GRU nadzorował wojsko Jaruzelskiego
Z dr. Sławomirem Cenckiewiczem, historykiem, byłym szefem komisji ds.
likwidacji Wojskowych Służb Informacyjnych, rozmawia Maciej Walaszczyk
"Długie ramię Moskwy" to pierwsza duża synteza na temat wywiadu wojskowego
PRL. Książka mogła powstać, bo w wyniku likwidacji WSI uzyskał Pan dostęp do
materiałów ukrytych w tzw. zbiorze zastrzeżonym w IPN.
– Podstawowym zbiorem dokumentów, jaki wykorzystałem, pisząc książkę o wywiadzie
wojskowym PRL, są jawne materiały, które w latach 2001-2006 i później zostały
przekazane do IPN przez Wojskowe Służby Informacyjne. W wyniku procesu
likwidacji WSI w latach 2006-2007 były sukcesywnie, praktycznie w całości
odtajniane i wyjmowane z tzw. zbioru zastrzeżonego. Materiały te stały się
podstawą archiwalną dla tej książki. Poza tym korzystałem m.in. z archiwów
partyjnych, wojskowych i zdeponowanej w ośrodku "Karta" spuścizny archiwalnej
prof. płk. Jerzego Poksińskiego. Korzystałem też z obszernej literatury, choć w
niewielkim stopniu dotyczy ona wywiadu wojskowego. W Polsce jest to – jak się
okazuje – temat dziewiczy dla historyka. Pewna wiedza na ten temat zawarta jest
też w książkach na temat GRU, które od wielu lat publikują badacze rosyjscy. To
ważne, bo GRU kierował wywiadem wojskowym PRL.
Z pewnej części dokumentów wywiadu, która została w tym czasie odtajniona,
nie zdążył Pan skorzystać, bo zaraz po wyborach w 2007 r. ponownie je utajniono.
Co to za dokumenty? Wiadomo, czego dotyczą?
– Choć w latach 2006-2007 formalnie uruchomiono procedurę ich odtajnienia,
wszczętą przez ministrów Antoniego Macierewicza i Aleksandra Szczygłę, i zostały
one wyjęte ze zbioru zastrzeżonego w IPN, to niektóre z nich ponownie utajniono
lub skierowano z powrotem do zbioru zastrzeżonego. Tak wynika z dostępnych dla
mnie informacji. Materiały te dotyczą m.in. tajnych operacji finansowych z lat
1989-1990 prowadzonych przez Grzegorza Żemka i Oddział Y.
Kto podjął tę decyzję?
– Z tego, co mi wiadomo, to następca ministra Szczygły, zapadły one już na
jesieni 2007 roku, bardzo szybko po wyborach wygranych przez Platformę
Obywatelską. Oczywiście dostęp do tych materiałów zdeponowanych w IPN mają dziś
następcy prawni Zarządu II Sztabu Generalnego WP i WSW, a więc szefowie Służby
Kontrwywiadu Wojskowego i Służby Wywiadu Wojskowego.
Rozmawiał Pan również z byłymi żołnierzami wywiadu. To podobno grupa bardzo
zwarta i mająca duże poczucie solidarności środowiskowej. Kim są dla nich
Czesław Kiszczak i Wojciech Jaruzelski, a więc ci, którzy widnieją na okładce
książki "Długie ramię Moskwy"? Który z nich jest dla żołnierzy wywiadu
ważniejszy?
– Absolutnie najważniejszą osobą jest Jaruzelski. Trzeba pamiętać, że od roku
1965 spoczywała w jego rękach całość polityki personalnej w LWP, a więc także w
wywiadzie i kontrwywiadzie wojskowym. Jaruzelski wykreował nie tylko strukturę
personalną LWP, ale pośrednio również strukturę Wojska Polskiego po roku 1989,
gdyż większość najwyższej kadry stanowili lub wciąż stanowią jego podkomendni.
Nie możemy się więc dziwić, że środowisko wojskowych jest tak mocno
skonsolidowane. Po 1989 r. weszło ono w nową epokę niezweryfikowane, a więc
również niepodzielone. Taki proces obserwowaliśmy np. w środowisku byłych
esbeków, których proces weryfikacji mocno poróżnił. Gładko przechodzili ją
oficerowie wywiadu cywilnego, ale już esbecy z wojewódzkich urzędów
bezpieczeństwa mieli czasem z tym kłopoty. W wojsku nie było weryfikacji, więc
na tym polu nie było również konfliktów.
Z kim Pan rozmawiał?
– Próbowałem docierać do ludzi Zarządu II SG, ale stykałem się ze ścianą. Część
osób, z którymi rozmawiałem, pozostała jednak anonimowa i nie chciała ujawniać
swoich personaliów. Cenię sobie natomiast spotkania z ppłk. Mirosławem
Wojciechowskim, który wiele wniósł do mojej wiedzy na temat wywiadu wojskowego.
Udzielił mi wielu informacji pod nazwiskiem, prowadziliśmy również
korespondencję. Była to dla mnie nowość, bo jest to naprawdę środowisko bardzo
hermetyczne. Udało mi się również dotrzeć do Grzegorza Żemka, który odbywa karę
więzienia w związku z aferą FOZZ.
Chciał rozmawiać czy próbował manipulować?
– Historykowi jest łatwiej rozmawiać z tego typu ludźmi. Tym bardziej że
dysponowałem wiedzą z materiałów źródłowych. Była to bardzo interesująca rozmowa
na argumenty, z odwoływaniem się do konkretnych wydarzeń i faktów. Żemek był
współpracownikiem wywiadu wojskowego od lat 70. i posiada bardzo dużą wiedzę
kontekstową na temat Zarządu II. Ma również dobrą orientację na temat
funkcjonowania wywiadu, jeśli chodzi o operacje finansowe, w tym także na temat
osób, które w tym czasie odegrały istotną rolę, ale zrobiły też zawrotną karierę
w WSI. Chodzi m.in. o płk. Zenona Klameckiego, płk. Zdzisława Żyłowskiego czy
płk. Henryka Dunala.
Powiedział Pan, że wywiad miał ogromny wpływ na to, jak wyglądało Wojsko
Polskie już w III RP. Czy również na politykę?
– Odwołam się do dwóch przykładów, które pokazują siłę środowiska służb
wojskowych. Na przełomie lat 80. i 90. w przypadku cywilnych służb
bezpieczeństwa władze przystąpiły do płytkiego, ale jednak jakiegoś procesu
weryfikacji ich funkcjonariuszy. W jej wyniku spora część środowiska esbeckiego
przez to sito nie przeszła. Jestem wobec tej weryfikacji bardzo krytyczny, bo
wielu z byłych esbeków nigdy nie powinna tworzyć służb niepodległej Polski. W
przypadku wojska nawet coś tak płytkiego nie miało miejsca. Jeden z moich
informatorów powiedział mi, że projekt struktury organizacyjnej pierwszej służby
powstałej na gruncie Zarządu II i WSW, który w latach 1990-1991 nosił nazwę
Zarząd II Wywiadu i Kontrwywiadu Wojska Polskiego, a potem zamienił się w WSI,
rozrysowali generałowie Kiszczak i Buła. Pokazuje to sytuację, w której ludzie
odpowiedzialni za te służby, kierujący nimi i odpowiadający także za wiele
przestępczych działań tworzyli również zręby służb niepodległej Polski. Zostało
to później zaakceptowane przez oddelegowanych do MON tzw. naszych –
wiceministrów, a później ministrów obrony narodowej Onyszkiewicza i
Komorowskiego, którzy wielokrotnie stawali w obronie ludzi tajnych służb
wojskowych PRL. Drugim symbolicznym momentem jest uchwalenie ustawy
dezubekizacyjnej ograniczającej uposażenia emerytalne funkcjonariuszy tajnych
służb PRL. Jak się okazało, nie zostali nią objęci żołnierze Zarządu II, choć
ustawa o IPN zalicza go do tzw. organów bezpieczeństwa państwa komunistycznego.
Każdy trzeźwo analizujący rzeczywistość politolog, historyk czy dziennikarz musi
przyznać, że musiało tutaj dojść do swego rodzaju lobbingu ludzi wojska.
Pokazuje to wpływy tego środowiska już w wolnej Polsce.
Do tego dochodzi historia rzekomego handlu aneksem z likwidacji WSI i próba
skompromitowania komisji weryfikacyjnej jesienią 2007 roku. Tu również głównymi
aktorami są żołnierze byłych WSI i obecny prezydent Komorowski.
– Tego akurat nie opisywałem, bo książka kończy się na roku 2006, gdy zapada
decyzja o likwidacji WSI. Kończę ją jednak stwierdzeniem, że po zakończeniu
weryfikacji WSI mieliśmy do czynienia z bardzo poważną prowokacją, w którą
zaangażowane były służby specjalne i administracja państwowa, w tym prokuratura.
Osobą, w którą została ona wymierzona, był tak naprawdę Antoni Macierewicz. Ale
to historia na odrębną książkę.
Dziękuję za rozmowę.
Po zakończeniu weryfikacji WSI mieliśmy do czynienia z bardzo poważną
prowokacją, w którą zaangażowane były służby specjalne i administracja
państwowa, w tym prokuratura. Osobą, w którą została ona wymierzona, był Antoni
Macierewicz
