ONZ dostrzegła Syrię

Rada Bezpieczeństwa ONZ do wczoraj nie była w stanie wypracować
jednolitego stanowiska wobec aktów przemocy, do jakich dochodzi w Syrii. W tym
czasie siły bezpieczeństwa w Damaszku atakowały przeciwników prezydenta Baszara
el-Asada. Jako pierwszy do zdecydowanej reakcji wezwał ONZ minister spraw
zagranicznych Włoch. Franco Frattini powiedział, że świat nie powinien
pozostawać bierny wobec masakry cywilów.

Syryjskie siły bezpieczeństwa atakowały wczoraj demonstrantów mimo ramadanu.
Według informacji organizacji obrońców praw człowieka, w wyniku tego ataku są
kolejne ofiary śmiertelne i ranni. Armia kontynuuje operację przeciwko oponentom
prezydenta Asada w Hamie na zachodzie kraju. Pojawiły się informacje, że we
wtorek późnym wieczorem czołgi ostrzeliwały okolice meczetów, by nie dopuścić do
protestów w nocy. Ich organizatorzy zapowiedzieli wcześniej, że podczas ramadanu
będą każdej nocy demonstrować przeciwko reżimowi prezydenta Baszara el-Asada.
Także w innych miastach wojska rządowe brutalnie rozprawiają się z
demonstrantami. Dziesiątki ludzi zostało rannych na zachodnich przedmieściach
Damaszku oraz w miastach Hasaka na północnym wschodzie kraju i w Latakii na
wybrzeżu w północno-zachodniej Syrii. Tam siły bezpieczeństwa otworzyły ogień do
demonstrantów tuż po zakończeniu modlitw w meczetach. Od początku marca w
antyprezydenckich demonstracjach zginęło w Syrii co najmniej 1600 osób.
Tymczasem Rada Bezpieczeństwa ONZ długo nie była w stanie osiągnąć zgody co do
wspólnego stanowiska wobec władz w Damaszku. Jednakże według oficjalnych
informacji wczoraj członkowie Rady "po raz pierwszy zasiedli do poważnych
rozmów" w tej sprawie. Punktem wyjścia tych negocjacji jest projekt rezolucji w
sprawie Syrii zaproponowany już dwa miesiące temu przez kilka państw Europy
Zachodniej. Według źródeł dyplomatycznych zwolennikom bardziej zdecydowanej
postawy wobec reżimu w Damaszku udało się przekonać powściągliwe w tej kwestii
Indie, RPA i Brazylię do włączenia się do rozmów, co zachęciło także Rosję i
Chiny (stałych członków Rady Bezpieczeństwa) do przystąpienia do negocjacji.
O tym, że rozpoczęcie rozmów "na poważnie" wydaje się nieco spóźnione, świadczy
reakcja włoskiego MSZ. Szef dyplomacji Italii Franco Frattini stwierdził, że
jego kraj nie może już dłużej pozostawać bierny wobec wydarzeń w Syrii. Pierwszą
decyzją włoskich władz było wezwanie na konsultacje włoskiego ambasadora w
Syrii. W wywiadzie dla katolickiego dziennika "Avvenire" Frattini podkreślił, że
Włochy proponują, aby swych ambasadorów wycofały wszystkie kraje Unii
Europejskiej, a także jeśli się da – kraje arabskie. Informując o zamrożeniu
projektów współpracy gospodarczej z władzami w Damaszku, szef włoskiego MSZ
oświadczył: "Rząd, który dokonuje masakry cywilów, nie otrzyma więcej ani
jednego euro od Włoch".
Wreszcie wczoraj późnym wieczorem Rada Bezpieczeństwa ONZ potępiła krwawe
represje, których dopuszcza się rząd Syrii na ludności cywilnej. Zaapelowała o
natychmiastowe wstrzymanie aktów przemocy. Piętnastu członków Rady potępiło
"powszechne łamanie praw człowieka i użycie siły przeciwko cywilom ze strony
władz syryjskich".
 

Łukasz Sianożęcki, Reuters, PAP

drukuj