„Uprzejme” zakończenie

Pan Mateusz Martyniuk, rzecznik prasowy Prokuratury Generalnej, w reakcji
na moje wypowiedzi dla "Naszego Dziennika" z 18 sierpnia br. "Doktrynerstwo
szkodzi" postawił mi kilka zarzutów, na które chciałabym odpowiedzieć.

1. Pan Rzecznik twierdzi, że w świetle obowiązującego prawa niemożliwe było
utworzenie wspólnego zespołu śledczego polsko-rosyjskiego do zbadania katastrofy
smoleńskiej, gdyż żadna z obowiązujących umów międzynarodowych łączących Polskę
i Rosję nie przewiduje instytucji wspólnego zespołu śledczego. Zdaniem
Rzecznika, Prokurator Generalny nie miał podstaw prawnych do zawarcia
porozumienia o utworzeniu wspólnego zespołu śledczego.
Nie można przyjąć tego poglądu Pana Rzecznika, gdyż między ministrem obrony
narodowej RP a ministrem obrony Federacji Rosyjskiej istniało w chwili
katastrofy i istnieje nadal porozumienie z 14 grudnia 1993 r. sporządzone w
Moskwie w sprawie zasad wzajemnego ruchu lotniczego wojskowych statków
powietrznych RP i Federacji Rosyjskiej w przestrzeni powietrznej obu państw.
Art. 11 tego porozumienia przewiduje m.in., iż: "(…) wyjaśnianie incydentów
lotniczych, awarii i katastrof (…) prowadzone będzie wspólnie przez właściwe
organy polskie i rosyjskie (…)". Trzeba przypomnieć, że przez pierwsze 3 dni
takie wspólne śledztwo było prowadzone. Czyli wspólny zespół śledczy jednak
działał, i to z udziałem polskiego akredytowanego Edmunda Klicha. Prokuratura
Generalna nie musiała mieć "własnego" porozumienia, gdyż to z 1993 r. dawało
podstawę prawną do wspólnego działania nie tylko MON, ale szerzej – "właściwym
organom". Organem takim z pewnością jest też Prokurator Generalny, który na
podstawie porozumienia mógł odpowiednie działania we wspólnym zespole
podejmować.

2. Pan Rzecznik twierdzi, że Prokurator Generalny nie ma tytułu prawnego do
zawierania umów międzynarodowych ani do wydawania aktów prawnych, ani też
rozporządzeń, by utworzyć wspólny zespół.
W tym miejscu należy powtórzyć, że Prokurator Generalny jako jeden z "właściwych
organów" mógł przyłączyć się do prac wspólnego zespołu śledczego przewidzianego
w art. 11 porozumienia z 1993 r.

3. Pan Rzecznik twierdzi, że rozmowa telefoniczna premiera Polski z prezydentem
Rosji nie może być potraktowana jako ustna umowa międzynarodowa, tym bardziej że
źródłem prawa w RP mogą być jedynie ratyfikowane umowy międzynarodowe i
opublikowane (ale "nie w "Naszym Dzienniku" ani Dzienniku Telewizyjnym"). Pan
Rzecznik w sprawach zawierania umów międzynarodowych odesłał mnie do ustawy z 14
kwietnia 2000 r. o zawieraniu takich umów.
Otóż, co do oczywiście istniejącej w prawie międzynarodowym możliwości
zawierania ustnych (choćby przez telefon w wyjątkowych wypadkach) umów
międzynarodowych odsyłam do swej obszernej wypowiedzi na ten temat w
"Rzeczpospolitej" z 21 września 2010 r. ("Umowa jednak była"). Ustna umowa w
taki sposób i w wyjątkowych okolicznościach zawarta ma zwykle charakter ogólny,
kierunkowy i stanowi podstawę do błyskawicznego wypełniania jej bardziej
szczegółowymi i konkretniejszymi postanowieniami tworzącymi wykonawcze procedury
doraźne. W sytuacjach nadzwyczajnych taka wola stron (państw) rodzi skutki
prawne także bez ratyfikacji i publikacji. Dla ważności umowy wystarczy jej
"zatwierdzenie" (jeśli nie są to sprawy, o których mówi art. 89, ust. 1 i art.
90 Konstytucji RP – a w omawianym przypadku nie są).
Art. 13, ust. 1 ustawy z 2000 r. o umowach międzynarodowych – do której odsyła
mnie Pan Rzecznik – mówi: "Związanie Rzeczypospolitej Polskiej umową
międzynarodową może wystąpić również w drodze podpisywania, wymiany not lub w
inny sposób dopuszczony przez prawo międzynarodowe". Inny sposób niż pisemny,
czyli np. ustny, sposób zawarcia umowy dopuszcza konwencja wiedeńska (por. też
art. 13, ust. 2, pkt 4 ustawy z 2000 r.). Ustna umowa podlega nie ratyfikacji,
lecz "zatwierdzeniu" (zob. art. 12, ust. 3 ustawy z 2000 r.). Zatwierdzenie zaś
dokonywane jest przez udzielenie zgody (art. 13 ust. 1 ustawy z 2000 r.) przez
Radę Ministrów na zawarcie takiej umowy. Sądząc z informacji na stronach
internetowych Rady Ministrów, rząd wysłuchał informacji premiera w jego rozmowie
z prezydentem Rosji i – jak można przypuszczać – zaakceptował jej przebieg i
propozycję Rosjan, by śledztwo w sprawie katastrofy prowadzić wspólnie. Innego
stanowiska Rady Ministrów, tj. niezgody na wspólne śledztwo, być przecież nie
mogło.
Co do publikacji, to jej brak także nie odbiera umowie międzynarodowej (np.
ustnej) ważności. Zgodnie bowiem z treścią art. 18, ust. 4 ustawy o umowach
międzynarodowych z 2000 r. prezes Rady Ministrów "może w wyjątkowych
przypadkach, ze względu na istotny interes państwa, w szczególności interes
obronności, bezpieczeństwa państwa i obywateli, odstąpić od obowiązku ogłoszenia
tej umowy [niewymagającej ratyfikacji, np. ustnej – przyp. K.P.] w Monitorze
Polskim".
Zasadę ważności umowy nieratyfikowanej ani niepublikowanej potwierdził ostatnio
prof. Marek Żylicz w swym artykule na temat katastrofy smoleńskiej w "Państwie i
Prawie" 4/2011, w odniesieniu do zał. 13 konwencji chicagowskiej. Pan profesor
stwierdził, iż prawo międzynarodowe nie jest zbyt formalistyczne i uznaje za
wiążące porozumienia niezwłocznie wprowadzone w życie, choć bez ratyfikacji i
publikacji.
4. Pan Rzecznik twierdzi, że to nie Prokurator Generalny powinien być adresatem
pytań o umowę międzynarodową, lecz inne organy. Prokurator będzie mógł tworzyć
wspólne zespoły, gdy zostanie z Rosją wynegocjowana odpowiednia umowa, potem
ratyfikowana i opublikowana.
W tym punkcie mogę tylko powtórzyć, że Prokurator Generalny powinien raczej był
mieć wiedzę o porozumieniu z 1993 r. i powinien był raczej – jako "właściwy
organ" z tej wiedzy skorzystać.

5. Pan Rzecznik zarzuca mi "mijanie się z prawdą" i "brak uczciwości", gdy
stwierdziłam w swej wypowiedzi dla "Naszego Dziennika", że były dyrektor
Departamentu Współpracy Międzynarodowej nie uzasadnił swego stanowiska, gdy
wyrażał pogląd o braku podstaw prawnych do utworzenia wspólnego zespołu
śledczego.
Formalnie, niejasnej od strony prawnej, wypowiedzi pana dyrektora Departamentu
nie można uważać za przedstawienie merytorycznego, opartego na konkretnych
przepisach uzasadnienia dla nieprowadzenia wspólnego śledztwa.

6. Myślę jednak, że moje opinie mają jak najbardziej charakter prawny, a nie
polityczny. Odnoszą się do istniejących regulacji i pozbawione są epitetów.

7. Bardzo dziękuję Panu Rzecznikowi za "uprzejme" zakończenie jego pisma.
"Uprzejmość" tego rodzaju – niestety dość często – zastępuje argumenty.

Łączę pozdrowienia

drukuj