Klimat w Durbanie
Trwające w Durbanie spotkanie stron protokołu z Kioto (CMP 7) poświęcone
winno być przede wszystkim sprawozdaniu z działalności sygnatariuszy protokołu z
Kioto, z ich działań na rzecz zobowiązań redukcji emisji gazów cieplarnianych i
ich współpracy w zakresie pomocy państwom rozwijającym się.
W Durbanie ważna rola przypada polskiej prezydencji. Polska winna domagać się
rozliczenia państw wysokorozwiniętych z ich zobowiązań wynikających z konwencji
klimatycznej. Winna domagać się również takiego samego rozliczenia od
sygnatariuszy protokołu z Kioto. Przypomnę, że okres rozliczeń protokołu z Kioto
rozpoczął się w roku 2008 i ma być zakończony w roku 2012. Ci, co wypełnili
zobowiązania wynikające zarówno z konwencji, jak i protokołu, winni być
wynagrodzeni, a ci, co nie spełnili tych warunków, winni ponieść konsekwencje,
również finansowe. Ci pierwsi bowiem, zgodnie z duchem konwencji, chronili
klimat, a drudzy, odwrotnie, niszczyli go. Dopiero na podstawie takich rozliczeń
winno się zaproponować następne porozumienie na temat redukcji emisji gazów
cieplarnianych do atmosfery po roku 2012. UE proponuje tu pakiet
klimatyczno-energetyczny 3 x 20. Zgodnie z tą propozycją do roku 2020, w
porównaniu z rokiem bazowym konwencji klimatycznej (1990), świat miałby o 20
proc. zredukować emisję i o 20 proc. podnieść efektywność energetyczną.
Odnawialne źródła energii miałyby stanowić 20 proc. ogólnego budżetu
energetycznego świata.
Można tę propozycję rozważać również w Durbanie, ale pod warunkiem
wcześniejszego rozliczenia zobowiązań wynikających z konwencji klimatycznej i
protokołu z Kioto. Polska nie może popełnić takiego błędu, jak to uczyniła w
roku 2008, organizując COP 14 w Poznaniu. Wtedy to, ulegając presji Komisji
Europejskiej, zrezygnowała z rozpoczęcia rozliczeń i w okresie posiedzenia
Komitetu Wysokiego Szczebla w Poznaniu premier RP Donald Tusk pojechał do
Brukseli i zgodził się na wewnątrzunijny pakiet klimatyczno-energetyczny, gdzie,
mówiąc w dużym uproszczeniu, praktycznie za rok bazowy w UE przyjęto rok 2005.
Niszczy to polską gospodarkę, niszczy polskie bezpieczeństwo energetyczne,
uzależnia Polskę od zewnętrznych dostaw energii. Stymuluje nie tylko wzrost
bezrobocia, ale i niebotyczny wzrost cen energii elektrycznej, ciepła, cementu,
stali, szkła i papieru. To musi być poddane renegocjacjom i rząd PO – PSL
powinien to zrozumieć.
Prof. Jan Szyszko
Autor jest posłem na Sejm RP (PiS), kierownikiem Samodzielnej Pracowni Oceny
i Wyceny Zasobów Przyrodniczych SGGW, prezesem Stowarzyszenia na rzecz
Zrównoważonego Rozwoju Polski.
