenie społeczne, ponieważ jest podstawą
społeczeństwa. Społeczeństwo opiera się na rodzinach, co więcej, społeczeństwo
przyjmuje ją jako model własnej struktury i relacji. Potrzebujemy jednak nie
tylko promocji rodziny, ale i obrony jej godności i życia ludzkiego, by pozwolić
się jej rozwinąć. Oczywiście prowadzi to do konfrontacji z różnymi ideologiami,
ale naszą siłą jest zachowanie źródeł prawdy, która nie może zostać zniszczona.

Jaką rolę w dziele nowej ewangelizacji powinny odegrać katolickie środki
społecznego przekazu?

– Nie można zaprzeczyć, że dziś komunikacja odbywa się poprzez nowe formy
przekazu. Ojciec Święty Benedykt XVI powierzył naszej dykasterii również zadanie
korzystania z różnych nowych form przekazu w perspektywie nowej ewangelizacji.
Nie możemy też zapominać o dwóch ważnych elementach.
Po pierwsze, dziś środki społecznego komunikowania nie są jedynie instrumentami,
są prawdziwą kulturą, dlatego też trzeba poznawać tę kulturę. Trzeba wejść do
jej wnętrza, trzeba też posiadać umiejętność dostrzegania możliwości, jakie
stwarza, ale i ograniczeń, jakie ze sobą niesie. Ewangelia powinna wejść w tę
przestrzeń.
Po drugie, w środkach społecznego przekazu potrzebujemy też pracowników, którzy
będą świadkami wiary wewnątrz tej kultury medialnej. Nie można sądzić, że media
są bez znaczenia dla tych, którzy w nich pracują i z nich korzystają. Jest więc
potrzeba coraz głębszego poznawania znaczenia tej kultury. Z drugiej strony jest
wymóg, aby chrześcijanie, którzy będą jej twórcami i zaangażują się w politykę
lub naukę, tworzyli chrześcijański świat wewnątrz tej kultury.

W Ewangelii św. Mateusza Pan Jezus mówi: "Nie dawajcie psom tego, co
święte, i nie rzucajcie swych pereł przed świnie, by ich nie podeptały nogami, i
obróciwszy się, was nie poszarpały" (Mt 6, 12) Ekscelencjo, czy są jakieś
ograniczenia w metodach nowej ewangelizacji?

– Powiedziałbym, że pierwszym ograniczeniem jest przede wszystkim unikanie
populizmu. A więc unikanie pójścia drogą zbliżania wszystkich kosztem
wyrzeczenia się prawdy Ewangelii. Nie możemy wyrzec się prawdy Ewangelii! Przede
wszystkim musimy być wierni Dobrej Nowinie. I właśnie dlatego, że jesteśmy jej
wierni, niesiemy Słowo Jezusa wszystkim. Nie możemy mówić, że idziemy pomagać
potrzebującym, ale nie będziemy głosić Słowa Bożego. W ubogich rozpoznajemy
oblicze Chrystusa, jest to znakiem i darem naszej wiary. Jeśli nasza wiara nie
jest dojrzała, ubogi staje się dla nas przeszkodą, staje się jakimś naszym
ograniczeniem. Jeśli natomiast patrzymy na niego oczami wiary, to uobecnia on
Chrystusa. Wydaje mi się, że nowa ewangelizacja nie może stać się formą
socjologii czy wyrazem solidarności pozbawionej religijnej treści. Wydaje mi
się, że ramy nowej ewangelizacji daje Słowo Boga, a to Słowo Boga posyła nas do
wszystkich i mamy je nieść wszystkim.

Dziękuję za rozmowę.
– Ja dziękuję za waszą posługę i życzę wszystkim błogosławionych świąt Bożego
Narodzenia.

drukuj