Premier zabronił debatować
Donald Tusk zabronił swoim ministrom brania udziału w debatach
organizowanych przez Prawo i Sprawiedliwość w Centrum Programowym tej partii.
Tłumaczył, że nie pozwoli, by ministrowie byli upokarzani wezwaniami do siedziby
PiS. Jednocześnie ogłosił, iż sam jest gotowy stanąć do debaty z Jarosławem
Kaczyńskim "choćby dziś". Do takiej debaty, przynajmniej na razie, nie dojdzie.
Prezes Prawa i Sprawiedliwości kontynuuje bowiem kampanijny objazd całego kraju.
Jeśli debata, to tylko na neutralnym gruncie – tłumaczył wczoraj Donald Tusk.
Politycy Prawa i Sprawiedliwości nie doczekali się na zaproszoną do Centrum
Programowego PiS minister edukacji narodowej Katarzynę Hall. Za nieobecność
minister na debacie całą odpowiedzialność wziął premier. – Zakazałem moim
ministrom, w tym także pani Katarzynie Hall, uczestniczenia w przedsięwzięciu,
które sam prezes Kaczyński nazwał wezwaniem i przesłuchaniem – powiedział Tusk.
– Ministrowie polskiego rządu są także reprezentantami polskiego państwa. Nie
pozwolę, aby ktokolwiek upokarzał publicznie tego typu niekulturalnymi
zachowaniami – dodał.
Ministrowie Donalda Tuska mogą więc w ramach kampanii wyborczej pozować – tak
jak właśnie minister Hall w jednym z tabloidów – do zdjęć z opuszczonymi
spodniami (podczas zabiegów rehabilitacyjnych w gabinecie lekarskim), jeśli
jednak przychodzi do opowiedzenia o tym, co przez cztery lata zrobili i
zamierzają zrobić w ciągu kolejnej kadencji, to już zgody premiera na to nie ma.
Wyraźnie nieufający przygotowaniu swoich ministrów do debaty z oponentami szef
rządu sam zaproponował Jarosławowi Kaczyńskiemu debatę. – Chcemy, co naturalne,
debaty z największą partią opozycyjną. Ja jestem do dyspozycji lidera PiS pana
prezesa Jarosława Kaczyńskiego choćby dziś – powiedział premier, zaznaczając, iż
około godz. 18.00 kończy zajęcia wynikające z jego urzędowego kalendarza i do
północy jest do dyspozycji.
Szef sztabu wyborczego PiS Tomasz Poręba zaznaczył, że aktualnie Jarosław
Kaczyński spotyka się z wyborcami i przebywa poza Warszawą, w Lubuskiem.
Politycy Platformy nie chcą debat na terenie swojego konkurenta politycznego,
wskazując jako miejsce takiej debaty "wolne media". Politycy PiS mogą się jednak
słusznie obawiać debat w którejś z zaprzyjaźnionych z PO telewizji
informacyjnych, zwłaszcza jeżeli do ich prowadzenia mieliby zostać wyznaczeni
dziennikarze na co dzień spijający słowa z ust Donalda Tuska, i być może
ponownie z udziałem widowni buczącej na konkurenta szefa Platformy. Mimo
deklaracji premiera, że jego ministrowie na debatach w Centrum Programowym PiS
się nie pojawią, ugrupowanie Jarosława Kaczyńskiego podtrzymało wczoraj
zaproszenie na środę – dla ministra infrastruktury Cezarego Grabarczyka.
Hall oblała test
Oczekujący na przybycie minister Katarzyny Hall na debatę były wiceminister
edukacji narodowej Andrzej Waśko przybliżył niektóre różnice programowe dzielące
w dziedzinie edukacji Prawo i Sprawiedliwość oraz Platformę Obywatelską.
Przypomniał, że PiS sprzeciwia się planom resortu edukacji, aby sześciolatki –
na podstawie rozporządzenia wydanego przez minister Hall – przymusowo poszły do
pierwszych klas. – Klub Parlamentarny PiS i środowisko edukacyjne, środowisko
rodziców mają co do tego zupełnie inne zdanie. PiS złożyło w Sejmie projekt
nowelizacji ustawy systemowej, która odsuwa tę ewentualną datę przesunięcia
sześciolatków do szkół o 8 lat, na rok 2020. My bierzemy pod uwagę fakt, że
szkoły nie są do tego przygotowane, a także argumenty rodziców – mówił Waśko.
Obecnie o tym, czy sześciolatek pójdzie do pierwszej klasy, decydują rodzice i
na wysłanie takiego dziecka do szkoły decyduje się co dziesiąty rodzic.
Waśko skrytykował także rozporządzenie o zmianie programowej zmierzającej do
wyspecjalizowania nauczania w dwóch ostatnich klasach liceum. W związku z czym
uczniowie będą mogli wybrać, czy chcą się uczyć historii i języka polskiego w
pełnym wymiarze, czy też ograniczonym. – Jest jakby tak, że tożsamość polska,
która jest przywiązana do znajomości polskiej historii, zostaje uczniom dana do
wyboru. Myślimy, że jest to rozwiązanie, którego absolutnie nie możemy przyjąć –
powiedział Waśko.
Podkreślał, iż Prawo i Sprawiedliwość jest przeciwne powszechnie krytykowanej
testowej formie egzaminów maturalnych. – W 2007 roku przygotowaliśmy projekt
rozporządzenia, który zmienia formę testową egzaminu maturalnego z języka
polskiego. Likwiduje prezentację, likwiduje test na rozumienie tekstu – to, co
jest przedmiotem krytyki nauczycieli i specjalistów. Pani minister Hall odesłała
ten projekt ad acta. Dzisiaj słyszymy, że te propozycje pojawiają się w
projektach Platformy Obywatelskiej. Pytanie: dlaczego projekt dobry odesłano ad
acta, dlaczego zwlekano z tym aż cztery lata, kto tutaj realizuje czyj program?
– dociekał profesor.
Wytknął jednocześnie, iż tylko w 50 proc. szkół istnieją działające gabinety
lekarskie, a w większości szkół nie ma już nawet gabinetów stomatologicznych.
Zwrócił także uwagę, że w sytuacji gdy powszechnie mówi się o upadku szkolnictwa
zawodowego, które – jak zaznaczył – powinno być dostosowane do wymogów rynku
pracy, MEN w ramach programu "Szkoła zawodowa – szkoła praktycznego wyboru" 4
mln zł z 20 mln zł przeznaczonych na ten program wydaje na konferencje i
warsztaty ekspertów MEN. Opowiedział się również m.in. za przywróceniem limitu
podręczników obowiązujących do danego przedmiotu w danej szkole – z czego w 2008
roku wycofał się rząd Donalda Tuska. – W związku z tym i w związku z
wprowadzeniem reformy programowej ceny podręczników wynoszą dziś dla szkoły
podstawowej 300 złotych. Dla gimnazjum – od 500 do 600 złotych. Dla liceum – od
600 do 700 złotych. Troje dzieci to jest koszt 2 tys. złotych. Należy przywrócić
te limity, które obowiązywały w roku 2007 i zostały w 2008 roku zniesione. To
nie może być dodatkowy podatek za realizowanie obowiązku szkolnego – stwierdził
Andrzej Waśko.
W obszarze edukacji Prawo i Sprawiedliwość jest przeciwne zmianom rozporządzenia
o nadzorze pedagogicznym, m.in. dlatego że efektem wprowadzonych zmian jest
praktyczne pozbawienie państwa wpływu na likwidację szkół. Poinformował, że PiS
wniosło o taką nowelizację przepisów, żeby kurator oświaty mógł sprzeciwić się
likwidacji szkół.
Artur Kowalski
