Wolność Ojczyzny zaczyna się w sercu
Z ks. bp. Józefem Guzdkiem, ordynariuszem polowym Wojska Polskiego
rozmawia Sławomir Jagodziński
Życie w wolnej i sprawiedliwie rządzonej ojczyźnie to zawsze wielki dar
dla każdego narodu. Na czym dziś powinna polegać troska każdego z nas o
niepodległość Ojczyzny?
– Wolność jest darem, a jeszcze bardziej zadaniem. Raz ofiarowana,
odzyskana powinna być przedmiotem troski wszystkich, którzy tworzą Naród. Norwid
napisał: "Ojczyzna to wielki zbiorowy obowiązek". Ten obowiązek przybiera różne
formy w zależności od okoliczności. W zagrożeniu trzeba stanąć w jej obronie,
czasem nawet z bronią w ręku. W okresie pokoju najlepiej służymy Ojczyźnie przez
solidną, uczciwą pracę. Zadaniem dzieci i młodzieży jest rozwijanie talentów,
kształcenie umysłu, ducha i serca, by jak najlepiej przygotować się do przejęcia
odpowiedzialności za los państwa i Narodu. Idąc jeszcze głębiej – wolność
Ojczyzny zaczyna się w sercu człowieka, zatem każdy najpierw powinien
zatroszczyć się o własną, wewnętrzną wolność, o dobrze ukształtowane sumienie, o
miłość.
Jakie miejsce w szeregu powinności człowieka wierzącego, katolika,
zajmuje modlitwa za swą ziemską Ojczyznę?
– Waga, jaką przywiązujemy do poszczególnych czynności, zależy od osobistej
hierarchii wartości, od miłości. Dotyczy to zarówno samej modlitwy, jak i
miejsca, które zajmuje w niej Ojczyzna. Człowiek jest istotą, która często
zapomina o swoich powinnościach. Modlitwa jest więc czasem przypominania sobie
zobowiązań wobec Boga, wspólnoty, bliźnich, także wobec Narodu. Jest też czasem
przygotowywania się do ich podjęcia i nabierania Bożej mocy do ich realizacji.
Stąd modlitwa w intencji Ojczyzny powinna nam nieustannie towarzyszyć jako wyraz
troski o dobro wspólne.
Tym, co najbardziej jednoczy miliony ludzi pochodzących z jednego
narodu, mówiących jednym językiem, reprezentujących wspólne obyczaje i kulturę,
świadomych swej historii, jest niewątpliwie patriotyzm. Jak stawiać czoła pewnej
propagandzie politycznej poprawności, która mówienie o patriotyzmie we
współczesnej Europie traktuje jako "nietakt", jakieś "uchybienie"?
– Pragnę zwrócić uwagę, że w ten sposób spostrzega patriotyzm nieliczna grupa
osób, ale niestety bardzo "hałaśliwa". Wielu zaś Polaków żyjących nad Wisłą nie
tylko przeciwstawia się tak pojmowanej poprawności politycznej, ale swoim
zaangażowaniem ukazuje, że Ojczyzna stanowi w ich życiu ważny punkt odniesienia.
Patriotyzm przede wszystkim zostaje zaszczepiony przez wychowanie dzieci i
młodzieży w rodzinie i w szkole. Z pewnością nieoceniony wpływ na ugruntowanie
postaw patriotycznych ma celebrowanie świąt narodowych, udział w
okolicznościowych nabożeństwach i spotkaniach. Choć media najczęściej o tym nie
informują, prawie codziennie w wielu miejscach naszego kraju Polacy mówią o
Ojczyźnie i modlą się za nią. W ten sposób kultywują patriotyzm i wychowują do
niego młode pokolenie.
Niewątpliwie postaw patriotycznych możemy uczyć się od bohaterskich
kapelanów wojskowych z czasu II wojny światowej, z których wielu jest
wyniesionych na ołtarze, a inni są kandydatami na błogosławionych. Czy diecezja
wojskowa w jakiś sposób wspiera procesy beatyfikacyjne męczeńskich kapelanów,
którzy polegli czy to z rąk Niemców, czy Sowietów?
– Wśród błogosławionych 108 Męczenników II wojny światowej jest ks. kmdr
Władysław Miegoń, który po klęsce wrześniowej dobrowolnie udał się z żołnierzami
do niewoli. Pozostał im wierny, towarzysząc zarówno na polu walki, jak i w
godzinie śmierci w jenieckim obozie. Obecnie przy pomocy świeckich historyków
staramy się zebrać materiały i poznać życie 24 kapelanów wojskowych, którzy
zostali zamordowani i spoczywają w zbiorowych mogiłach na "nieludzkiej ziemi", w
Katyniu, Miednoje i w Charkowie.
Jak Ksiądz Biskup odniósłby się do antyklerykalnych wypowiedzi, ostatnio
znów głośnych, że pieniądze wydane na kapelanów to wyrzucenie ich w błoto?
– To nie kapelan potrzebuje wojska, ale wojsko potrzebuje kapelana. Ksiądz
Richard Spencer, biskup pomocniczy archidiecezji wojskowej w Stanach
Zjednoczonych, podczas tegorocznej pielgrzymki żołnierzy na Jasną Górę
powiedział, że w armii amerykańskiej brakuje kapelanów i chętnie przyjęliby
wielu kapłanów z Polski. Trzeba Bogu dziękować, że u nas są kapelani, służą
żołnierzom w koszarach, wyjeżdżają z nimi na misje, troszczą się o wojskowe
rodziny. Ich rola na misjach jest nie do przecenienia. Towarzyszą żołnierzom w
najtrudniejszych chwilach. Głosząc Ewangelię, starają się zachować wśród nich
wiarę, że miłość i pokój są możliwe, usposabiają do przebaczenia, do miłowania
nawet nieprzyjaciół. Nikt się nie dziwi, że wojsku towarzyszą lekarze,
psychologowie, służby prasowe. Pytam więc: dlaczego mają być eliminowani z
polskiej armii kapelani troszczący się o życie duchowe polskich żołnierzy?
Dziękuję za rozmowę.
