BOR o „dorożkarzach” ze specpułku
"Dorożkarze ze specpułku zabili moich kolegów" – w ten sposób o
załodze rządowego tupolewa pisała na blogach osoba podająca się za czynnego
funkcjonariusza Biura Ochrony Rządu. Mężczyzna chętnie dzielił się szczegółami
dotyczącymi jego pracy operacyjnej. Na temat zarzutów o brak rekonesansu i
właściwego zabezpieczenia wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w Katyniu
ironizuje, że nawet gdyby stanęli w tysiąc tyralierą na Siewiernym, nie byliby w
stanie złapać 80 ton spadającej maszyny.
Z informacji "Naszego Dziennika" wynika, że autorem wpisów jest ppłk Robert D.
Gdy sprawą zaczęli się interesować dziennikarze i oficerowie BOR, którzy odeszli
z czynnej służby, wszystkie wpisy na blogu osoby o nicku "Chwilowo z daleka"
zostały wycięte na pniu. Taki sam los spotkał komentarze podającego się za
funkcjonariusza BOR umieszczane na blogach innych internautów.
Dopytywany przez internautów o skalę zaniechań swojego dowódcy gen. Mariana
Janickiego w sprawie zabezpieczenia wizyty prezydenta Lecha Kaczyńskiego w
Katyniu, odpowiada, że nie chce oceniać pracy swoich przełożonych. "Brak
komentarza dotyczy moich Szefów! Jestem w służbie" – tłumaczył. "Major "Teresa"
(pseudonim Tereli w BOR) jest nam dobrze znany" – pisze "Chwilowo z daleka",
uszczegółowiając, że pracował z nim w jednym budynku w pomieszczeniu
sąsiadującym z jego pokojem. Wypowiadając się publicznie w imieniu szefa BOR,
złamał w wielu punktach ustawę o BOR, m.in. poprzez ujawnienie szczegółów
zabezpieczeń ochronnych, jak również zajęcie w sprawie konkretnych wydarzeń
stanowiska nacechowanego opiniami politycznymi. Jego wypowiedzi były traktowane
przez społeczność blogerską jako stanowisko całej formacji, jaką jest Biuro
Ochrony Rządu. "Pracowałem i ze śp. Prezydentem, i Premierem Kaczyńskim. To, co
zobaczyłem na filmie [ze Smoleńska – przyp. red.], to ZGROZA! Nie tylko zgrozą,
ale i hańbą jest postawa waszego dowódcy gen. Janickiego, który nie wiedział kto
był w obstawie Prezydenta, czy ktokolwiek z jego podwładnych znajdował się w
Smoleńsku, czy wszyscy pojechali do Katynia. Hańbę widać na filmie ze Smoleńska,
gdzie zwłoki Prezydenta RP wkładają do trumny służby obcego państwa i nie widać
nikogo z polskiej obstawy. To jest prawdziwa hańba dla każdego Polaka, a dla
Ciebie dodatkowo hańba zawodowa. Więc teraz się nie żal, jako służba państwowa o
szczególnym znaczeniu skrewiliście i za to się płaci" – napisał do Roberta D.
bloger o nicku "Kano". "Nie byłeś tam, jak moi koledzy zbierali fragmenty ciał
swoich kolegów (…), jak rozpoznawali swoich kolegów po odznakach wbitych w
bebechy. A mieli dwie pary rękawiczek lateksowych" – odpowiedział "Chwilowo z
daleka".
Bloger podawał w internecie nawet szczegóły zabezpieczeń ochronnych, które
ściśle wiązały się z jego pracą, a nie powinny być ujawniane. W wyjątkowo
brutalny sposób atakował też m.in. załogę rządowego Tu-154M, który rozbił się w
ubiegłym roku na Siewiernym, określając pilotów mianem "dorożkarzy", którzy
jakoby "zabili" jego kolegów. W równie niewybredny sposób wyrażał się o jednym z
byłych dowódców 36. Specjalnego Pułku Lotnictwa Transportowego, sugerując, że
nie pozwalał wyrabiać wystarczających limitów godzin nalotu młodym pilotom,
chcąc "dorobić" przed przejściem na LOT-owską emeryturę.
"Chwilowo z daleka" zajmował również konkretne stanowisko polityczne dotyczące
wydarzeń przed Pałacem Prezydenckim w rocznicę katastrofy smoleńskiej, co
narusza artykuł 57 pkt 1 ustawy o Biurze Ochrony Rządu, który stanowi:
"Funkcjonariusz nie może być członkiem partii politycznych ani też uczestniczyć
w działaniu tych partii lub na ich rzecz". Opisując zajścia przed Pałacem,
bloger nazywał osoby, które przyszły tam oddać hołd delegacji katyńskiej,
dzikim, wyjącym tłumem – dodawał, że jego suwerenem jest… partia, ugrupowanie,
które wygrało wybory. W tym przypadku nie ma wątpliwości, że chodzi o Platformę
Obywatelską.
Podpułkownik Robert D. szeroko rozwodził się jednak na temat tragedii
smoleńskiej. Ironizował, a często wręcz kpił z tych, którzy poprzez zadawanie
konkretnych pytań na jego blogu chcieli dociec prawdy. "Pewnie do Pana to nie
dotrze, ale gdyby tam było tysiąc borowików, to trudno jest złapać 80 ton
lecących z prędkością 280 km/h" – pisał do blogera o nicku "Radek.K", który
dopytywał się o brak zabezpieczenia przez BOR lotniska Siewiernyj. Mimo że
blogerzy nie dali za wygraną i przedstawiali własne stanowisko w sprawie
niedopełnienia obowiązków przez BOR 10 kwietnia 2010 r., funkcjonariusz bloger
był impregnowany na fakty. "Już pisałem – 1000 borowików chwyciłoby samolot o
masie 80 ton lecący z prędkością 280 km/h kilometr przed lotniskiem. Tylko jak
by się tam znaleźli? Przypominam, że Państwo Polskie musiało pożyczyć samolot,
aby przywieźć trumny swoich obywateli, bo nie było czym" – wyłuszczał blogerowi
o nicku "beratu".
PCz
– o oficerach BOR, którzy zginęli na Siewiernym:
Nie byłeś tam, jak moi koledzy zbierali fragmenty ciał swoich kolegów (…) jak
rozpoznawali swoich kolegów po odznakach wbitych w bebechy. A mieli dwie pary
rękawiczek lateksowych.
– o posłach, którzy chcieli złożyć kwiaty przed Pałacem Prezydenckim 10 kwietnia
br.:
Forsują płoty, wykorzystując immunitety, może jutro zamówią śniadanie, wszak
Naród ich wybrał. Skakanie przez płot z legitymacją poselską w kieszeni jest
naprawdę heroiczne. Suwerenem jest ten, co wygrywa wybory. Wygrasz pan wybory,
będziemy się panem opiekować. Mój ojciec był spawaczem, a matka krawcową. (…)
Dobrze mnie wychowali… Dziś okazuje się, że byli w UB.
Robert D.
