Przyjęcie euro było błędem

Z prof. Jean-Yves Naudetem, ekonomistą z Uniwersytetu Aix-Marseille
III, przewodniczącym Stowarzyszenia Ekonomistów Katolickich, rozmawia Franciszek
L. Ćwik

Unia będzie w stanie uratować euro?
– Podstawowym problemem nie jest ocalenie euro, tylko ocalenie krajów
europejskich, które mają zbyt duże deficyty publiczne. Słyszy się głosy, że
receptą byłoby opuszczenie przez te państwa strefy euro. Nie jest to jednak
takie proste, bo powrót do walut krajowych spowodowałby bardzo poważny wzrost
ich zadłużenia. Dlatego uważam, że euro nie jest raczej zagrożone, a realna
groźba wisi nad krajami niemogącymi poradzić sobie ze swoimi długami.

Co można zrobić w takiej sytuacji?
– Jest nieprawdopodobne, jak kraje europejskie doprowadziły swoje finanse do tak
tragicznego stanu. Francja, która nie należy przecież do państw mających
największe trudności, ostatni zbilansowany budżet miała w 1974 r., a więc od 37
lat jest on deficytowy. Żadna teoria ekonomiczna nie zaleca posiadania
permanentnego budżetu deficytowego. Nawet keynesowska, bazująca na bodźcowym
rozwoju gospodarki przez deficyt, zakładała tylko jego okresowe trwanie i powrót
do równowagi finansowej. Co więcej, w obliczu kryzysu w latach 2008-2009 kraje
europejskie powiększyły jeszcze swoje deficyty w imię źle pojętej polityki
keynesowskiej. Jeżeli chodzi o przyszłość, to są tylko dwa wyjścia: zmniejszanie
wydatków państwa i wzrost podatków. Problem w tym, że w wielu krajach Europy,
np. we Francji, istnieją najwyższe na świecie podatki i obowiązkowe obciążenia
fiskalne. Jedyną skuteczną metodą, którą stosuje się już w wielu krajach, jest
ograniczanie wydatków państwa. Nie jest to oczywiście proste, redukcja wydatków
publicznych stwarza trudności społeczne i polityczne.

Mimo tych trudności kraje europejskie nie mają chyba innego wyboru…
– Nie mają, bo za tzw. rynkami stoją wielkie banki i fundusze międzynarodowe
udzielające państwom pożyczek. Kiedy zadłużenie jakiegoś kraju wzrasta, obawiają
się one o swoje pieniądze i podwyższają mu oprocentowanie pożyczek, co dodatkowo
zwiększa jego zadłużenie i trudności z ich spłatą. Dlatego trzeba zmniejszać
wydatki państwowe, bo może dojść do sytuacji, że nikt nam nie zechce pożyczać
pieniędzy lub będzie pożyczać na lichwiarski procent. Już obecnie we Francji
spłata kredytów jest największym wydatkiem państwa.

Ponad 40 proc. Francuzów uważa, że euro jest przeszkodą w walce z
obecnym kryzysem…

– Błędem było wprowadzenie euro w krajach diametralnie od siebie różnych. Myślę,
że nie zdano sobie sprawy z tego, co stało za wolą twórców unijnej waluty,
takich jak Jacques Delors. Należało powiedzieć: jeżeli mamy wspólną walutę,
musimy mieć wspólną politykę. Teraz, kiedy mówi się o nowym traktacie i nowych
zasadach zarządzania Unią, zaczyna się pojawiać świadomość tego. Euro nie
powinno być wprowadzone, ale skoro to uczyniono, powinny być realizowane podobne
polityki we wszystkich krajach, w przeciwnym razie prowadzi to do katastrofy.

Możliwy jest rozpad strefy euro?
– Tego nie można wykluczyć. Euro mogą opuścić najbiedniejsze kraje południa
Europy albo najsilniejsze Niemcy, bardzo przywiązane do swojej marki.

W obliczu obecnego kryzysu należałoby chyba przyznać rację krajom,
które nie chciały przyjąć wspólnej waluty…

– Jeżeli przyjrzeć się sytuacji krajów unijnych, które nie weszły do strefy
euro, to jest ona, zwłaszcza w Szwecji, znacznie lepsza od średniej państw ze
wspólną walutą. Ponadto, jeżeli nawet Wielka Brytania przeżywa trudności, to
sama za siebie odpowiada i nie trzeba jej pomagać. Jeżeli ma się własną walutę,
to sytuacja finansowa kraju odbija się na jej wartości, do czego nie doszło w
Grecji, bo w euro nie ma tego regulatora.

Politycy twierdzą, że aby uratować euro, trzeba zwiększyć integrację
europejską…

– Jest to konsekwencja przyjęcia wspólnej waluty. Niektórzy wskazują na
ograniczenia suwerenności narodowej. To są niestety koszty, jakie ponosi się za
wspólną walutę.

Czy radziłby Pan Profesor Polsce przyjęcie euro?
– Nie mnie doradzać Polsce, ale byłbym bardzo ostrożny. Polska jawi się jako
kraj bardzo przywiązany do swojej suwerenności. Dlatego trzeba się bardzo
poważnie zastanowić. Ja nie widzę potrzeby ani konieczności wejścia Polski do
strefy euro.

Zgadza się Pan Profesor z opinią, że głównym powodem światowego
kryzysu finansowego było nieprzestrzeganie wskazań katolickiej nauki społecznej?

– Tak, bo przyczyną kryzysu była chęć życia ponad swoje możliwości. Dotyczyło to
zarówno państw, jak i ich mieszkańców. Dlatego wszyscy się zadłużali. Była to
bardzo krótkowzroczna polityka, pozbawiona wymiaru moralnego, zwłaszcza w
postępowaniu banków. Hołdowano idei szybkiego wzbogacania się i konsumpcji za
wszelką cenę, w imię hedonistycznych teorii. Benedykt XVI w swoim nauczaniu
społecznym ukazuje, że przedsiębiorstwa, które nie mają długofalowej wizji,
gdzie liczą się jedynie szybkie zyski akcjonariuszy, są firmami mającymi
największe trudności. Przesadna konsumpcja, pogoń za szybkimi i łatwymi zyskami,
egoizm finansowy, brak solidarności społecznej, to są największe współczesne
choroby, stojące w sprzeczności ze społeczną nauką Kościoła.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj