Rezerwy za granicami

Rządowa nowelizacja ustawy regulującej utrzymywanie zapasów gazu ziemnego i
ropy naftowej na wypadek zagrożenia bezpieczeństwa energetycznego istotnie
zmienia system tworzenia rezerw tych surowców. Sejm dopuścił, aby polskie
rezerwy mogły być gromadzone w magazynach poza granicami naszego kraju.

Jeszcze przed zakończeniem tej kadencji Sejmu rząd usilnie chciał zakończyć
pracę nad nowelizacją ustawy o zapasach ropy naftowej, produktów naftowych i
gazu ziemnego oraz zasadach postępowania w sytuacji zagrożenia bezpieczeństwa
paliwowego państwa i zakłóceń na rynku naftowym. Na przedostatnim przed wyborami
posiedzeniu udało się to z sukcesem. Teraz ustawą zajmie się Senat. O sukcesie
trudno jednak mówić w materii, której ta znowelizowana ustawa dotyczy. Do tej
pory zapasy gazu, na którego brak nasza gospodarka jest szczególnie wrażliwa,
musiały być gromadzone w magazynach na terenie naszego kraju. Sejm głosami
koalicji PO – PSL oraz SLD przychylił się do propozycji rządu Donalda Tuska, aby
nasze energetyczne rezerwy mogły być gromadzone poza granicami Polski. Co prawda
nie umożliwiono, przynajmniej na razie, przechowywania – na wypadek ponownego
zakręcenia nam przez Rosję kurka z gazem – polskich rezerw na terytorium naszego
wschodniego sąsiada, lecz w krajach Unii Europejskiej oraz Europejskiego
Stowarzyszenia Wolnego Handlu. Minister gospodarki, wicepremier Waldemar Pawlak,
przed środowym głosowaniem nad uchwaleniem ustawy nie odpowiedział na zadawane
kilkukrotnie pytanie, czy jeszcze jakiś kraj Unii Europejskiej przechowuje swoje
strategiczne rezerwy gazu na terytorium obcego państwa. Najwyraźniej nie chciał
przyznać, iż Polska będzie pierwszym takim krajem w UE, i odwracając kota
ogonem, przekonywał, że rządowa nowelizacja wpłynie na poprawę naszego
bezpieczeństwa energetycznego. Zgodnie z jeszcze obowiązującymi przepisami
zapasy obowiązkowe gazu ziemnego są utrzymywane wyłącznie na terytorium Polski,
i to w magazynach, których instalacje zapewniają, że jest możliwe dostarczenie
przechowywanego gazu do systemu gazowego w okresie nie dłuższym niż 40 dni. Taki
sam, maksymalnie 40-dniowy okres na dostarczenie rezerwowego gazu ma obowiązywać
w przypadku surowca gromadzonego w magazynach poza granicami Polski. Wicepremier
Waldemar Pawlak przekonywał, iż umożliwienie przechowywania rezerw gazu poza
granicami kraju pozwoli na połączenie polskiego systemu obrotu gazem z systemem
europejskim, co tylko korzystnie wpłynie na nasze bezpieczeństwo energetyczne. –
W ustawie jest wyraźny zapis mówiący o tym, że tylko wtedy urząd energetyki
zgodzi się na to rozwiązanie, kiedy będzie techniczna możliwość dostarczenia
tego gazu do Polski – tłumaczył Pawlak. Warto jednak zauważyć, że gdy Rosjanie
przykręcali nam kurek z gazem bądź całkowicie zakręcili kurek Grecji, Macedonii,
Bułgarii czy Turcji, w tym czasie techniczna możliwość dostarczenia tego surowca
wcale nie ustawała, choć gaz przecież nie płynął. Można mieć co najmniej poważne
wątpliwości w przypadku jakiegoś szeroko rozumianego kataklizmu – właśnie na
wypadek którego gromadzone są rezerwy paliw – czyj okaże się ten "polski" gaz
zapasowy przechowywany w zagranicznych magazynach. Biorąc pod uwagę, że brak
dostaw gazu może doprowadzić do zapaści w całej gospodarce, mogą nagle pojawić
się w pełni uzasadnione przesłanki, aby w czasie tak olbrzymiego kryzysu
zgromadzonego w magazynach na terenie własnego kraju gazu pod żadnym pozorem za
granicę nie wysyłać. Umożliwienie przechowywania strategicznych rezerw tego
paliwa poza granicami kraju wręcz zaprzecza idei gromadzenia takich zapasów.
Można zadać sobie pytanie, dlaczego rząd zdecydował się zmienić zasady tworzenia
zapasów surowców energetycznych. Otóż zmiany w ustawie uzasadniane są żądaniami
Komisji Europejskiej, która ma nam grozić postępowaniem przed Trybunałem w
Strasburgu i wysokimi karami pieniężnymi. Komisja Europejska zakwestionowała
polskie przepisy w tej materii, argumentując, iż utrudniają one dostęp do
polskiego rynku firm z zewnątrz. Pewnym problemem okazała się m.in. zbyt mała
pojemność polskich magazynów na gaz. W związku z czym firmy, które – ze względu
na prowadzoną działalność – mają obowiązek gromadzenia zapasów gazu, z czysto
logistycznych powodów nie mogły tego zrobić, a więc nie mogły dostać się na
polski rynek. Koalicja nie zgodziła się na poprawkę do ustawy, która problem
rozwiązywałaby w ten sposób, iż możliwe byłoby gromadzenie zapasów gazu poza
granicami naszego kraju, gdyby zabrakło miejsca w magazynach na terenie Polski.
Posiłkowano się przy tym opinią Komisji Europejskiej, że "obowiązywanie wymogu
utrzymywania zapasów w magazynach na terenie Polski nie ma wystarczającego
uzasadnienia" i np. dyskryminuje unijne podmioty mające dostęp do magazynów poza
terenem Polski. Trudno jednak oprzeć się wrażeniu, iż dobieranie tego typu
argumentacji ma na celu przede wszystkim storpedowanie wszelkich działań państw,
które próbują w znacznym stopniu uniezależnić się od dyktatu gazowego Rosji, a w
kontekście budowy przez Niemcy i Rosję Gazociągu Północnego działają wbrew
interesom niemiecko-rosyjskim. Warto przy tym przypomnieć istnienie silnego
lobby rosyjskiego skutecznie na razie zniechęcającego do szukania przez państwa
UE alternatywy dla gazu rosyjskiego. Samo przeforsowanie budowy Nord Stream,
który zagrodził w znacznym stopniu dostęp do portu w Świnoujściu, pokazuje, że
jeżeli chodzi o wielkie pieniądze, to tak głośno powtarzane, szczególnie od
kilku lat, hasło o unijnej solidarności energetycznej całkowicie traci na
znaczeniu.

Artur Kowalski
 

drukuj