Interferon po interwencji


O kłopotach pani Jadwigi z leczeniem pisaliśmy w sierpniu. Jesienią ubiegłego
roku podczas badań krwi wykryto u niej podwyższone próby wątrobowe. Mimo że USG
jamy brzusznej nie wykazało zmian, to obecność WZW typu C ujawniły badania
laboratoryjne surowicy potwierdzone przez sanepid. W połowie stycznia br.
obecność wirusa HCV potwierdziły kolejne badania w Wojewódzkim Szpitalu
Obserwacyjno-Zakaźnym w Toruniu, a także biopsja wątroby przeprowadzona 31 maja
br.

Mimo że badanie wykazało znaczne uszkodzenie: zapalenie II stopnia i zwłóknienie
III stopnia wątroby w skali od 0 do IV oraz początki martwicy kęsowej, to do
zakwalifikowania na leczenie interferonem potrzebne okazało się dodatkowe
badanie określające genotyp wirusa. A to wiązało się z kolejnym oczekiwaniem do
27 października br. Nie oznaczało to jednak, że nawet w przypadku skierowania na
leczenie interferonem zostanie ono wdrożone w tym roku z uwagi na przekroczone
limity. Jak bowiem usłyszeliśmy w Kujawsko-Pomorskim Oddziale Wojewódzkim NFZ w
Bydgoszczy, potrzeby w zakresie leczenia interferonem są dużo większe niż
możliwości, a zwiększenie środków nie leży po stronie oddziału NFZ. Po
nagłośnieniu sprawy przez "Nasz Dziennik" prezes NFZ Jacek Paszkiewicz w
wypowiedzi dla Telewizji Trwam stwierdził m.in., że leczenie interferonem HCV to
nie jest leczenie w stanie zagrożenia życia. Zaznaczył, że wszczyna się je mniej
więcej w okresie 3-6 miesięcy od zdiagnozowania i skierowania pacjenta na taką
terapię. Ocenił też, że jeżeli pojawiają się jakiekolwiek problemy w tym
zakresie, to mają one jedynie charakter lokalny i nie dotyczą całej Polski.
Tymczasem, jak się okazuje, średni czas oczekiwania pacjentów ze zdiagnozowanym
WZW C na podjęcie terapii interferonem to ponad rok. Problem próbowała też
bagatelizować minister Ewa Kopacz. – Pieniądze na leczenie interferonem są
zabezpieczone w NFZ. Nie ma więc problemu finansowego, nie ma też problemu,
jeżeli chodzi o czas oczekiwania – mówiła minister.
Dziwnym jednak trafem po interwencji "Naszego Dziennika" dla pani Jadwigi nagle
znalazło się miejsce w Wojewódzkim Szpitalu Obserwacyjno-Zakaźnym w Toruniu. 18
sierpnia br. trafiła na oddział hepatologiczny, gdzie przeprowadzono
specjalistyczne badania, m.in. na określenie genotypu, obecności autoprzeciwciał
i badania hormonów tarczycy, niezbędne do ewentualnego zakwalifikowania do
kuracji interferonem. Okazało się, że jest to genotyp 1b – najbardziej
rozpowszechniony w Polsce i Europie (ok. 84 proc. wszystkich zakażeń), a
jednocześnie najbardziej oporny na leczenie. Wyniki badań potwierdziły potrzebę
leczenia interferonem, w związku z czym komisja w pierwszej kolejności
zakwalifikowała chorą do programu terapeutycznego, który w tym przypadku
zaplanowano na 48 tygodni. – Znalazłam się w pierwszej dziesiątce jako pilny
przypadek ze względu na poważne uszkodzenia wątroby – mówi pani Jadwiga. Terapia
rozpocznie się 20 września.
Wcześniej pacjentce nie dawano żadnych szans na leczenie w tym roku, z
niepewnością co do leczenia nawet w przyszłym.
– Chcę podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do przyspieszenia mojego
leczenia. W pierwszej kolejności "Naszemu Dziennikowi" i Telewizji Trwam za
pomoc medialną i skuteczną interwencję, bez czego sama nic nie mogłabym wskórać.
Swoje podziękowania pragnę skierować także do koordynatora oddziału
hepatologicznego Wojewódzkiego Szpitala Obserwacyjno-Zakaźnego w Toruniu dr
Bożeny Balewskiej-Hildebrandt oraz prowadzącej mnie na oddziale dr Dagmary
Krzyżanowskiej – wymienia wdzięczna pacjentka. Ma nadzieję, że ujawnienie
procesu leczenia: jak było, jest i – co ważne – jak może być w przypadku WZW
typu C, pomoże nie tylko jej, ale także wielu chorym, również samej służbie
zdrowia – lekarzom, którzy na oddziałach borykają się z problemami ze zdobyciem
większych pieniędzy, co z kolei umożliwi wyleczenie większej liczby chorych. –
Jeżeli życie pokazuje, że chorych na HCV jest więcej niż pieniędzy na ich
leczenie, to dlaczego nie zwiększyć nakładów? – pyta nasza rozmówczyni. –
Wierzę, że teraz ze strony ludzkiej wszystko zostanie zrobione jak należy,
reszta jest w rękach Pana Boga, który ufam, że z mojego przypadku wyprowadzi
dobro nie tylko dla mnie – mówi pani Jadwiga.
 

Mariusz Kamieniecki


Pragnę podziękować wszystkim, którzy przyczynili się do przyspieszenia
mojego leczenia. W pierwszej kolejności "Naszemu Dziennikowi" za skuteczną
interwencję, bez której sama nic bym nie wskórała – mówi pani Jadwiga

drukuj