Reforma bez ambicji
Komisja Europejska przedstawiła projekt reformy Wspólnej Polityki Rolnej
po 2013 roku, który w praktyce nikogo nie zadowala. Minister rolnictwa Marek
Sawicki mówi, że zamiast gruntownych reform Bruksela zaproponowała tylko
kosmetyczne zmiany, które nie spowodują poprawy konkurencyjności unijnego
rolnictwa na rynkach światowych.
Dacian Ciolos, unijny komisarz rolnictwa, przekonywał posłów do Parlamentu
Europejskiego, że nowa, zreformowana Wspólna Polityka Rolna będzie bardziej
przyjazna środowisku naturalnemu. Mają także maleć różnice w dopłatach
bezpośrednich między poszczególnymi krajami członkowskimi. Jej inne cele to
przede wszystkim podniesienie konkurencyjności unijnego rolnictwa, zapewnienie
UE bezpieczeństwa żywnościowego i wspieranie produkcji żywności wysokiej
jakości. WPR ma również służyć rozwojowi obszarów wiejskich.
Dopłaty zostają nierówne
Komisarz Ciolos przedstawił m.in. nowe zasady przyznawania dopłat bezpośrednich,
jakie miałyby obowiązywać od 2014 roku. I tak 30 proc. pieniędzy rolnicy dostaną
za spełnienie trzech warunków dotyczących ochrony środowiska. Kryje się pod nimi
zabezpieczenie ziemi pod pastwiska, dywersyfikacja kultur oraz poświęcenie 7
proc. upraw na infrastrukturę ekologiczną. Rolnik nie będzie miał obowiązku
stosować się do tych trzech wymogów, ale wtedy dostanie tylko 70 proc.
wyliczonych dla niego dopłat. Ale zmiana zasad nie pociąga za sobą wyrównania
dopłat, choć KE rozważała zaproponowanie jednakowej podstawowej stawki dopłat we
wszystkich krajach (rolnicy dostawaliby dopłaty uzupełniające zależne np. od
klimatu, warunków gospodarowania itp.). Ale na zrównanie podstawowych płatności
nie zgodziły się Niemcy i Francja. Dacian Ciolos obiecał, że stopniowo będą się
zmniejszać różnice między dopłatami. Ma temu służyć choćby zasada, że rolnicy z
krajów, gdzie dopłaty wynoszą poniżej 90 proc. średniej unijnej (wynosi ona 271
euro za hektar), dostaną dodatkowo jedną trzecią różnicy między tym, co
otrzymują teraz, a 90 proc. średniej unijnej. Dla naszych rolników oznaczać to
ma wyższe dopłaty, ale nie więcej niż ponad 20 euro za hektar. Z kolei w
krajach, gdzie dopłaty są najwyższe, mają być one obcinane, ale nie więcej niż o
10 procent. Ale i tak nie doprowadzi to do wyrównania dopłat.
Inna nowa propozycja komisarza Ciolosa mówi o tym, że właściciele najmniejszych
gospodarstw, liczących kilka hektarów, zamiast obecnych dopłat mieliby
otrzymywać roczny ryczałt w wysokości od 500 do 1000 euro. Nie musieliby więc
składać wniosków o dopłaty w dotychczasowej formie, gdzie muszą opisywać
wielkość działek rolnych i rodzaje upraw. Ponadto wyższe dopłaty (o 25 proc.)
mieliby przez pierwsze pięć lat otrzymywać młodzi rolnicy, którzy rozpoczynają
samodzielną działalność rolniczą. Musieliby jednak posiadać co najmniej 25 ha
ziemi. Wiadomo też, że utrzymana zostanie w mocy wcześniejsza decyzja KE o
zamrożeniu budżetu WPR na poziomie z 2013 roku. Tak więc na lata 2014-2020 UE
wyda na rolnictwo 418 mld euro (w tym 317 mld euro na I filar, a 101 mld euro na
II filar, czyli rozwój obszarów wiejskich).
Nie tego oczekiwaliśmy
Minister rolnictwa Marek Sawicki nie kryje rozczarowania projektami zmian w WPR
przedstawionymi przez komisarza Daciana Ciolosa. – Z dużym żalem muszę
stwierdzić, że pakiet legislacyjny nie jest reformą. Jest on próbą kosmetycznych
zmian i utrzymania dotychczasowego status quo w zakresie podziału środków
europejskich – podkreśla Marek Sawicki. – Nie ma tam elementów "wyrywających" tę
politykę na konkurencyjną, zapewniającą rozwój rolnictwa – dodał minister
rolnictwa. Sawicki podkreślił, że KE nie spełniła też obietnic, że nowa WPR
będzie bardziej uproszczona. Ponadto zreformowana polityka rolna nie spowoduje
wyrównania warunków konkurencyjności między poszczególnymi państwami, skoro
wciąż będą kraje, gdzie rolnicy będą dostawali niższe dopłaty. Zdaniem naszego
ministra rolnictwa, propozycja wydzielenia "zielonych" dopłat nie jest żadną
reformą. Można by mówić o reformie, gdyby wszyscy rolnicy dostawali takie same
dopłaty "ekologiczne", skoro wszyscy będą mieli takie same obowiązki. –
Wymagania wobec wszystkich rolników będą na takim samym poziomie, ale za te
zadania rolnik z krajów nadbałtyckich dostanie kilkanaście euro, w Polsce 50
euro, a z Grecji czy Malty aż 180 euro – stwierdził Marek Sawicki. W dodatku
"zielone" dopłaty spowodują konieczność wprowadzenia dodatkowych kontroli,
trudno więc zgodzić się z tezami KE, że zreformowana WPR spowoduje obniżenie
poziomu biurokracji w rolnictwie.
Minister podkreśla, że to, co proponuje KE, to w rzeczywistości polityka rolna
oznaczająca stagnację, a nie rozwój. Dlatego Sawicki ma nadzieję, że kraje
członkowskie wprowadzą konieczne zmiany do projektu Komisji Europejskiej. Na
pewno będą na to naciskały polskie i unijne związki rolnicze. Są one bowiem
zgodne co do diagnozy celów, jakie powinna realizować WPR. Ma ona służyć
wzmocnieniu unijnego rolnictwa we wszystkich krajach członkowskich UE, ale to,
co proponuje Bruksela, nie pozwoli tego osiągnąć. Projekt komisarza Ciolosa
skrytykowali także choćby plantatorzy buraków cukrowych z całej UE. Komisja
Europejska proponuje likwidację limitów produkcji cukru po 30 września 2015
roku. W zamian cukrownie miałyby obowiązek zawierania pisemnych umów
kontraktacyjnych z rolnikami. Międzynarodowa Konfederacja Europejskich
Plantatorów Buraków (CIBE) nie rozumie tej propozycji, bo według organizacji
doprowadzi ona do załamania uprawy buraków cukrowych i produkcji cukru, a wtedy
kraje UE będą musiały importować cukier. Zdaniem CIBE, obecny system limitowania
produkcji cukru i ustalania cen minimalnych skupu buraków powinien obowiązywać
co najmniej do 2020 roku.
Krzysztof Losz
