Uczniowie szkoły koranicznej uwolnieni
Ponad 50 młodych Pakistańczyków w wieku 7-20 lat odnaleziono w
piwnicach szkoły koranicznej w Karaczi na południu Pakistanu. Byli tam
regularnie bici i torturowani po to, aby "wyrośli na lepszych muzułmanów". To
znaczy takich, którzy później zasilą szeregi bojówek albo legalnie na falach
publicznych rozgłośni europejskich będą nawoływać do mordowania chrześcijan.
Przeszukując podziemia pakistańskiej szkoły w Karaczi, policjanci odnaleźli tam
54 uczniów. Znaleźli również łańcuchy i haki porozrzucane w małych
pomieszczeniach przypominających sale tortur. Dwóch mułłów z madrasy zostało
aresztowanych, ale dyrektor szkoły zdołał zbiec. Uczniowie zeznali, że byli
regularnie bici i zakuwani w łańcuchy po to, by "wyrośli z nich lepsi
muzułmanie". Potwierdzili, że to ich rodziny wysłały ich do tej szkoły, by tam
uczyli się islamu i wyzbyli się nieprawidłowych zachowań.
Nie jest to pierwszy taki przypadek, kiedy madras okazuje się nie miejscem
kształcenia, ale indoktrynacji i wychowania islamskich bojówek. – Prowadzący te
szkoły osiągają to poprzez uciekanie się do najgorszych metod. Tak jak Hitler
robił to ze swoją młodzieżą: torturując, wyzuwając młodych adeptów ze wszelkich
ludzkich uczuć i wychowując ich na bandytów – zauważa w rozmowie z "Naszym
Dziennikiem" ks. dr Waldemar Cisło, dyrektor sekcji polskiej Pomocy Kościołowi w
Potrzebie. Zaznacza również, że zagrożenie, jakim są szkoły koraniczne czy
nierzadko także islamskie miejsca modłów, wskazywano już wielokrotnie także w
krajach europejskich, jak np. Niemcy, Anglia czy Szwecja. – Tak naprawdę nie ma
żadnej kontroli nad tym, co dzieje się w tych placówkach, i w wielu krajach
mieliśmy przykłady, że były to miejsca siania nienawiści, podburzania do
działalności terrorystycznej. Tym bardziej jest tak w Pakistanie czy innych
krajach, gdzie dominuje islam – podsumowuje ks. Cisło.
Mimo ewidentnego zła, jakie niejednokrotnie jest propagowane w tego typu
miejscach, panuje swego rodzaju przyzwolenie na taki stan rzeczy. Dobitnym
potwierdzeniem takiej sytuacji może być chociażby niedawny przykład Szwecji,
gdzie Anna Skarhed, kanclerz sprawiedliwości, stwierdziła, że publiczne
nawoływanie imama do mordowania chrześcijan, którzy porzucili islam na rzecz
wiary w Chrystusa, nie jest przestępstwem ani nawet przejawem mowy nienawiści.
– Obowiązkiem każdego muzułmanina jest zabijanie tych, którzy porzucają islam –
grzmiał na falach publicznej szwedzkiej rozgłośni radiowej Sveridges somalijski
imam mieszkający na przedmieściach Sztokholmu. Wyraził tym swoje oburzenie wobec
Somalijczyków, którzy zdecydowali się przejść na chrześcijaństwo i od pewnego
czasu prowadzą ewangelizację wśród swoich rodaków przebywających w Szwecji.
Zdumiony dziennikarz zdołał jedynie przypomnieć imamowi, że znajdują się na
terytorium Szwecji, na co imam odparł, że w Szwecji obowiązują te same zasady co
w krajach muzułmańskich, gdzie konwertytom ścina się głowę.
Zbulwersowany wyemitowaną audycją Erik Johansson ze Szwedzkiej Misji
Ewangelickiej złożył skargę na policji, domagając się wszczęcia procesu wobec
imama. Do skargi ustosunkowała się szwedzka kanclerz sprawiedliwości, orzekając,
że słów muzułmanina nie można traktować jako mowy nienawiści. – Wypowiedź imama
wyrażała jego przekonania religijne, a w takich przypadkach granica, jaką
musiałby przekroczyć, by jego słowa zostały uznane za mowę nienawiści, jest dość
szczelna – wyjaśnił Marcus Agnavall z biura szwedzkiej kanclerz.
Anna Bałaban
