Rzeki nie podporządkują się zapisom
Z posłem Stanisławem Ożogiem (PiS), członkiem sejmowej Komisji Samorządu
Terytorialnego i Polityki Regionalnej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Doświadczenia ostatnich dni pokazały, że rząd Donalda Tuska nie wyciągnął
wystarczających wniosków po ubiegłorocznej powodzi. Nie ma nawet ustawy
przeciwpowodziowej, o której tak wiele mówiło się powodzianom.
– Projekt ustawy trafił do komisji ochrony środowiska i powołanej w tym celu
podkomisji. Jednak z informacji, jakie posiadam, wynika, że nie ma najmniejszych
szans, by w tej kadencji parlamentu ustawa przeciwpowodziowa została przyjęta.
Zgodnie zatem z prawdziwymi intencjami pomysłodawców trafi do kosza i będzie
problemem dla przyszłego rządu. Projekt tej ustawy nie przewidywał dobrych
rozwiązań, które mogłyby się sprawdzić w życiu. Likwidacja regionalnych zarządów
gospodarki wodnej i przekazanie ich kompetencji administracji rządowej, a więc
wojewodom, niczego nie załatwia, bo trzeba pamiętać, że powódź nie występuje w
granicach administracyjnych województw, powiatów czy gmin. Dlatego powinna to
być silna jednostka z doświadczoną, kompetentną kadrą, a przede wszystkim z
kompetencjami finansowymi, która będzie się zajmować szeroko pojętym
zarządzaniem gospodarką wodną w dorzeczu rzeki.
Tymczasem mamy do czynienia z sytuacją, kiedy kto inny zarządza wałami, a kto
inny międzywalem…
– Nie można dzielić dopływów czy samych rzek, bo nie wiadomo, na kogo spada
odpowiedzialność. Chyba że komuś zależy na zamieszaniu i rozmyciu
odpowiedzialności. Przyszedł czas, by przestać udawać, że coś się robi, a
naprawdę wziąć się do pracy. Straty oszacowane przez MSWiA po ubiegłorocznej
powodzi w infrastrukturze przekroczyły 112 mld złotych. Rzeczywiste straty,
jakie poniosły gospodarstwa indywidualne, są jednak trudne do oszacowania. Tylko
na Podkarpaciu w infrastrukturze komunalnej wyniosły one 1,2 mld złotych. A
rzeki znów wezbrały.
Jaki procent strat został dotychczas usunięty?
– W ubiegłym tygodniu w Rzeszowie minister Jerzy Miller chwalił się odsetkiem,
jaki został wysupłany z kasy państwowej na usuwanie skutków powodzi. Tak
naprawdę nie ma się jednak czym chwalić. Bo gdzie są działania rządu, które w
sposób systemowy zabezpieczyłyby skutki powodzi? Mówiąc to, mam świadomość, że
wobec żywiołu czy szczególnych zdarzeń typu trąba powietrzna wszyscy jesteśmy
bezsilni i nie wszystko da się skutecznie zabezpieczyć. Natomiast porządkowanie
dorzecza górnej Wisły (stosowny projekt przygotował rząd premiera Jarosława
Kaczyńskiego jeszcze w sierpniu 2007 r.) powinno się dzisiaj odbywać – a tak nie
jest.
Co przemawia za tym programem?
– O skuteczności i potrzebie realizacji tego programu niech świadczy chociażby
podobny program Odra 2006 zrealizowany w ponad 30 proc., który jednak znacząco
zminimalizował skutki powodzi. Owszem, zdarzają się powodzie, ale nie na taką
skalę jak chociażby w 1997 roku. Program Odra 2006 powinien być dokończony, ale
jednocześnie należy wdrożyć do realizacji przygotowany program regulacji
zabezpieczeń przeciwpowodziowych dorzecza górnej Wisły. Na to wszyscy liczą, nie
tylko na Podkarpaciu, ale także na Śląsku, w Małopolsce czy w województwach
świętokrzyskim i lubelskim. Trudno było jednak oczekiwać, że będzie to
realizowane za rządów Donalda Tuska i PO, kiedy mamy do czynienia tylko z
pozorowanymi działaniami.
Chce Pan powiedzieć, że w tej chwili nawet w tej dziedzinie, gdzie zagrożone
jest bezpieczeństwo i życie ludzkie, schemat postępowania dyktuje głównie
marketing polityczny?
– Niestety tak. Doświadczaliśmy tego chociażby w ubiegłym roku, kiedy premier
pojawiał się na wałach i w obliczu tragedii powodzi opowiadał bzdury o winie
takiego czy innego wójta, którego społeczeństwo sobie wybrało, tym samym
zrzucając odpowiedzialność z siebie i podległej mu administracji rządowej. To, z
czym mamy obecnie do czynienia, to kolejna odsłona obłudy partii rządzącej
nastawionej jedynie na korzystny wynik wyborczy. Wydaje mi się, że społeczeństwo
dostrzega tę grę, oceniając negatywnie ten rząd.
Dziękuję za rozmowę.
