Exposé krachu gospodarczego
Podczas prezentacji nowych ministrów premier Donald Tusk chwalił się: "To
najmłodszy rząd po 1989 roku. Z satysfakcją stwierdzam, że jestem jednym z
najstarszych jego członków". Wbrew pozorom nie jest to jednak powód do chwały,
bo oznacza, że Polska na czas ogólnoeuropejskiego kryzysu otrzymuje rząd
debiutantów, którzy przez najbliższe miesiące będą dopiero uczyli się poruszać
po ministerialnych gabinetach.
Wygłoszone przez premiera exposé wskazuje, że Polsce grozi głęboka zapaść
gospodarcza. Dlatego zapowiedział radykalne zmiany, m.in. ograniczenie ulg
prorodzinnych dla średnio zarabiających, podwyższenie niektórych podatków,
zwiększenie składki rentowej oraz wprowadzenie rachunkowości dla rolników, co
jest zapowiedzią prawdziwej rewolucji dla mieszkańców wsi i groźbą ich
gospodarczego wykluczenia.
W exposé zabrakło merytorycznych propozycji reform systemowych, które
doprowadziłyby do wytworzenia w gospodarce impulsu rozwojowego. Jeszcze kilka
tygodni temu rząd głosił, że sytuacja gospodarcza jest stabilna i nie zagrażają
nam gwałtowne zmiany.
Rządowa rozgrywka z opozycją w PO
Tusk zapowiedział przeprowadzenie wielu skomplikowanych reform gospodarczych,
społecznych, zwłaszcza na wsi. Jednak większość nowych ministrów Tuska to
debiutanci, gros nie posiada zaplecza politycznego. Wcześniej byli wysokimi
urzędnikami (np. Mikołaj Budzanowski, Jacek Cichocki, Marcin Korolec), ale nie
byli prominentnymi politykami PO. W ten sposób Tusk odciął swoich partyjnych
konkurentów od wpływu na administrację. Przypadek Jarosława Gowina należy
zinterpretować jako próbę uciszenia jednego z liderów partyjnej opozycji z
możliwością zdymisjonowania go po jakiejś wpadce. Dzięki temu Tusk uzyskał pełną
kontrolę nad debiutantami w rządzie i konkurentami w Platformie, w ten sposób
zdominował rząd i Platformę. Świadczy to o podporządkowaniu konstrukcji rządu
wewnątrzpartyjnym gierkom w PO. Tymczasem w najbliższych miesiącach szef rządu
będzie musiał rozwiązać poważne problemy – kryzys gospodarczy, obniżenie poziomu
życia, organizację mistrzostw Euro 2012. Konfliktową sytuacją dla Tuska będą
także coraz większe pęknięcia polityczne w obozie obecnej władzy, które mogą
spowodować jego rozbicie. Rozstrzygnięcia w tych sferach zdecydują o dalszych
losach gabinetu premiera Tuska i ewentualnej zmianie konfiguracji na scenie
politycznej.
Krach "zielonej wyspy Europy"
Tusk w exposé kontynuował propagandę sukcesu, pochwalił się rzekomymi
osiągnięciami rządu w poprzedniej kadencji. Jednak zaproponowane zmiany świadczą
o nadchodzącym kryzysie i konieczności zmniejszenia wydatków budżetowych.
Premier przyznał zresztą to sam, że 2012 r. "będzie prawdopodobnie najbardziej
krytyczny w naszej najnowszej historii". Przez wiele miesięcy milczał o tej
katastrofalnej sytuacji, także w kampanii wyborczej. Negatywne scenariusze i
prognozy gospodarcze były przed wyborami przemilczane. Świadczą o tym stary
projekt budżetu na 2012 r. oraz deklaracje ministra Jacka Rostowskiego, że w
2012 r. nie będzie podwyżek podatków.
Teraz szef rządu zapowiedział m.in. podniesienie składki rentowej o 2 punkty
procentowe; zmniejszenie długu publicznego i deficytu budżetowego (do poziomu
poniżej 3 proc. w 2012 r., w 2015 r. deficyt ma wynieść 1 proc. PKB). Tusk nie
wytłumaczył jednak, w jaki sposób chce doprowadzić do tego poziomu, gdyż
podwyższenie podatków nie jest receptą.
Zaskakuje zapowiedź zmian w konkordacie i stanowisko, że duchowni powinni
uczestniczyć w powszechnym systemie ubezpieczeń. Zapowiedź likwidacji systemu
KRUS spowoduje kolejny regres w rolnictwie.
Należy zwrócić uwagę, że rządowy plan reform ratujących finanse "zielonej wyspy
Europy" ogranicza się do najłatwiejszych posunięć, tzn. do zwiększenia podatków
w przemyśle wydobywczym, podniesienia wieku emerytalnego, wprowadzenia podatku
dochodowego w rolnictwie.
W exposé zabrakło natomiast propozycji działań prorozwojowych, tworzących nowe
miejsca pracy, np. w sektorze technologii informatycznych. Zniesienie
symbolicznej ulgi podatkowej za internet, przy braku propozycji innych narzędzi
rozwojowych, jest de facto zablokowaniem informatyzacji, zwłaszcza na wsi.
W exposé nie znalazła się zapowiedź renegocjacji pakietu klimatycznego.
Gdzie jest 300 miliardów?
Obecne plany oszczędności, podwyższenia podatków i obniżenia poziomu życia
jaskrawo kontrastują z wcześniejszymi ocenami i propozycjami Platformy. Slogan
"zielona wyspy Europy" był tylko wierzchołkiem góry lodowej propagandy sukcesu
rządu Tuska. Przez wiele miesięcy słyszeliśmy również o projekcie zrównoważonego
budżetu na przyszły rok, stabilnej sytuacji finansów publicznych, systematycznym
rozwoju gospodarczym itd. Przypomnijmy sobie tylko niedawny spot wyborczy PO z
Donaldem Tuskiem, Radosławem Sikorskim, Januszem Lewandowskim i Jerzym Buzkiem,
w którym przekonywano Polaków, że załatwią z Brukseli dodatkowe fundusze
europejskie, 300 miliardów złotych. Premier Tusk deklarował wtedy: "Nasza
przyszłość zależy od tego, czy wywalczymy te pieniądze. I jak dużo ich
wywalczymy. Wszyscy wiemy, że nikt za nas tego nie zrobi".
Sugerowano również, że dzięki tym pieniądzom będzie można zmniejszyć bezrobocie
wśród młodzieży nawet o połowę. Wydaje się, że po wyborach wszyscy, zwłaszcza
politycy PO, zapomnieli już o tej obietnicy wsparcia z Unii.
Po wyborach przedstawiciele rządu nie mówią już o dodatkowych funduszach z
Brukseli i obniżeniu bezrobocia, ale o konieczności obniżeniu poziomu życia.
Poziom życia w dół
W jednym z wywiadów Dariusz Filar, członek Rady Gospodarczej przy premierze,
ujawnił: "Trzeba otwarcie powiedzieć Polakom: jeżeli chcecie nadal żyć w
spokoju, to poziom waszego życia trzeba obniżyć przynajmniej o kilka procent.
(…) Pomiędzy 5 a 10 procent". Jednak po exposé Tuska należy zastanowić się,
czy to obniżenie poziomu nie będzie większe!
Znamienne, że Dariusz Filar wskazywał na zmiany, które obecnie ogłosił Tusk:
"Rozpoczęcie procesu podnoszenia wieku emerytalnego, ustabilizowanie systemu
rentowego, czyli z powrotem podniesienie składki, żeby ten system nie był
deficytowy i finansowany z budżetu państwa. To są emerytury mundurowe, to jest
kwestia zniesienia licznych przywilejów podatkowych".
Obecna zmiana przez Tuska oceny sytuacji gospodarczej jest tym bardziej
bulwersująca, że musiał on zdawać sobie sprawę z faktu, że trwający od kilku
miesięcy kryzys w Europie wywoła negatywne konsekwencje dla Polski. Pomimo tych
sygnałów gabinet Tuska przez wiele miesięcy kontynuował propagandę sukcesu i
zaniechał wprowadzenia wcześniej niektórych reform.
Pacyfikacja PSL
O skali planowanych zmian gospodarczych może świadczyć nagłe usunięcie z resortu
pracy minister Jolanty Fedak. Argument, że powodem usunięcia z rządu był jej
słaby wynik wyborczy, należy włożyć między bajki, ponieważ wielu ministrów
uzyskało gorsze wyniki lub nawet nie stanęło w szranki wyborcze. Nowym ministrem
został 30-letni Władysław Kosiniak-Kamysz.
Dlatego dymisja minister Fedak oznacza, że nowe założenia polityki finansowej
będą restrykcyjne i mogłyby być przez nią oprotestowywane, poprawiane i
nowelizowane. Dzięki jej usunięciu premier i resort finansów mogą uzyskać
większą swobodę w kształtowaniu polityki społecznej i zmianie jej założeń,
likwidacji ulg, szukaniu oszczędności w rezerwach budżetowych i drenażu kieszeni
najuboższych.
W tej sytuacji objęcie tego resortu przez nowego ministra, bardzo młodego
polityka debiutującego w administracji rządowej, wskazuje na podporządkowanie
polityki społecznej ministrowi finansów. Jeszcze przed wygłoszeniem exposé
pojawiły się informacje o obcinaniu funduszy na szkolenia dla bezrobotnych i ich
aktywizację zawodową.
Taka zmiana jest porażką polityczną PSL. Świadczy o malejącym wpływie ludowców i
prawdopodobnym ultimatum Tuska. W poprzedniej kadencji minister Fedak miała
bardzo duże wsparcie Waldemara Pawlaka, nawet w konflikcie z szefem resortu
finansów. Dlatego usunięcie z rządu jego protegowanej można wiązać z presją
Platformy wobec PSL i swoistym szantażem politycznym – "jak nie PSL, to może
lewica".
Faktem jest, że Pawlak wypowiadał się, iż "romanse PO z SLD lub z Ruchem
Palikota popsułyby wizerunek Platformy". Jednak faktem jest również, że PSL nie
uzyskało nowych resortów, stracił doświadczoną minister, a umowa koalicyjna, co
jest ewenementem, nie została podpisana. Dlatego w tym rozdaniu ludowcy
stracili. W dobie rozpoczynającego się kryzysu spada na nich ciężar
odpowiedzialności za politykę społeczną w sytuacji wzrastających wpływów
Rostowskiego, cięć budżetowych i potencjalnych protestów społecznych.
Jednocześnie Tusk zapowiedział wielką reformę podatkową w rolnictwie, co
związane będzie ze zmianami społecznymi na wsi.
Lewa noga Belwederu
Na mocniejszą pozycję Tuska wpłynęła obecność w Sejmie posłów Palikota. Dzięki
nim premier uzyskał możliwość szachowania PSL i eliminowania wpływów ludowców.
Kokietowali oni Platformę deklaracjami o konieczności zlikwidowania KRUS,
przeprowadzenia reform gospodarczych. Zakulisowa koalicja PO z Palikotem została
potwierdzona w czasie wyboru wicemarszałków. To właśnie Tusk przekonywał do
głosowana na Wandę Nowicką, jej kandydaturę przegłosowano dzięki "łamaniu
kręgosłupów" opornych posłów PO.
Jednak należy spodziewać się, że partia Palikota będzie wspierała Tuska jedynie
warunkowo, w wybranych sferach. Konkurując z SLD i PO, będzie ukierunkowana na
inny ośrodek władzy – prezydenta Bronisława Komorowskiego. Taki sygnał wysłał
Janusz Palikot po wygłoszeniu przez prezydenta orędzia na pierwszym posiedzeniu
Sejmu. Ocenił, że Komorowski skrytykował rząd, a Tusk wyglądał w czasie tego
orędzia jak "zawzięty i wyprowadzony z równowagi człowiek. Miał zaciśnięte usta
jak człowiek, który sobie nie radzi". Według Palikota, prezydent wskazał na
słabe punkty Tuska: na "nicnierobienie", "brak odwagi", "dreptanie w miejscu"
oraz wytknął mu brak zmian w systemie ubezpieczeń społecznych, wydłużenia wieku
emerytalnego, problem przygotowania polskiego budżetu do spełnienia kryteriów
wejścia do strefy euro.
Sympatia Palikota do aktualnego zwierzchnika sił zbrojnych, w kontekście jego
dawnych związków w PO, nie dziwi. Jednak tak jawne i demonstracyjne opowiedzenie
się po stronie Komorowskiego uczyniło z partii Palikota "lewą nogę" Belwederu.
Dlatego stopień poparcia tego ugrupowania dla rządu Tuska będzie wypadkową
przyszłych relacji Tuska i Komorowskiego.
Schetyna na wygnaniu
Prezydent będzie dążył do odbudowy swojej "prawej nogi", zwłaszcza po
spacyfikowaniu Grzegorza Schetyny i jego zaplecza. To Schetyna był faworytem
Belwederu, w przypadku gorszego wyniku PO miał zastąpić Tuska. Powyborcze gesty
premiera i prezydenta – przyjęcie przez Komorowskiego Schetyny, degradacja
Schetyny, krytyczne uwagi Komorowskiego itd. – zapowiadają kolejną "szorstką
przyjaźń" w polityce. W tej sytuacji reaktywacja w PO silnej frakcji
proprezydenckiej wydaje się głównym zadaniem Komorowskiego. W projekcie budowy
politycznego zaplecza Belwederu pomocna może być np. "Rzeczpospolita", która pod
nowym kierownictwem dopuściła na łamy np. przedstawiciela Ruchu Palikota Annę
Grodzką.
Paradoksalnie wyborcze zwycięstwo Tuska może okazać się początkiem jego klęski.
Dzięki sukcesowi może sobie pozwolić na dyktat w partii i powołanie ministrów
bez politycznego zaplecza. Partyjni konkurenci zostali spacyfikowani lub zajęci
konsumpcją "owoców władzy", ale na jak długo? Zwłaszcza że pełnia władzy oznacza
także pełną odpowiedzialność. Taka sytuacja powoduje, że to głównie Tusk będzie
musiał tłumaczyć się za ewentualne porażki, np. kryzys gospodarczy lub błędy w
organizacji Euro 2012.
Euro 2012: widmo kompromitacji
Prawdziwym skandalem jest, że premier w exposé nie zająknął się o
przygotowaniach do Euro 2012. Ta największa impreza sportowa w Europie obnaży
rządową propagandę sukcesu. Mistrzostwa piłkarskie mogą okazać się wielką
kompromitacją, nie tylko sportową, ale też organizacyjną, techniczną,
logistyczną. Nieustannie pojawiają się obawy, zwłaszcza wśród cudzoziemców, o
stan polskiej infrastruktury, dróg, infrastruktury kolejowej, zaplecza
hotelowego, jakości usług, poziomu bezpieczeństwa. Inwestorzy budujący stadiony
przesuwają zakończenie prac, a system komunikacji dla setek tysięcy kibiców
znajduje się w powijakach.
W Polsce rywalizować będzie osiem reprezentacji narodowych, które rozegrają
mecze w Warszawie, Wrocławiu, Poznaniu i Gdańsku. Siłą rzeczy kibice będą
musieli poruszać się pomiędzy tymi miastami oraz przemieszczać się na Ukrainę.
Tymczasem rząd nie zdąży oddać na czas dróg ekspresowych. Co więcej, w czasie
Euro 2012 będą trwać remonty na wielu drogach, a niektóre będą gotowe dopiero w
2013 roku. Dlatego w tym okresie Polskę czeka paraliż komunikacyjny. Również
transport kolejowy nie rozładuje zwiększonego ruchu. Brakuje nowoczesnego
taboru, a korzystanie z transportu kolejowego przypomina podróż w czasie, gdyż
niejednokrotnie czas przejazdu jest dłuższy niż w II RP.
Nie można również zapominać o wyzwaniu, jakim jest zapewnienie bezpieczeństwa.
Na mistrzostwa przybędzie do Polski wiele rywalizujących ze sobą grup
narodowych. Polska policja nie jest wyszkolona i przygotowana do rozładowania
takich nastrojów i spokojnego eliminowania z tłumu autentycznych prowodyrów
zajść. W działaniach policji przeważają rozwiązania siłowe, rodem ze stanu
wojennego, nawet wobec postronnych osób. Wskazują na to prowokacyjne działania
policji w czasie Marszu Niepodległości 11 listopada. Co więcej, nie można
wykluczyć w czasie trwania mistrzostw celowych prowokacji w celu wywołania
zamieszek. Zapowiedź premiera podwyżek dla wojska i służb mundurowych potwierdza
prognozy, że rząd obawia się wystąpień społecznych.
Z problemem bezpieczeństwa w czasie Euro 2012 wiążą się również zagrożenia
terrorystyczne.
Co robić?
W sytuacji powyższych zagrożeń gospodarczych, społecznych, politycznych prawica
powinna bezkompromisowo punktować wszystkie błędy premiera, pracować nad własnym
pakietem reform gospodarczych oraz dążyć do rozbicia spoistości obozu władzy.
Bez regularnych spotkań z wyborcami, bez poznania ich problemów (także tych
dalekich od wielkiej polityki), bez wsparcia dla lokalnych inicjatyw społecznych
prawica nigdy nie zdobędzie władzy. Konieczna jest współpraca ze środowiskami
patriotycznymi w celu przeorania świadomości społecznej i przeciwstawienia się
kolejnej fali nihilizmu.
Piotr Bączek
publicysta
Autor był członkiem Komisji Weryfikacyjnej ds. WSI. Do grudnia 2007 r. pełnił
funkcję szefa Zarządu Studiów i Analiz Służby Kontrwywiadu Wojskowego. Po
objęciu stanowiska prezydenta RP przez Bronisława Komorowskiego został wyrzucony
z Biura Bezpieczeństwa Narodowego.
