Palikot – ślepe narzędzie przyrody?

Janusz Palikot z poparciem co najmniej 10 proc. głosujących wprowadził za
sobą do Sejmu cały gabinet osobliwości. Z tego zapewne powodu komplementuje nasz
naród francuska radykalna lewica – że to niby wracamy do normalności – no a w
takiej sytuacji nic dziwnego, że w pośle Palikocie zakochał się nawet pan red.
Michnik – w swoim czasie naznaczony na głównego inżyniera dusz w naszym
nieszczęśliwym kraju. Skoro w 222 roku od rewolucji prezydentem takiej Francji
jest Mikołaj Sarkozy, to dlaczego w Polsce na czele trzódki swoich odmieńców nie
ma pojawić się Janusz Palikot?

Wszystko wskazuje na to, że program jego działania stanowi powtórzenie
strategii francuskich panamskich aferzystów z przełomu wieku XIX i XX, którzy z
powodzeniem zwekslowali irytację rzeszy prostych ludzi przeciwko Kościołowi,
chroniąc w ten sposób własną pozycję społeczną i to, co sobie wcześniej
nakradli. Szczucie "na proboszcza" może okazać się skuteczne również i u nas –
toteż nic dziwnego, że Janusz Palikot otrzymał wsparcie od kontrolujących media
głównego nurtu Sił Wyższych, nie mówiąc już o całkowitym puszczeniu w niepamięć
ofiarności emerytów, studentów, a podobno nawet nieboszczyków na jego poprzednią
kampanię wyborczą. Bo strategia "gryzienia proboszcza" może zapewnić
bezpieczeństwo tym, którzy przez ostatnie 30 lat Polskę rozkradali. Obecność
posła Ryszarda Kalisza wśród "Oburzonych" demonstrujących w Warszawie przeciwko
"tyranii rynku" pokazuje, kto i dlaczego próbuje w obliczu kroczącego kryzysu
przejąć inicjatywę. Dlatego też poseł Palikot będzie stosował taktykę
rozjątrzania przy pomocy swoich odmieńców opinii katolickiej, doprowadzając
Polskę do stanu zimnej, a chwilami może nawet i gorącej wojny religijnej w
nadziei, że całkowicie zaabsorbuje ona opinię publiczną. Wychodzi to naprzeciw
oczekiwaniom strategicznych partnerów, dla których taka wojna religijna w Polsce
to prawdziwy dar niebios – zwłaszcza w postaci efektu zaabsorbowania nią opinii
publicznej do tego stopnia, iż nawet nie zauważy, że państwa już nie ma.
Wreszcie wojna religijna w Polsce stanowi element unijnej strategii narzucania
europejskim narodom ideologii marksizmu kulturowego, w której nie ma miejsca na
publiczną obecność etyki chrześcijańskiej jako podstawy systemu prawnego.
Marksizm wymaga urawniłowki, więc Polska nie może być jakąś enklawą, w której
zasada "laickości republiki" jest podważana. Wyjaśnił to przed dwoma laty
właśnie prezydent Sarkozy, oznajmiając, że jeśli Kościół tę zasadę zaakceptuje,
to znaczy – zredukuje się do roli socjalno-charytatywnej organizacji
pozarządowej z elementami przemysłu rozrywkowego – to może nawet liczyć na
dofinansowanie.
Nic zatem dziwnego, że funkcjonariusze "Gazety Wyborczej" rzuceni na religijny
odcinek frontu ideologicznego próbują ośmielać współczesnych postępowców, by
akomodowali Kościół do oczekiwań jego odwiecznych wrogów. Dlatego też "Gazeta
Wyborcza" od lat szczuje na Radio Maryja jako najgorszą skazę na ciele Kościoła.
Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Rozpętywana właśnie przez
posła Palikota wojna religijna w Polsce może wreszcie pozwoli nawet tym najmniej
spostrzegawczym dostrzec, że to nie żarty, że to początek walki na śmierć i
życie, w której w razie klęski nikt, również oni, nie zostaną oszczędzeni. I
paradoksalnie, chwilowy sukces posła Palikota może stać się zapowiedzią jego
przyszłej katastrofy – jednak pod warunkiem przełamania obecnego kryzysu
przywództwa, który był nie do pomyślenia za życia błogosławionej pamięci Prymasa
Stefana Wyszyńskiego.

Stanisław Michalkiewicz

drukuj