Miejsce na cyfrowym polu
Na bezpłatnych multipleksach Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji znajduje
wolne częstotliwości wyłącznie dla nadawców lewicowo-liberalnych. Przy
cyfryzacji telewizji konsekwentnie wykluczana jest Telewizja Trwam i widzowie,
którzy identyfikują się z katolicką kulturą i światem wartości.
W ciągu najbliższych dwóch lat w miejsce dotychczasowych kilku programów
telewizyjnych dostępnych ze zwykłej anteny ma się pojawić ponad dwadzieścia.
Stanie się tak wskutek zmiany systemu nadawania sygnału telewizyjnego z
analogowego na cyfrowy. W ten oto sposób ukształtowany zostanie na nowo
krajobraz telewizyjny w naszym kraju. W ofercie znajdzie się trzykrotnie więcej
dostępnych treści, a nowe kanały telewizyjne będą bezpłatne. Czy dzięki tej
operacji zwiększy się pluralizm prezentowanych poglądów i powiększy konkurencja
na rynku mediów?
To zależy od decyzji Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji o przyznaniu koncesji
na nowe, wolne częstotliwości cyfrowe. Co tu dużo mówić – bezpłatna telewizja
naziemna to wizytówka kulturalno-ideowa każdego kraju, obraz tego, w jaki sposób
władze chcą zaspokajać potrzeby budowania wspólnoty, głoszenia prawdy i dawania
godziwej rozrywki wszystkim istotnym grupom społeczeństwa. U nas jak dotąd widać
wyraźnie, że wolne miejsca na cyfrowym polu zajmują jednak nadawcy z zamkniętego
kręgu ukształtowanego w latach 90. systemu mediów elektronicznych. Telewizyjny
krajobraz po cyfryzacji to mieszanka rozrywkowo-komercyjna o zdumiewająco
jednolitym profilu ideowym. Wszystkie pozytywnie przyjęte przez Krajową Radę
Radiofonii i Telewizji wnioski wywodzą się ze środowisk lewicowych i
liberalnych. Regulatorzy mediów nie skorzystali z okazji, by przy cyfryzacji
telewizji zapobiec wykluczeniu z mediów oferty konserwatywnej, związanej z
tradycją religijną naszego kraju. Wręcz przeciwnie, z pożałowania godną
zaciekłością pozbawiają te środowiska należnych im praw do udziału w przestrzeni
mediów, odcinając im techniczne środki dostępu do odbiorców i wykorzystując
wszelkie preteksty prawne, by utrudnić funkcjonowanie. Czy na dwadzieścia
bezpłatnych cyfrowych stacji TV nie ma prawa istnieć chociaż jedna zaspokajająca
potrzeby milionów widzów, którzy identyfikują się z katolicką kulturą i światem
wartości? Wszystko to dzieje się w sytuacji, gdy telewizja publiczna już
doszczętnie została ogołocona z ludzi i programów podejrzewanych o sympatie
prawicowe.
Podział wpływów w multipleksach
Dzięki decyzjom KRRiT podjętym jesienią ubiegłego roku oraz w kwietniu i lipcu
tego roku przyznane zostało już osiem nowych koncesji komercyjnych i miejsce dla
siedmiu programów TVP. Znajdą się one w trzech pakietach cyfrowych nazywanych
multipleksami. Do kilku województw dociera już sygnał multipleksu nr 2 (MUX 2),
z programem TVN, Polsat, PULS, TV4 oraz po jednym dodatkowym programie każdego z
tych nadawców. Podobnie TVP uruchomiła już własny MUX 3 o słabym zasięgu
nadawania, w którym na razie umieściła sygnał TVP Kultura i TVP Historia oraz
TVP1, TVP2, TVP Info. Sygnały te czasowo (do roku 2013) obecne będą także w
pierwszym multipleksie. Trwa przydzielanie ostatnich wolnych miejsc w MUX 1.
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji dała niedawno koncesję na naziemne nadawanie
telewizji cyfrowej na obszarze całego kraju dla POLO TV, muzycznej stacji
emitującej muzykę biesiadną i disco polo. Ta decyzja oznacza, że już drugie
miejsce w MUX 1 uzyskał związany z lewicą koncern medialny, czyli ZPR (m.in.
wydawca "Super Expressu" oraz właściciel ok. 20 proc. polskiego rynku hazardu).
Podczas pierwszego rozdziału koncesji na tym multipleksie w kwietniu koncesję
uzyskała ESKA TV, również należąca do tej grupy, także na program muzyczny.
Kwietniowa decyzja KRRiT, której niemal nikt nie zauważył, dała miejsce w
pierwszym pakiecie cyfrowym również dwu firmom zajmującym się dotąd produkcją
telewizyjną, zwłaszcza serialami, czyli ATM Grupie ("Ranczo") oraz spółce Stavka
(powiązanej z BESTA FILM, producentem m.in. "Londyńczyków"). Czwartą koncesję
otrzymała wtedy spółka Kino Polska, która jednak ku zaskoczeniu wszystkich z
tego dobrodziejstwa zrezygnowała, robiąc miejsce dla POLO TV.
O cztery miejsca w pierwszym multipleksie ubiegało się kilkunastu nadawców. Była
wśród nich także nadająca obecnie przez satelitę Telewizja Trwam. Krajowa Rada
odrzuciła jednak ten wniosek, w dość specyficzny sposób rozumiejąc zasadę
pluralizmu w naziemnej telewizji cyfrowej, do przestrzegania którego zobowiązana
jest ustawowo. W rezultacie powstał następujący podział wpływów: w trzech
bezpłatnych multipleksach łącznie TVP ma na razie dziesięć miejsc (docelowo
siedem lub osiem), POLSAT wraz z powiązaną z nim kapitałowo TV4 – cztery, TVN –
dwa, ZPR – dwa, PULS – dwa, ATM Grupa – jeden, Stavka – jeden.
Wniosek Telewizji Trwam odrzucony
Obecność w jednym z multipleksów oznacza dotarcie do kilkunastu milionów
potencjalnych nowych widzów, przy stosunkowo małej konkurencji (wybór z 20
stacji, a nie z 80-100, jak w pakietach płatnych). Szacuje się, że po uzyskaniu
dostępu naziemnego liczba widzów każdego z kanałów dostępnych dotąd odpłatnie z
satelity lub kablówki co najmniej się podwoi. Oznacza to istotne zwiększenie
wpływu danego nadawcy na odbiorców. Czy tego obawiają się decydenci, odrzucając
wnioski Telewizji Trwam i oferując w zamian wątpliwej wartości kanały
komercyjno-rozrywkowe? Do rozdysponowania w bezpłatnych multipleksach cyfrowych
zostały jeszcze tylko trzy miejsca, i to pod warunkiem, że zwolni je dziś
umieszczona tam czasowo telewizja publiczna. O tym, kto jeszcze uzyska dostęp do
tych trzech wolnych częstotliwości cyfrowych, zdecyduje w ciągu najbliższego
roku Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji, zdominowana do roku 2016 wyłącznie
przez ludzi związanych z PO, SLD i PSL. Jaka będzie dalsza polityka tego
regulatora mediów? Nie ma wątpliwości, że tylko pod wpływem zdecydowanego,
stanowczego i wytrwałego domagania się równego dostępu do mediów przez rzesze
ludzi sympatyzujące z Telewizją Trwam może się zmienić dotychczasowa polityka
dyskryminacji konserwatywnych odbiorców mediów.
Oczywiście, bez względu na to, czy KRRiT uzna wreszcie prawo widzów
nieakceptujących lewicowo-liberalnej oferty telewizyjnej do sprawiedliwego
udziału w przestrzeni medialnej i prawo niezależnych od tych środowisk nadawców
do istnienia, Telewizja Trwam nadal będzie dostępna poprzez sygnał satelitarny,
jak dotąd. Wiemy jednak, że wtedy wiele zależy od polityki operatora kablowego
lub platformy satelitarnej, pośrednika, który zechce lub nie umieścić jej sygnał
w swych płatnych pakietach. Nadal oferta konserwatywnych mediów będzie docierała
poprzez internet, nadal będzie można kupować "Nasz Dziennik" i niezależną prasę.
Ich odbiorcy wykładać będą własne pieniądze na ich rozwój i dokonywać dużych
wysiłków, by do nich dotrzeć. W tym czasie na cyfrowym telewizyjnym pastwisku
będą się pasły swobodnie i tuczyły nowe telewizje, korzystając z uprawnień,
ułatwień i przychylności władz. Jedni będą mieć utrudnienia i zakazy, drudzy –
ułatwienia i nadmiar przywilejów. A podobno żyjemy w kraju, gdzie mają
obowiązywać równe prawa i równe szanse dla wszystkich. Tych równych szans od lat
odmawia się jednak wielomilionowej społeczności Polaków szanującej wiarę i
tradycję.
Kto znajdzie się w pierwszej dwunastce?
O tym, jak wielkie znaczenie dla koncernów medialnych ma posiadanie prawa do
nadawania naziemnego, przypomina dramatyczny przebieg rozstrzygnięcia na
początku lat 90. kwestii, kto będzie pierwszym polskim komercyjnym nadawcą
telewizyjnym. Prezydent Lech Wałęsa w atmosferze skandalu odwołał wtedy
przewodniczącego Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Marka Markiewicza za to,
że nie po jego myśli wydana została koncesja dla Polsatu. Mniej burzliwie, ale
jednak w dość szerokiej dyskusji publicznej podejmowane były rozstrzygnięcia
kilka lat później, które doprowadziły do powstania imperium TVN. Z biegiem lat
coraz ciszej było wokół decyzji o przydziale kolejnych telewizyjnych
częstotliwości i zmian własnościowych, w rezultacie których Polsat powiązał się
kapitałowo z TV4, a TV PULS zdobywała tylko resztki z pańskiego stołu, musząc
się zadowolić słabym dostępem do widzów. Rozwój tego ostatniego nadawcy został
zresztą mocno ograniczony, jak twierdzą niektórzy eksperci, wskutek polityki
Urzędu Komunikacji Elektronicznej i jego poprzedników prawnych. Wiele lat trwały
bowiem spory o to, dlaczego niektóre wolne częstotliwości telewizyjne nie
zostały udostępnione, przez co utrwalał się system, w którym dominował Polsat i
TVN, a rozwój konkurencji został zahamowany.
Za nadawanie naziemne, w przeciwieństwie do taniej koncesji satelitarnej, trzeba
uiszczać dość słoną opłatę. Dlaczego więc medialni potentaci tak zaciekle o nie
walczą, mimo że wydawałoby się, iż chodzi o mniejszość społeczeństwa, która nie
korzysta z płatnej telewizji, dziś, kiedy stosunkowo łatwe jest uruchomienie
nadawania za pośrednictwem satelity? Okazuje się bowiem, że to właśnie nadawanie
naziemne daje istotną przewagę nad dziesiątkami innych kanałów satelitarnych.
Kiedy przyjrzymy się liście najpopularniejszych programów telewizyjnych, nadal w
pierwszej dziesiątce znajdują się wszyscy nadawcy posiadający częstotliwości
naziemne. Telewizje naziemne mają wciąż łącznie ponad 65 proc. udziału w
oglądalności. Nie tylko dlatego, że są lepsze od większości ze 160
polskojęzycznych stacji satelitarnych. Przyczyna tkwi także w tym, że ludzie
niechętnie zmieniają swe przyzwyczajenia. Ich gust ukształtowany został w
czasach, kiedy jeszcze nie mieli anteny satelitarnej i kablówki. Okazuje się
także, co warto wiedzieć, iż istnieją przytaczane przez wielu medioznawców
badania naukowe potwierdzające prawidłowość, że nawet mając do wyboru setkę
telewizyjnych kanałów, po pewnym czasie zorientujemy się, że stale oglądamy
tylko ok. 12 z nich. Tak skonstruowana jest ludzka psychika. Trwa więc zaciekła
walka o to, które z kanałów telewizyjnych znajdą się w owej pierwszej dwunastce
ulubionych przez większość Polaków. Byłoby z pożytkiem dla wszystkich, także
tych traktujących dziś z pogardą i nienawiścią Radio Maryja i Telewizję Trwam,
by w pierwszej dwunastce najchętniej włączanych programów telewizyjnych był
taki, w którym codziennie rozbrzmiewa Koronka do Miłosierdzia Bożego i Apel
Jasnogórski, w którym można zapoznać się z rzetelną informacją oraz dzięki
któremu można włączyć się we wspólnotę poczuwającą się do odpowiedzialności za
swój kraj.
Barbara Bubula
