Zamach na Temidę

Dekret o stanie wojennym konstruujący nowy system prawa wojskowego zamachu
stanu z 12 na 13 grudnia 1981 r. był antydatowany na 12 grudnia, a został
ogłoszony 18 grudnia 1981 roku. Tego dnia wszedł w życie. Jak stwierdził
Trybunał Konstytucyjny (orzeczenie z 16 marca 2011 r.), poddawał karze i
szczególnemu trybowi postępowania czyny, które nie były karane na gruncie
wcześniejszych przepisów, zaostrzał odpowiedzialność karną z dopuszczeniem
szczególnych sankcji i trybu postępowania z karą śmierci włącznie, kwalifikował
jako przestępstwa niektóre czyny, które na gruncie dotychczasowych przepisów
były wykroczeniem.
Od 13 grudnia 1981 r. do dnia rzeczywistego ogłoszenia ww. dekrety nie były
legalną częścią polskiego systemu prawnego, ponieważ jako akty nieogłoszone nie
obowiązywały. Tym niemniej władze wykonawcze Wojskowej Rady Ocalenia Narodowego
(WRON) i sądy to niezalegalizowane prawo stosowały.

Bez prawa do obrony
Dekret o stanie wojennym formułował szereg norm prawa karnego, z których główne
przewidywały karalność od roku do 8 lat za rozpowszechnianie wiadomości,
mogących osłabić gotowość obronną Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej, od 6
miesięcy do lat 5 za rozpowszechnianie fałszywych wiadomości, mogących wywołać
niepokój publiczny lub rozruchy oraz do lat 5 za sporządzanie, gromadzenie,
przechowywanie, przewóz, przenoszenie lub przesyłanie pisma, druku, nagrania lub
filmu, zawierających ww. wiadomości w celu rozpowszechniania, a także do lat 10
za użycie w tym celu druku lub innego środka masowej informacji.
W praktyce sąd nie badał przesłanki prawdziwości bądź nieprawdziwości głoszonych
wiadomości ani ich niezgodności bądź zgodności z rzeczywistością, jako warunku
sine qua non pociągania do odpowiedzialności. Sądowym składom orzekającym do
wydania wyroku skazującego wystarczyło, że informacje, poglądy bądź inne
przekazy były formułowane poza obiegiem dopuszczonym przez cenzurę.
Zgłaszanie wniosków dowodowych na okoliczność przeczącą zaistnieniu znamion
"możliwości wywołania społecznego niepokoju" wprzypadku oskarżonego spotykało
się z reguły znegatywnym stanowiskiem sędziów stanu wojennego. Powszechne
łamanie prawa do obrony było nie tylko tolerowane przez sądy odwoławcze, ale i
aprobowane.
Dochodziło tym samym do cynicznego łamania prawa materialnego i proceduralnych
środków obrony, przewidzianych w obowiązującym PRL-owskim prawie.
W ramach przedstawionego wyżej zakresu zagrożenia dekretowego poddano tryb
sądzenia na czas stanu wojennego postępowaniu doraźnemu. Przewidywał on dla
sądów powszechnych i wojskowych, bez względu na rodzaj i granice ustawowego
zagrożenia danego przestępstwa, możliwość wymierzenia kary śmierci lub kary 25
lat pozbawienia wolności, o ile sąd uznałby, że stopień społecznego
niebezpieczeństwa czynu przypisanego oskarżonemu jest szczególnie wysoki.
Postępowaniem doraźnym zostało objęte również niezaprzestanie działalności w
NSZZ "Solidarność" lub innym stowarzyszeniu, zrzeszeniu lub organizacji, z
których większość została zawieszona na czas stanu wojennego.
Najniższy wymiar kary, jaki mógł być orzeczony w postępowaniu doraźnym, to 3
lata bezwzględnego pozbawienia wolności i obowiązkowe pozbawienie wolności od
chwili zatrzymania podejrzanego.

Prawo działało wstecz
"Wojenny prawodawca" znalazł sposób, aby czyny, które nie były przestępstwem w
chwili ich popełnienia, poddać surowej karze. Nakazał, aby przekroczenie zakazów
sformułowanych w nocnym wystąpieniu z 13 grudnia 1981 r. gen. Wojciecha
Jaruzelskiego i następnego dnia, rozplakatowanych publicznie w obwieszczeniu,
było traktowane jako podlegające surowej karze, zanim stanowiłoby o tym
obowiązujące prawo. Ten tryb działania nosił wszelkie cechy wojskowego zamachu
stanu.
Powielaczowy druk projektowanych do legalizacji norm prawa karnego, ogłoszonych
18 grudnia 1981 r., został rozesłany do przewodniczących wydziałów karnych sądów
dopiero 19 grudnia 1981 roku. Stawiani przed sądem za działalność związkową
członkowie NSZZ "Solidarność" byli tymczasem zatrzymywani w pacyfikowanych
zakładach pracy 14 i 15 grudnia i nie mieli możliwości ogarnięcia swoją
świadomością zapowiadanej dopiero treści prawa karnego, które w chwili ich
uwięzienia nie obowiązywało.
Przewidziana prawem publikacja urzędowa dekretu o stanie wojennym w dzienniku
ustaw była niezbędnym warunkiem jego obowiązywania. W opublikowanym ze znacznym
opóźnieniem dekrecie o stanie wojennym zastosowano wobec tego formułę, że
"dekret wchodzi w życie z dniem ogłoszenia z mocą od dnia uchwalenia".
Tym samym polski prawodawca złamał wiążący go obowiązek przestrzegania
podstawowych praw człowieka – stanowiący, że nikt nie może być karany za czyn,
który nie stanowił przestępstwa w chwili jego popełnienia (nullum crimen nulla
poena sine lege i lex retro non agit), a prawo szczególnie w tym zakresie nie
dopuszcza działania wstecz.
Obrona stała na stanowisku, że władza sądownicza (sąd) winna w indywidualnej
ocenie warunków faktycznych i prawnych, w jakich działali oskarżeni, skorygować
brak legalizmu w dacie popełnienia zarzucanych czynów (kontynuowanie
działalności związkowej wbrew woli gen. Wojciecha Jaruzelskiego i jego ekipy),
gdyż nakazy stały się obowiązującym prawem dopiero po ich popełnieniu – przez
uznanie braku świadomości naruszania wiążącego charakteru nowo obowiązujących
norm prawa.
Podnosiłem też brak w tych warunkach przesłanki winy po stronie oskarżonych,
jako warunku sine qua non skazania, a jeżeli bezprawie można uznać za prawo, to
nie można takiej oceny było wymagać w stosunku do praworządnej podstawy
świadomości oskarżonych. Uzasadnione było według kryteriów subiektywnych i
obiektywnych przyjęcie w ich działaniu dnia 14 i 15 grudnia, że ta forma ich
działania nie była sprzeczna z obowiązującym porządkiem prawnym, ale zmierzała
do jego obrony przed, ich zdaniem, nieuzasadnionym zamachem na ich dotychczasowe
prawa.
A więc co najmniej sąd powinien ich uniewinnić na podstawie tzw. urojonej obrony
koniecznej. Samo przywołanie instytucji obrony koniecznej jako tzw. kontratypu
eliminującego możliwość przypisania winy wzbudziła wówczas konieczność reakcji
sądu. Inspirowane odgórnie doniesienie sędzi skończyło się pierwszą z kolejnych
ośmiu spraw dyscyplinarnych wobec adwokata, który zdaniem ministra
sprawiedliwości naruszył taką oceną stanu rzeczy zasady etyki i godności
wykonywania zawodu adwokata, negując legalizm działań władz stanu wojennego. Sąd
w Warszawie rozpoczął stosowanie prawa działającego wstecz wobec działań
mających miejsce przed jego formalnym opublikowaniem już od dnia 22 grudnia 1981
roku.

Sędziowie na straży bezprawia
Na wokandzie sądowej w trybie doraźnym stanęła sprawa przywódców NSZZ
"Solidarność" Instytutu Badań Jądrowych na Żeraniu oskarżonych Zenona Nowaka i
Tadeusza Pacuszki. Broniąc w tym procesie, podnieśliśmy fakty i oceny, które
zyskały potwierdzenie dopiero po roku 1989, a w 1982 r. spowodowały
odpowiedzialność dyscyplinarną broniących adwokatów. W tego typu procesach na
nic zdało się przywoływanie wiążącego składy orzekające przyjętego przez Polskę
bez zastrzeżeń do realizacji art. 15 Międzynarodowego Paktu Praw Obywatelskich i
Politycznych, który stanowił: "Nikt nie może być skazany za czyn lub
zaniechanie, które w myśl prawa wewnętrznego lub międzynarodowego nie stanowiły
przestępstwa w chwili ich popełnienia". Ówcześni sędziowie kładli uszy po sobie,
przyjmując, że wszystko jest w porządku, skoro opublikowany po popełnieniu
zarzucanych czynów dekret o stanie wojennym stanowił, że działa on również
wstecz. Wprowadzając zobowiązanie przestrzegania Międzynarodowego Paktu Praw
Obywatelskich i Politycznych w 1976 r. do polskiego systemu prawnego, Rada
Ministrów PRL stwierdziła, że polski socjalistyczny system prawny realizuje
prawa człowieka szerzej i głębiej, aniżeli zostały one ujęte w Pakcie. W tym
kontekście szczególnie brzmiały uzasadnienia orzeczeń Sądu Najwyższego
oddalających wnioski Komitetów Założycielskich zakładowych związków zawodowych
"Solidarność" o utworzenie związku w ich zakładzie pracy, zapadające jeszcze w
roku 1987, stwierdzające, że nieprzestrzeganie przez polskie sądy zobowiązań
Polski – przestrzegania i wdrażania podstawowych praw człowieka, wynika stąd, że
"Konstytucja PRL nie zawiera jakiegokolwiek przepisu, który wyjaśniałby
skuteczność norm prawa międzynarodowego w prawie wewnętrznym".
Taka to była praworządność ówczesnej władzy wykonawczo-ustawodawczej i
sądowniczej. Zdawało się, że po przełomie roku 1989 nastąpił całkowity odwrót od
tak służalczego politycznie funkcjonowania władzy sądowniczej.

Bezprawności państwa ciąg dalszy
Na skutek wnioskowanych przez skazanych i ich obrońców, wnoszonych za
pośrednictwem I Prezesa Sądu Najwyższego bądź ministra sprawiedliwości już III
Rzeczypospolitej rewizji nadzwyczajnych, wznawiano zakończone wyrokami
skazującymi postępowania sądowe i uniewinniono skazywanych wówczas podsądnych,
ze względu na ww. argumenty, jak i rażące naruszanie prawa do obrony
oskarżonych.
Ale o dziwo, po latach powrotu do funkcjonowania demokratycznego państwa prawa.
Sąd Najwyższy 20 grudnia 2007 r. podjął uchwałę usprawiedliwiającą łamanie
podstawowych zasad stanowienia i funkcjonowania prawa przez sędziów stanu
wojennego w rozpoznawanych przez nich sprawach karnych, opartą na forsowanej
przez Sąd Najwyższy tezie, że sądy winny stosować obowiązujące prawo również
wstecz, jeśli wymaga tego politycznie motywowany ustawodawca. Teza nie do
przyjęcia w zakresie stosowania materialnego prawa karnego, łamiąca podstawowe i
kardynalne prawa człowieka przy funkcjonowaniu władzy sądowniczej. Uchwała ta
uzasadniała takie stanowisko stwierdzeniem, że "analiza Konstytucji PRL-owskiej
z 1952 r. prowadzi do wniosku, że nie było w niej zakazu uchwalania ustaw
karnych działających wstecz".
Zadziwiająca jest ta solidarność dzisiejszych sędziów Sądu Najwyższego z
łamiącymi przy orzekaniu podstawowej zasady funkcjonowania prawa karnego
sędziami stanu wojennego. Trybunał Konstytucyjny, rozpoznając inicjatywę
Rzecznika Praw Obywatelskich śp. Janusza Kochanowskiego, w swoim orzeczeniu z 16
marca 2011 r. wyraźnie potwierdził zasadność zarzutów formułowanych przez
obrońców w procesach politycznych stanu wojennego co do braku legalizmu i
łamania podstawowych praw człowieka przez skazywanie za czyny, które nie były
przestępstwami w chwili ich popełnienia, a także stosowanie bezprawnych
domniemań co do istnienia przesłanek karalności.
Trybunał Konstytucyjny potwierdził, że sądy stosowały normy aktu
nieobowiązującego, jak i bezprawność działania organów państwa. Tym samym
przekreślił zasadność stanowiska prezentowanego przez Sąd Najwyższy III
Rzeczypospolitej w uchwale z 20 grudnia 2007 r., usprawiedliwiającego i
uwalniającego od odpowiedzialności sędziów za bezprawne skazywanie oskarżonych w
stanie wojennym.
Pozostaje pytanie: Czy dzisiaj polski wymiar sprawiedliwości i samorząd
sędziowski, chroniąc słusznie zasadę niezawisłości sędziowskiej przy orzekaniu,
wyciągnie praktyczne wnioski z tego stanu rzeczy?

 

Mec. Piotr Ł.J. Andrzejewski
 

Autor, wieloletni senator RP, w okresie stanu wojennego był obrońcą w
licznych procesach politycznych działaczy NSZZ "Solidarność".

drukuj