Polska gościnność?

Święta Bożego Narodzenia to czas sprzyjający praktykowaniu rozmaitych cnót
moralnych, a wśród nich nade wszystko gościnności, czyli czci wobec przybyłych
do naszego domu i naszej Ojczyzny. Świętowanie tego okresu to przecież najpierw
przypominanie sobie i doświadczanie niezwykłej, bożonarodzeniowej bliskości Boga
wobec człowieka, a z tego powodu i bliskości każdego innego człowieka. Dla tej
bliskości zatem zapraszamy się wzajemnie i wzajemnie odwiedzamy w tym czasie,
nie zaś po to, aby wspólnie mnożyć liczbę własnych grzechów.

My, Polacy, nawet słyniemy z cnoty gościnności, bo jeśli nie słychać w
świecie o naszej ewentualnej pracowitości i wierności małżeńskiej, to już
przysłowiowa jest "polska gościnność", witająca gościa jak samego Boga. Dobrze
to o nas świadczy – chociaż pilnie powinniśmy postarać się i o wszystkie inne
cnoty – bo szacunek dla przekraczających nasze progi jest jednym z wyróżników
naszej tożsamości, także cywilizacyjnej. Abraham otrzymał upragnione potomstwo,
w liczbie "gwiazd na niebie", kiedy ugościł tajemniczych przybyłych, którzy w
nagrodę zwiastowali mu narodzenie Izaaka. Dla Greków cześć dla gości (xenia)
była jednym z najświętszych obowiązków, a dzicy ludożercy, cyklopi byli symbolem
niegościnności. W Hadesie miały spotkać męki nade wszystko tego, kto "gościa nie
uczcił praw", jak to przekazuje nam tragedia "Eumenidy" Ajschylosa.

Mamy zatem w naszej przeszłości nawiązującej świadomie do tych dwóch
cywilizacji wspaniałe gesty gościnności, jak np. przyjęcie Żydów uciekających
właśnie do nas przed religijnymi prześladowaniami. To również Polacy ratowali
ich przed zagładą w czasie II wojny światowej zgotowaną im przez Niemców. Na
czele zorganizowanej przez Polskie Państwo Podziemne pomocy Żydom stanęła Zofia
Kossak-Szczucka. Jak dotąd ta działalność nie została w pełni doceniona. To
jednak też należy do logiki gościnności – nie jest ona na pokaz, dla ucałowania
"pańskiej dłoni" przez "gości" w formie np. wyrażonego głośnego podziwu dla
zgromadzonego bogactwa, pięknie urządzonego mieszkania czy wzruszenia głębią
problemów i nieszczęść gospodarza. "Gość w dom" to wezwanie, aby jego, gościa, a
nie siebie mieć w centrum uwagi i działania.

Zamiast gościnności Naród Wybrany – ziszczenie największej jego obietnicy
celebrujemy podczas Bożego Narodzenia – otrzymał od innych narodów nieraz
prześladowania. I tak np. faraon potraktował przybyłych Żydów jako niewolników,
organizując im w dodatku krwawą politykę depopulacyjną. Całkiem zatem to samo,
co robią współczesne nam kliniki aborcyjne, "pracujące" na zlecenie
antynatalistycznych organizacji, na czele z IPPF (Międzynarodową Federacją
Planowanego Rodzicielstwa), "mecenasa" i naszej wicemarszałek Sejmu, wedle
decyzji większości wybranych przez nas parlamentarzystów. Gościnnego domu dla
nas wszystkich – a najpierw nienarodzonych – nie będzie z tego naszego
wyborczego czynu. Znamienne, że egipskie położne, które nie wysłuchały krwawego
rozkazu faraona i okazały w ten sposób gościnność wobec rodzących się chłopców,
otrzymały za to szczególną nagrodę: własne potomstwo, czyli koniec końców własny
dom, miejsce życia i miłości. Po starożytnych egipskich władcach pozostały
natomiast tylko ścierane i zasypywane przez piasek cmentarze. Tak pewnie będzie
i z nami, jeśli posłuchamy rozkazów dzieciobójców, jak to niestety już się
częściowo stało, za przyczyną ostatnich wyborów. Zamiast gościnnego domu dla
wszystkich tolerujemy krwawą klinikę aborcyjną oraz klinikę in vitro, podobnie
jak to było u króla Heroda. Miał o nim powiedzieć cesarz August, iż wolałby być
na jego dworze świnią niż synem. Podczas tych świąt pewnie te sprawy porządnie
sobie przemyślimy, goszcząc samego Boga na ziemi.

Marek Czachorowski

drukuj