Towarzyszom Kościół przeszkadza

Wydarzenia, jakich jesteśmy świadkami – począwszy od katastrofy
smoleńskiej 10 kwietnia ubiegłego roku, sprawiają wrażenie, jakby nad Polską
zawisło jakieś fatum. Najpierw prezydent elekt, podobno katolik, zakazuje
obecności krzyża na Krakowskim Przedmieściu, potem pijana tłuszcza spod znaku
Tarasa bezcześci krzyż i poniża modlących się pod nim ludzi. "Czcigodne"
osobistości głoszą wojnę polsko-polską, a niektórzy "czcigodni" senatorowie
wielką narodową traumę po tragedii smoleńskiej nazywają nekrofilią, polityczną
grą trumnami itp. Dziennikarska hucpa w narodowym sanktuarium podczas
pielgrzymki słuchaczy Radia Maryja przypomina, że spadkobiercy metod dawnego
systemu nie zasypali gruszek w popiele.

Walka z katolicyzmem – brutalna i bezwzględna – trwa nie od dziś. Marszałek
Sejmu Stefan Niesiołowski (też podobno katolik) pozwala sobie nazywać hierarchów
– ks. bp. Wiesława Meringa, ks. abp. Józefa Michalika, ks. abp. Mieczysława
Mokrzyckiego (sekretarza Jana Pawła II!) – kłamcami i nieukami. Księdzu
arcybiskupowi Mokrzyckiemu "doradza" wręcz, aby poszukał sobie innego zajęcia.
Na te kalumnie i chamstwo Komisja Etyki Poselskiej nie zareagowała.
W walkę z polskim katolicyzmem wpisuje się również pani, a właściwie należałoby
napisać towarzyszka, Iwona Śledzińska-Katarasińska, która doprowadziła do finału
rozpętaną przez Polsat prowokację wobec Radia Maryja; radia prześladowanego od
zawsze za to, że głosi prawdę, broni wartości i patriotyzmu; za to, że jest
jedną z ostatnich ostoi niezależnego słowa w Polsce.

Jak z prześladowanego zrobić prześladowcę
Opinia towarzyszki, znanej z gorących antysemickich wypocin w 1968 r.,
przeforsowana na posiedzeniu sejmowej Komisji Kultury i Środków Przekazu – to
najczystszej wody stalinizm. Pod przykrywką obrony swobody pracy dziennikarzy
prześladowanego określono jako prześladowcę, nie dawszy w ogóle Radiu Maryja, w
myśl zasady: "Audiatur et altera pars" – możliwości protestu, weryfikacji faktów
(Swoją drogą, dziwię się posłom z PiS, którzy tak łatwo dali się pozbawić głosu.
Wyjść z komisji – to najłatwiejsze rozwiązanie, ale czy skuteczne?). Opinia
Iwony Śledzińskiej-Katarasińskiej, pełna paralogizmów i ordynarnej propagandy,
oczywiście ze stosownymi wnioskami powędrowała do Krajowej Rady Radiofonii i
Telewizji oraz do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Stare,
bolszewickie metody. I wszystko to szyto – kryto. Po prostu przykład tłumienia
prawdy metodami zakulisowego terroru.

Uderzenie w sanktuarium Narodu
Prowokacja wymierzona w Radio Maryja jest też kolejnym – po eliminacji
niezależnych dziennikarzy i procesie wytoczonym Jarosławowi Markowi
Rymkiewiczowi – aktem bezpardonowej walki z wolnością słowa. Ale w przypadku
Radia Maryja i pielgrzymów zgromadzonych na Jasnej Górze 10 lipca br. jest to
coś więcej, coś absolutnie podstawowego dla tożsamości Polaków – hucpiarska
próba desakralizacji najświętszego sanktuarium Narodu. Dziesiątki tysięcy ludzi
przyjechały tam z całej Polski, by w modlitewnym skupieniu składać
dziękczynienie za bł. Jana Pawła II. I na to modlitewne zgromadzenie wdziera się
obcesowo (bez akredytacji) ekipa Polsatu. Chce koniecznie przeszkodzić
pielgrzymom we Mszy św., komentuje homilię, chce najwyraźniej znaleźć jakiś
przykład agresji ze strony rozmodlonych ludzi. A że nie znajduje – przeto
prowokator po prostu kopie uczestnika Liturgii. Ciąg dalszy jest znany –
prowokatorzy osiągnęli swój cel, a towarzyszka Katarasińska zadziałała. Niedługo
w ramach swobody wykonywania zawodu pseudożurnaliści będą wkraczali na Msze św.
jak na "zgromadzenia publiczne", bo tak – według towarzyszki Iwony
Śledzińskiej-Katarasińskiej – MSWiA powinno traktować zgromadzenia modlitewne.
Co tam konkordat i jego przepisy!

Musimy być mocni i odważni
O manipulacji Katarasińskiej nie będę już pisała, doskonale ją podsumował
Wojciech Reszczyński. Najgorsze jest to, że w katolickim kraju, który zręby
swojej wspaniałej kultury zbudował na chrześcijaństwie, w kraju, który wydał
Jana Pawła II i ks. Jerzego Popiełuszkę, jakieś dziennikarskie Tarasy próbują
zbezcześcić najświętsze sanktuarium Narodu. Ale to im się nie uda – siły
piekielne nie przemogą wiary Narodu i przesłania bł. Jana Pawła II. Czy
pamiętamy jeszcze, jak wołał: "Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi,
tej ziemi!"? Czy pamiętamy jego: "Totus Tuus, Mariae"?, jego "Musicie być
mocni"? Musimy być mocni i odważni, musimy działać, a nie milczeć pokornie.
Gdzie są Kluby Inteligencji Katolickiej? Gdzie jest Akcja Katolicka? Dlaczego
nie protestują przeciwko bezczeszczeniu sanktuarium Najświętszej Marii Panny na
Jasnej Górze przez hucpiarzy z Polsatu?
Jedno jest pewne, towarzysze i towarzyszki: Iwona Śledzińska-Katarasińska,
Ryszard Kalisz, Janusz Palikot et consortes – tą drogą – walki z Maryją i Jasną
Górą – z Narodem nie wygrają. "Bramy piekielne nas nie przemogą", choć może im
się zdawać, że już żyjemy pod słońcem szatana. Nawiązanie w tym momencie do
tytułu znakomitej powieści katolickiego pisarza francuskiego Georges´a Bernanos,
dobrze moim zdaniem oddaje sytuację w Polsce Anno Domini 2011.
 

Dr Elżbieta Morawiec

drukuj