„1920. Bitwa Warszawska”
O co toczyła się wojna z Polską, najlepiej wiedział ten, kto ją rozpętał.
Premier rządu rosyjskiego i bolszewicki dyktator Lenin już po przegranej Bitwie
Warszawskiej tak charakteryzował sytuację geopolityczną z perspektywy Kremla:
"Wiedzieliśmy dobrze, że rozbijając armię polską (…), rozbijamy cały światowy
system stosunków międzynarodowych. (…) Polska wojna była najważniejszym
punktem zwrotnym nie tylko w polityce Rosji Sowieckiej, ale także w polityce
światowej. (…) Wszystko tam, w Europie, było do wzięcia. Lecz Piłsudski i jego
Polacy spowodowali gigantyczną, niesłychaną klęskę sprawy światowej rewolucji".
Sam Piłsudski wiktorię 15 sierpnia 1920 r. precyzował jednoznacznie: "Ta wojna
omal nie wstrząsnęła losami całego cywilizowanego świata, a dzieło zwycięstwa
naszego stworzyło podstawy dziejowe".
O tym właśnie jest "1920. Bitwa Warszawska". Film oczekiwany od dawna,
prawdziwa, niesłychanie sugestywna panorama Cudu nad Wisłą, zrealizowana przy
pomocy najnowszych technologii filmowych i artystycznych. Jerzy Hoffman ukazał,
jak w 1920 roku, podobnie jak przed wiekami, na terytorium Rzeczypospolitej w
rzeczywistości toczyła się bitwa o Europę. Sołdaci i komisarze Armii Czerwonej
palą, mordują, niszczą, gwałcą, rabują. Te obrazy filmu są zgodne z przekazami
historycznymi z 1920 roku. Bolszewicy przecież dosłownie traktowali hasło Lenina
"Naprzód na Zachód – przez trupa Polski do serca Europy!". Znakomite są sceny
batalistyczne filmu, a wśród nich wstrząsająca śmierć w boju pod Ossowem ks.
Ignacego Skorupki z krzyżem w wysoko uniesionej ręce. W filmie widzimy
najważniejsze postacie tamtych zmagań, akcja filmu toczy się zarówno w
gabinetach Kremla, jak i w głównej kwaterze Marszałka Piłsudskiego. Lenin,
Stalin, Trocki – właściwie po raz pierwszy w filmie fabularnym widzimy aktorów
grających tych komunistycznych morderców i ludobójców. Dbałość realizatorów
filmu, aby był on jak najbardziej dokumentem z epoki, rzuca się po prostu w
oczy: tysiące żołnierzy polskich i sowieckich, szarże polskich ułanów i
czerwonych kozaków, pociągi pancerne, szara piechota i kawaleria, także ówczesne
samochody, sprzęt bojowy – wszystko to robi wrażenie wręcz dokumentu.
Szczególnie takim dokumentem jest krwawa bitwa o Radzymin oraz wspaniale
filmowana z lotu ptaka szarża polskich ułanów.
Ale film Jerzego Hoffmana to przecież fabuła. W tle Bitwy Warszawskiej mamy
miłość młodego polskiego oficera Jana i jego narzeczonej Oli. Oboje świadomie
wybierają rozstanie, ponieważ miłość Ojczyzny i obrona Polski przed rosyjskim
agresorem jest ważniejsza od ich osobistej namiętności. Z filmowego i
artystycznego punktu widzenia to bardzo, bardzo trudny wątek, aby z prawdziwego
patriotyzmu młodych bohaterów nie zrobić banalnego kiczu. Nawet to jest w tym
filmie wzruszająco prawdziwe, a przecież dramatycznych scen, które się ogląda z
napięciem i ze ściśniętym gardłem, jest w tym filmie mnóstwo. I gdyby się
zastanowić, czy był już w kinie polskim taki film, który by łączył wielką
politykę, wojnę i znakomite sceny batalistyczne, wreszcie miłość, nienawiść,
bohaterstwo – to takiego filmu przed "Bitwą Warszawską" nie było. Oczywiście z
wyjątkiem "Potopu" tego samego reżysera, ale czterdzieści lat temu była inna
technologia filmowa. Poza wszystkim "1920. Bitwa Warszawska" to niewątpliwie
film edukacyjny, chociaż krytycy mogą zarzucić, że brak w nim wielu postaci
historycznych, wielu wydarzeń, wielu faktów. To prawda, ale to przecież
fabularna panorama polskiej wiktorii 1920 roku, a nie naukowa monografia czy
encyklopedia. Niestety, najsłabsza w tym filmie jest rola Daniela Olbrychskiego
jako Piłsudskiego. To nieporozumienie, to karykatura Marszałka.
Józef Szaniawski
