O Pasionku bez Pasionka

Żałośnie mało, bo zaledwie niecałą godzinę sejmowa Komisja Sprawiedliwości
i Praw Człowieka poświęciła sprawie prokuratora Marka Pasionka odsuniętego od
śledztwa smoleńskiego. Samego zainteresowanego nie było, bo nie zaprosił go szef
komisji Ryszard Kalisz, choć wnioskowali o to posłowie opozycji.

Wniosek o zwołanie posiedzenia komisji złożyli posłowie PiS tuż po tym, jak
naczelny prokuratur wojskowy gen. Krzysztof Parulski 9 czerwca br. odsunął
prokuratora Marka Pasionka od nadzoru śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej.
Wniosek został rozpatrzony dopiero po trzech miesiącach od jego złożenia w
prezydium komisji. W dodatku wczorajsze posiedzenie wyznaczono bez konsultacji z
posłami wnioskodawcami. Nie było ani przedstawicieli prokuratury wojskowej,
która prowadzi śledztwo w sprawie katastrofy smoleńskiej, ani Prokuratury
Generalnej, mimo że posłowie PiS wnioskowali o ich zaproszenie. Podobnie zresztą
jak prokuratora Marka Pasionka. Prokurator generalny Andrzej Seremet przesłał
jedynie pismo do przewodniczącego komisji Ryszarda Kalisza (SLD), w którym
zawiadamiał komisję o swojej nieobecności oraz o tym, że nie deleguje na nią
żadnych prokuratorów, w tym Parulskiego. Jak relacjonował Kalisz, Seremet
powołał się na umowę pomiędzy Komisją Sprawiedliwości i Praw Człowieka a
prokuratorem generalnym, aby mógł się on pojawić na posiedzeniu komisji wtedy,
gdy uzna to za stosowne. Prokurator Pasionek nie wiedział nawet, że komisja
będzie obradować w takim przedmiocie. – Chcieliśmy jako posłowie usłyszeć, co
właściwie było powodem takich, a nie innych decyzji prokuratury. Chodziło nam o
elementarne informacje, nie o szczegóły śledztwa. Znamy procedurę – wiemy, że są
to informacje zastrzeżone, których nie można udzielać. Ale okazuje się, że tych
powodów nie poznamy, bo prokuratura boi się niewygodnych pytań – komentuje
absencję śledczych poseł Andrzej Dera. – Prokurator, który dochodzi do prawdy,
jest dziś czarną owcą. Jeśli zadaje niewygodne pytanie, staje się niewygodny dla
swoich przełożonych. W taki oto sposób parlament uniezależnił się od informacji
– dodaje Dera. – Według doniesień medialnych, prokurator Marek Pasionek spotykał
się z niechęcią ze strony swoich przełożonych, ponieważ przygotowywał plan
śledztw, w ramach którego sugerował przesłuchanie i postawienie zarzutów
ministrowi obrony narodowej Bogdanowi Klichowi, ministrowi Tomaszowi Arabskiemu
oraz zwierzchnikom służb specjalnych. Informacje te budzą ogromny niepokój
parlamentarzystów co do przesłanek związanych z odwołaniem pana prokuratora
Pasionka oraz stanem śledztwa w sprawie katastrofy smoleńskiej – tłumaczy
Kazimierz Smoliński (PiS). – Jeśli jest taka postawa prokuratury, która odmawia
stawienia się przed komisją sejmową, to jedynym sposobem na uzyskanie informacji
są informacje ze strony rządu. Inaczej, jeżeli takich informacji nie będziemy
mogli uzyskiwać, to będzie tylko iluzoryczna kontrola Sejmu nad władzą
wykonawczą – dodał. Na posiedzeniu komisji byli obecni przedstawiciele resortu
sprawiedliwości, ale przewodniczący Ryszard Kalisz nie poprosił ich w ogóle o
zabranie głosu. Sprawa prokuratora Pasionka została przewidziana jako punkt
drugi posiedzenia komisji. Punktem pierwszym była sprawa prokuratora Jarosława
Dusia, która stanęła na wczorajszym posiedzeniu komisji również na wniosek
posłów PiS, a której praktycznie czasu nie poświęcono. A to z powodu Andrzeja
Czumy, posła Platformy Obywatelskiej, szefa komisji naciskowej i zarazem członka
komisji sprawiedliwości, który złożył wniosek formalny o odroczenie posiedzenia
prac komisji w tym względzie do czasu zapoznania się posłów z materiałami z
postępowania dyscyplinarnego przeciwko prokuratorowi Dusiowi. Wniosek przeszedł
pięcioma głosami PO. Za jego odrzuceniem głosowało czterech posłów PiS, od głosu
wstrzymał się poseł Kalisz. W sumie posiedzenie komisji nie trwało nawet
godziny. – Platforma Obywatelska skutecznie blokuje uzyskanie informacji w tej
sprawie, wie bowiem, że: po pierwsze – są to materiały o charakterze niejawnym,
a po drugie – nawet jeśli ich uzyskanie byłoby prawnie możliwe, to są
ograniczenia czasowe. To utopia, by komisja zdążyła je uzyskać jeszcze przed
końcem tej kadencji parlamentu – mówiła Marzena Wróbel (PiS).
Prokurator Jarosław Duś był członkiem grupy prowadzącej śledztwo w sprawie
Janusza Kaczmarka, Konrada Kornatowskiego i Jaromira Netzla. Postawiał im
zarzuty fałszywych zeznań i utrudniania postępowania w sprawie przecieku z akcji
CBA w resorcie rolnictwa. Za zeznania, które złożył na posiedzeniu komisji w
2009 roku, został skazany przez sąd dyscyplinarny. Duś powiedział wtedy, że w
2007 r. miało miejsce zdarzenie, które odebrał jako próbę wywarcia na nim
"nacisku" w związku ze sprawą prowadzoną przeciwko byłemu szefowi MSWiA
Januszowi Kaczmarkowi i byłemu komendantowi głównemu policji Konradowi
Kornatowskiemu. Na jednym z posiedzeń sejmowej komisji śledczej ds. nacisków Duś
zaznaczył, że rozmawiał z prokuratorem rejonowym w Inowrocławiu Andrzejem
Burzyńskim. Ten miał mu powiedzieć, że "zostało zawarte nieformalne
porozumienie" między prokuratorem okręgowym w Bydgoszczy a jego podwładnymi, że
będzie obciążany "najtrudniejszymi sprawami" i poddany mobbingowi. Duś
podkreślił, że zapytał wówczas, dlaczego tak się go traktuje. W odpowiedzi miał
usłyszeć, że "nie trzeba było stawiać zarzutu trójmiejskim przyjaciołom szefów z
Bydgoszczy".

 

Anna Ambroziak

drukuj