Nadchodzi czarna godzina
Jak wiemy z komunikatów rządowych, jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej.
Opozycja tego w zasadzie nie neguje, a tylko podkreśla, że to nie aktualny rząd
sprawił, że jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej, tylko właśnie opozycja, kiedy
jeszcze była rządem. I z jednego, i z drugiego przekazu wynika, że tak czy owak
to rząd sprawia, że jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej. Tymczasem to nie jest
wcale takie oczywiste, bo skądinąd wiemy, że jedna trzecia gospodarki pracuje w
szarej strefie, a więc w konspiracji zarówno przed rządem, jak i opozycją.
Setki tysięcy, a właściwie miliony ludzi w poczuciu odpowiedzialności za swoje
rodziny, swoje przedsiębiorstwa i wreszcie za gospodarkę narodową ze sporym
ryzykiem osobistym omijają prawa ustanowione przez naszych Umiłowanych
Przywódców, na rozkaz starszych i mądrzejszych z Brukseli. A omijają je dlatego,
że gdyby ich przestrzegali, to przyniosłoby to efekt taki sam, jak w przypadku
strajku włoskiego, który polega na tym, że pracownicy skrupulatnie przestrzegają
wszystkich przepisów i procedur. Rezultat strajku włoskiego jest jednak zawsze
taki sam jak strajku zwyczajnego – takiego jak w minioną środę w spółce Przewozy
Regionalne – kiedy to pracownicy zwyczajnie rzucają robotę. Przedsiębiorstwo
staje. W ten sposób mamy dowód, że te wszystkie przepisy i procedury na pewno
nie służą sprawnemu funkcjonowaniu państwa czy gospodarki, a tylko umocnieniu
czyjejś władzy czy hierarchii. W przypadku naszego nieszczęśliwego kraju –
władzy tajnych służb z komunistycznym jeszcze rodowodem i ich ekonomicznych
interesów, zagwarantowanych w ustanowionym jeszcze w 1989 roku modelu
kapitalizmu kompradorskiego, w którym dostęp do rynku i możliwość funkcjonowania
na nim zależy od przynależności do sitwy. Jeśli zatem gospodarka jako tako
funkcjonuje, to nie dzięki kolejnym rządom tylko – wbrew ich staraniom – dzięki
zwykłym ludziom, którzy, uwijając się w szarej strefie, dostarczają naszemu
Narodowi ekonomicznych podstaw egzystencji.
Największym problemem dla obywateli i gospodarki jest bowiem rząd, to znaczy
władza publiczna, która zasoby państwa rabunkowo eksploatuje na podobieństwo
okupanta, w dodatku – niepewnego jak długo się utrzyma. Jaki pan, taki kram,
więc nic dziwnego, że podatki, jakie można wycisnąć z gospodarki, już dawno
przestały na to wystarczać i niezależnie od postępującego zadłużania państwa z
szybkością dochodzącą już do 7 tys. zł na sekundę rząd zaczyna wyskrobywać
zapasy gromadzone na czarną godzinę. Chodzi oczywiście o Fundusz Rezerwy
Demograficznej, w którym gromadzone są środki na wypłaty emerytur w momencie,
gdy na skutek postępującego starzenia się społeczeństwa pieniędzy zabraknie. W
roku 2020 może zabraknąć 46 mld zł, a w roku 2025 – nawet 63 miliardy. Jak
wiadomo, w ciągu ostatnich 20 lat odsetek dzieci i młodzieży zmniejszył się u
nas aż o 10 procent, co sprawia, że system staje się z roku na rok coraz
bardziej niewydolny. Dlatego rząd, któremu zabrakło pieniędzy, już we wrześniu
zamierza sięgnąć po 4 mld zł ze wspomnianego Funduszu. Więc chociaż oczywiście
jest dobrze, a będzie jeszcze dobrzej, sytuacja ta przypomina scenę, jak to w
1939 roku uchodźcy z Polski zgłaszali się we Francji po zapomogi. Między innymi
pani, która sięgnęła po zapomogę ręką ozdobioną na każdym palcu pierścieniami z
brylantami. – Pani z takimi brylantami po zapomogę? – obruszył się urzędnik. –
Te brylanty to na czarną godzinę – odparła. – To już jest czarna godzina.
Stanisław Michalkiewicz
