Kopacz czeka na decyzję szefa
Zaplanowana na najbliższy czwartek sejmowa debata o polityce zagranicznej
odbędzie się też dzień po tym, jak premier Donald Tusk podsumuje w Strasburgu
sześć miesięcy polskiej prezydencji w Radzie Europejskiej. Marszałek Sejmu Ewa
Kopacz nie była w stanie zadeklarować, w jaki sposób Sejm podejdzie do
rozpatrzenia podjętych na unijnym szczycie zobowiązań. Przede wszystkim, czy
głosowanie w sprawie umowy międzyrządowej, której mają wymagać podjęte w
Brukseli decyzje, zostanie przeprowadzone w oparciu o art. 89 Konstytucji czy
też o artykuł 90.
Artykuł 89 dotyczy ratyfikacji umowy międzynarodowej dotyczącej m.in.
członkostwa Polski w organizacjach międzynarodowych i sytuacji znacznego
obciążenia państwa pod względem finansowym – w takim przypadku do zatwierdzenia
umowy wystarczy zwykła większość głosów w Sejmie, którą posiada koalicja
rządząca. Artykuł 90 natomiast mówi o tym, że Polska "może na podstawie umowy
międzynarodowej przekazać organizacji międzynarodowej lub organowi
międzynarodowemu kompetencje organów władzy państwowej w niektórych sprawach",
jednakże w takim przypadku decyzja w tej sprawie musi znaleźć poparcie dwóch
trzecich posłów oraz senatorów. – 15 [grudnia] w Sejmie odbędzie się ważna
debata i to będzie debata, która będzie mówiła o wszystkich uwarunkowaniach
panujących w tej chwili w strefie euro (…). Będziemy pewnie rozmawiać na temat
tego, co będzie podpisywane – mówiła marszałek Kopacz.
Jak sprawę w parlamencie rozegrać, zarządzi zapewne premier Tusk po powrocie z
Brukseli. Jednak, jak się zdaje, nie dba on nawet o to, aby poinformować posłów
o niezwykle ważnych zamiarach rządu dotyczących polityki zagranicznej i
przyszłości Polski, a Sejm traktuje jak zwykłą maszynkę do głosowania. Marszałek
Sejmu wyraziła nadzieję, że gdy 15 grudnia posłowie sobie podebatują, to ci
dzisiaj sceptyczni wobec ustaleń szczytu zmienią zdanie i "po konsultacjach na
sali plenarnej potwierdzą słuszność tego kierunku" obranego w Brukseli przez
większość szefów państw.
O reakcję prezydenta Bronisława Komorowskiego w sprawie decyzji podjętych na
szczycie zaapelowała wczoraj Solidarna Polska, która domaga się pilnego zwołania
Rady Bezpieczeństwa Narodowego. – W związku z tym, że – w naszej ocenie – rząd,
pan premier i minister spraw zagranicznych naruszają co najmniej dobry obyczaj
parlamentarny i nie zdecydowali się przeprowadzić szerszych konsultacji w
polskim parlamencie, w Komisji do spraw Unii Europejskiej chcieliśmy się zwrócić
do pana prezydenta, aby zdecydował się zwołać Radę Bezpieczeństwa Narodowego,
która przecież do swych zadań również zalicza określanie kierunku polskiej
polityki zagranicznej – apelował wczoraj europoseł Zbigniew Ziobro.
Podkreślał, że wobec ostracyzmu ze strony rządu w stosunku do parlamentu RBN
zdaje się jedynym możliwym miejscem, gdzie premier, minister spraw
zagranicznych, prezydent i przedstawiciele ugrupowań parlamentarnych mogliby się
spotkać. – Bardzo byśmy chcieli usłyszeć od pana premiera Donalda Tuska, jakie
są jego zamierzenia w związku ze szczytem UE. Tak naprawdę dziś nikt nie wie, o
co tak naprawdę chodzi i jakie szczegóły zostały na szczycie ustalone. A
pierwszy o tym powinien wiedzieć polski prezydent i parlament. To tu powinna
toczyć się dyskusja, to tu powinny zapadać decyzje – dodał Ziobro. Jak
podkreślał, decyzje, które zapadły w Brukseli, dotyczą zasadniczych zmian
decydujących o przyszłości tak Unii Europejskiej, jak i Polski. Zaznaczył przy
tym, że jego formacja sprzeciwia się rozwiązaniom, które łączyłyby się z
ograniczaniem suwerenności Polski.
Artur Kowalski
