Modlitwa może zmienić Chiny
Z ks. kard. Josephem Zen Ze-kiunem z Hongkongu rozmawia Agnieszka Gracz
Wasza Eminencjo, Miłosierdzie Boże nie ma granic, co widzimy, obserwując tak
licznie przybyłych nie tylko duchownych, ale i świeckich z wielu państw świata.
Kongres dopiero się rozpoczyna, jakie mogą być owoce tego spotkania?
– Miłosierdzie może odnieść pełne zwycięstwo, sama sprawiedliwość nas nie zbawi.
Do zbawienia możemy dojść przez miłosierdzie, ponieważ jedynie Bóg może
przebaczyć nam nasze grzechy. To właśnie jest wielki sekret Bożego Miłosierdzia.
I powinniśmy żywić nadzieję, że cały świat poprzez miłosierdzie może zostać
zbawiony i może ocaleć.
Jak dalece znany jest kult Bożego Miłosierdzia w Chinach?
– Trudno mi jednoznacznie ocenić, w jakim stopniu rozwinął się kult Bożego
Miłosierdzia i jak szeroko został przyjęty przez wiernych poszczególnych
wspólnot, to nowa forma modlitwy. Ale od wielu lat wierni podtrzymują podobną
tradycję, która w pewien sposób jest bliska kultowi Miłosierdzia Bożego i czci
Pana Jezusa. To nabożeństwo do Najświętszego Serca Pana Jezusa. Tak jak
wspomniałem również w homilii podczas Mszy Świętej, myślę, że encyklika bł. Jana
Pawła II o miłosierdziu "Dives in misericordia" z pewnością dotarła już do
wszystkich wiernych. Zapewne znany jest wizerunek Miłosiernego Jezusa i Siostry
Faustyny, obrazy przenoszą się szybciej. Miłosierdzie Boże jest tam obecne i
nawet wówczas, gdy człowiek nie szuka go, to Miłosierdzie Boże poszukuje
człowieka.
Niestety, w Chinach ci, którzy sprawują władzę, stają się coraz bardziej
aroganccy i zarozumiali. Wydaje im się, że są silni, bogaci, w jakiś sposób
mocniejsi niż wcześniej. Ale jestem przekonany, że Pan Bóg ma swoje plany i
znajdzie sposób, aby ich nawrócić. Nie możemy godzić się na to, aby władza
uciskała i sprawiała cierpienie niewinnym. Naszym zadaniem w tej sytuacji jest
modlitwa nie tylko za prześladowanych i cierpiących, ale też za prześladujących.
W Polsce Kościół także doświadczał trudności i prześladowań w czasie
komunizmu. Jakie problemy napotykają wspólnoty chrześcijan w Państwie Środka?
– Często ludzkim odruchem jest porównywanie sytuacji. Oczywiście są
rzeczywistości ludzkie, które możemy porównać, ale są także różnice między
Polską a Chinami. Polska jest krajem katolickim, prawie 90 proc. społeczności to
katolicy. W Chinach natomiast chrześcijanie, katolicy należą do mniejszości.
Trzeba także pamiętać, że łącznie z Polską w całej Europie Wschodniej było też
wiele narodów, które doświadczały prześladowań w czasie komunizmu. Nie wszędzie
Kościół odpowiadał z taką siłą jak w Polsce. Dlatego też, obserwując sytuację w
Chinach, myślę, że w jakiś sposób patrzymy z podziwem, jak Polska radziła sobie
w tak trudnej sytuacji. Wiele zasług mieli tu polscy kapłani, na czele z ks.
kard. Stefanem Wyszyńskim i ks. kard. Karolem Wojtyłą. Niestety, w Chinach
dochodzi do sytuacji podobnej jak w innych niż Polska państwach Europy
Wschodniej. Nastąpiło pewne osłabienie Kościoła. W tym czasie szczególnie
odczuwamy potrzebę duchowej siły, która ma swoje źródło w Bożym Miłosierdziu.
Jednak człowiek sam z siebie nie zyska siły. Jest ona łaską i zarazem darem
Boga. Dlatego też naszym zadaniem jest żarliwa modlitwa za naszych braci i
siostry, którzy dziś znajdują się w trudnej sytuacji. Nie chodzi jedynie o
prześladowania, ale przede wszystkim o liczne pokusy, takie jak pokusa władzy,
pieniędzy, pochwał ze strony społeczeństwa czy też pokusa łatwiejszego życia.
Jesteśmy świadomi trudności sytuacji. Kierowane do nas słowa Ojca Świętego
Benedykta XVI dodają nam i wiernym odwagi, są akceptowane, wzmacniają siłę
ducha.
Jak kształtują się relacje między mniejszością chrześcijańską a resztą narodu
chińskiego?
– Sytuacja w wielu prowincjach Chin jest inna, nie znam jej z bliska. W każdym z
miast te relacje mogą wyglądać inaczej. To, co w pewien sposób nam szkodzi, to
zapewne podział wspólnoty chrześcijańskiej i Kościoła. Te podziały, choć często
dotyczą sytuacji, które są nieuniknione, nie są generowane przez jednostki, ale
wypływają z konkretnej rzeczywistości. Chińczycy z pewnym podziwem patrzą na
owoce i działalność wspólnoty katolickiej i Kościoła katolickiego, ale widząc te
podziały, niektórzy mają obawy przed wstąpieniem do takiej wspólnoty.
Wiąże się z tym m.in. działalność Stowarzyszenia Księży Patriotów…
– Jest to instrument rządowy, który reżim komunistyczny w Chinach ustanawia we
wszystkich diecezjach Chin. Poprzez to stowarzyszenie władze chcą sprawować
kontrolę nad działalnością hierarchów Kościoła. W wielu miejscach i na wielu
płaszczyznach działalności Kościoła katolickiego stworzenie takiego instrumentu
ewidentnie udaje się rządowi. A w tej diecezji, gdzie istnieje możliwość
ustanowienia takiej instytucji, oznacza to kontrolowanie i wpływy, a więc
również "dowodzenie". W tej sytuacji biskup zostaje pozbawiony wolnej
działalności duszpasterskiej. Jednak w wielu miastach, diecezjach biskup, jeśli
ma taką możliwość i jeśli ma odwagę, sam prowadzi swoją diecezję. Niestety,
trzeba pamiętać, że na płaszczyźnie państwowej czy narodowej księża biskupi nie
mają żadnych możliwości i okazji do zjednoczenia się. Na płaszczyźnie państwowej
wszystko jest kontrolowane przez rządowe Stowarzyszenie Księży Patriotów,
ponieważ ma ono poparcie rządu. Kapłani, biskupi nominowani przez władze są w
stowarzyszeniu, teoretycznie może wydawać się, że mają możliwości działania,
jednak de facto nie mają żadnej władzy nad diecezją. Wszystko jest w rękach
rządu, który traktuje stowarzyszenie jako instrument. To jest nasza smutna
rzeczywistość.
Czy istnieje jakaś możliwość zjednoczenia się biskupów i podzielonej
wspólnoty Kościoła katolickiego?
– Nie, w tej chwili nie ma takiej możliwości. Jeśli biskup jest odważny, ma
prestiż, może w pewnym stopniu prowadzić diecezję, ale na płaszczyźnie narodowej
nie mamy żadnych szans i okazji na zjednoczenie się i współpracę między
duszpasterzami poszczególnych diecezji. Każda próba spotkania się powoduje
natychmiastową kontrolę ze strony rządowej. W tej sytuacji nie może
interweniować Stolica Apostolska. Potrzeba więc cudu, aby jakiś biskup z odwagą
mógł rozpocząć takie działania, aby pociągnąć za sobą innych kapłanów. W obecnej
sytuacji jest to niemożliwe. Pozostaje nam tylko modlitwa.
Jakie zmiany musiałyby się dokonać w Chinach, by zaistniała szansa na wizytę
Ojca Świętego w tym państwie?
– Nie, w tym momencie jest to po prostu niemożliwe. Ja nawet odradzałbym taką
podróż, ponieważ jakakolwiek wizyta przedstawiciela Stolicy Apostolskiej, Ojca
Świętego czy biskupów, zostałaby zmanipulowana przez partię komunistyczną. Nie
ma żadnej szczerości władzy. Wydaje mi się, ale nie jest to tylko moje zdanie,
że nawet kardynałowie nie powinni przyjeżdżać do Chin. Jeśli będą chcieli nas
odwiedzić, ich wizyta również zostanie zmanipulowana. Zobaczą to, co rząd
pozwoli im zobaczyć, i usłyszą to, co przedstawi im reżim. Będą musieli mówić
jedynie piękne słowa… Taka wizyta nie będzie niczemu służyć. W tej sytuacji
nie jest odpowiednia. Wszyscy wiemy, że jest to rząd, do którego nie można mieć
zaufania.
Co musiałoby się zmienić, aby wizyta hierarchów czy Ojca Świętego była
możliwa?
– Rząd musiałby wykazać odrobinę szczerości. Jak do tej pory nic się nie
zmieniło. W słowach i działaniach partii komunistycznej nie ma żadnych przejawów
szczerości. Władze reżimowe bardzo źle traktują misjonarzy, którzy tak kochają
Chiny i przyjeżdżają tu, by pomagać, a władze odsyłają ich do rodzinnych państw.
W tej sytuacji jakakolwiek wizyta nie jest dobrym rozwiązaniem. Wszystko
zostanie zaprzepaszczone. Podam przykład z ostatnich dni, kiedy do Pekinu
przyjechali misjonarze, którzy chcieli posługiwać w chrześcijańskich
wspólnotach. Decyzją rządu w Pekinie natychmiast ich odesłano. Misjonarze
otrzymali status persona non grata. Kapłani zaproponowali więc, że pojadą do
Hongkongu, mieli już bilety. Odpowiedź władz była zdecydowana. Nie mogą jechać
nawet do Hongkongu, mają natychmiast wrócić do Italii. Aż trudno uwierzyć w to,
co się dzieje. Władzom brakuje jakichkolwiek przejawów dobrego wychowania.
Chiny stosują tzw. politykę jednego dziecka. Z mediów docierają do nas
informacje o tzw. selektywnych aborcjach. Co Kościół robi w tej sytuacji, czy
może mieć wpływ na decyzje komunistów?
– Nie mamy żadnej możliwości ingerencji w politykę społeczną i rodzinną, jaką
prowadzi państwo. Nie mamy nawet możliwości ochrony swoich wspólnot. Jedyne, co
nam pozostaje, to żarliwa modlitwa i cierpliwe czekanie. Służymy pomocą naszym
wspólnotom w diecezjach, kiedy wierni proszą nas o wsparcie, ale niestety nie
mamy możliwości jakiejkolwiek ingerencji na płaszczyźnie państwowej.
Jaki wpływ na wspólnotę chrześcijańską i na jej rozwój mają te trudne
doświadczenia?
– Jest wielu bardzo odważnych wiernych, ale można spotkać też takich, którzy
unikają trudnych, konfliktowych sytuacji, są również i tacy, którzy obawiają się
władz. W tej chwili sami nie możemy zmienić sytuacji. We wspólnocie zawsze
znajdzie się ktoś, kto dość łatwo nawiązuje współpracę z komunistami. Niektórzy
widzą w tej współpracy jakieś korzyści. Szanujemy wszystkich, otaczamy ich
modlitwą, jesteśmy cierpliwi, ale jednocześnie naszym obowiązkiem jest wiedzieć,
jakie są postawy wiernych, kto postępuje właściwie, a kto błądzi. Tylko modlitwa
może zmienić sytuację, tylko modlitwa czyni cuda.
Dziękuję za rozmowę.
