Raport Karli Lanckorońskiej

Wśród licznych zasług hrabiny Karoliny Lanckorońskiej, wybitnego naukowca,
historyka sztuki, patriotki i mecenasa spraw polskich za granicą, założycielki
Polskiego Instytutu Historycznego w Rzymie, znajduje się również odważne
świadectwo prawdy na temat zbrodni dokonanej na profesorach lwowskich w lipcu
1941 roku. Na skutek niezwykłego splotu okoliczności prawda ta została Karolinie
Lanckorońskiej ujawniona przez przesłuchującego ją szefa lwowskiego gestapo
Hansa Kruegera.

Kataklizm II wojny światowej zastał Karolinę Lanckorońską, córkę hrabiego Karola
Lanckorońskiego i jego kolejnej (trzeciej) małżonki Małgorzaty von Lichnowsky,
we Lwowie – mieście "wiecznie wiernym". W tym czasie pełniła już tam funkcję
kierownika katedry historii sztuki na Wydziale Humanistycznym Uniwersytetu Jana
Kazimierza, jak również funkcję sekretarza Towarzystwa Polskich Badań
Historycznych. Zajęcie miasta przez Sowietów nie przerwało jej pracy
uniwersyteckiej, od razu zaangażowała się też w działalność niepodległościową.
Zagrożona dekonspiracją i aresztowaniem przez Rosjan 3 maja 1940 r. przeszła na
stronę niemieckiej okupacji. Była żołnierzem Związku Walki Zbrojnej, potem Armii
Krajowej w stopniu porucznika. Z rozkazu swoich przełożonych brała udział w
pracach Rady Głównej Opiekuńczej, utrzymując m.in. kontakt z wieloletnim
przyjacielem rodziny, ks. abp. krakowskim Adamem Sapiehą, i oczywiście z szefem
RGO Adamem Ronikierem.

Niebezpieczna misja i aresztowanie
W styczniu 1942 r. Karolina Lanckorońska ponownie znalazła się we Lwowie i
przystąpiła do organizowania filii RGO (czyli de facto Komitetu Polskiego) w
województwie stanisławowskim. Jej bezpośrednim przełożonym został Tadeusz
Komorowski "Bór". Wstrukturach RGO zorganizowała legalną kontrolę opieki
więziennej i rozpoczęła objazdy miejsc odosobnienia na terenie Generalnej
Guberni. Znajomość języka niemieckiego, arystokratyczne pochodzenie robiły na
Niemcach spore wrażenie, umożliwiając skuteczne działanie. Nie bała się
interweniować i domagać się lepszych warunków dla uwięzionych współrodaków. W
związku ze swoją aktywnością została w Stanisławowie bardzo szybko (bo już w
maju 1942 r.) aresztowana przez gestapo. Oto, jak utrwaliła ten moment w swoich
"Wspomnieniach wojennych": "(…) Po chwili strażnik wrócił i kazał mi iść ze
sobą. Szliśmy znowu przez podwórze do głównego budynku na ul. Bilińskiego,
schodami do góry, do Kruegera. Kazano czekać w dobrze mi znanym przedpokoju.
Siadłam na jednym z malinowych krzeseł. Sekretarka weszła do Kruegera, po chwili
wyszła. Jest pani aresztowana (…) i oświadczyła mi, że Hauptsturmfuehrer
(kapitan) zabrania mi siedzieć na krześle, mam wstać. Wstałam więc i dopiero
teraz – tyle mi potrzeba było czasu i dowodów – dopiero teraz zrozumiałam, że
mnie Krueger zamknął! (…)".
Przesłuchiwał ją znany ze swej brutalności i bezwzględności wobec miejscowych
Polaków i Żydów szef gestapo w Stanisławowie, Hauptsturmfuehrer Hans Krueger:
"(…) Gdy weszłam, Krueger znów oczu nie podniósł, tylko powiedział: "A więc
widzimy się znowu, a zwyciężyłem ja. Pani pojedzie do obozu koncentracyjnego
Ravensbrueck, bei Fuerstenberg, Mecklenburg". – "Kiedy?" – zapytałam. Uderzył
pięścią w stół i znów zaczął z miejsca krzyczeć: "Co? Jeszcze! Jeszcze pani ma
odwagę!". Roześmiałam się. "A cóż mi innego pozostaje?" – zapytałam".

Wyznania Hansa Kruegera
Będąc głęboko przekonany, że Karolina Lanckorońska dostanie za swą konspiracyjną
działalność wyrok śmierci, gestapowiec zaczął chełpić się przed swoją ofiarą
rolą, jaką miał odegrać w mordzie na profesorach lwowskich w nocy z 3 na 4 lipca
1941: "(…) Przecież my, kiedy wkraczamy, zawsze mamy już gotowe spisy tych
osób, które mają być aresztowane. To zawsze tak jest. Wie pani, gdzie również
tak było? – tu roześmiał się dziko. – We Lwowie! Czy pani wie, o czym mówię w
tej chwili? We Lwowie! Znowu wydał dziki śmiech. Tak, tak Profesorowie
Uniwersytetu! Ha, ha to moje dzieło, moje! Dziś, gdy już pani nie wyjdzie, mogę
jej to powiedzieć! Tak, tak w… (tu wymienił jakiś dzień tygodnia, wydaje mi
się, że czwartek) – kwadrans po trzeciej rano (…). Tak, byłem wtedy we Lwowie
krótko, z oddziałem gestapo przydzielonym do Wehrmachtu (…). Teraz patrzał mi
w oczy. Mam wrażenie, że widział, że tym razem mu się udało, że strzał był
celny, bo się wyraźnie cieszył. Mnie się tymczasem zdawało, że mi ktoś wbija
młotkiem w mózg takie słowa: "A więc oni nie żyją, a mordercą jest TEN!". I
szybko, jak we śnie, mignęły mi postacie Renckiego, Dobrzanieckiego,
Ostrowskiego i tylu innych. Widziałam zgasłą twarz pani Longchamps (…)
pomyślałam o Wulce, o tym, jak tam prowadzono o świcie grupę osób, w tym jedną
kobietę kulawą (…) Pani Ostrowska miała chorą nogę (…)".

Kolejny wątek w relacji Kutschmanna
Po kilku tygodniach pobytu w Stanisławowie Karolinę Lanckorońską przewieziono do
Lwowa i osadzono w zakładzie karnym na ul. Łąckiego. Tam była przesłuchiwana
przez kolejnego funkcjonariusza gestapo Waltera Kutschmanna, który m.in.
poinformował ją o tym, że ze Stanisławowa wydostała się dzięki staraniom swojej
włoskiej części rodziny i za sprawą brata. Jej aresztowanie wywołało też
interwencję dworu sabaudzkiego, zabiegano u samego Heinricha Himmlera o jej
zwolnienie. Kutschmann stwierdził przy okazji, że to dla Lanckorońskiej powinien
być nie lada zaszczyt, że sam Reichsfuehrer SS wstawił się za nią. Miał temu
intensywnie przeciwdziałać Krueger, który w ostatecznym rozrachunku za
wyjawienie tajemnicy mordu na lwowskich profesorach został później zdegradowany.
W trakcie tych "dyskusji" Lanckorońska opowiedziała Kutschmannowi o zwyrodniałym
postępowaniu Kruegera wobec Polaków w Stanisławowie. Przy okazji nie omieszkała
wspomnieć o mordzie na profesorach lwowskich i mocnym wyznaniu Kruegera w tej
sprawie. Z kolei Kutschmann odsłonił inny wątek tej sprawy: "(…) ja byłem przy
tym. Służyłem pod nim. Kazał mi owej nocy przyprowadzić drugą grupę profesorów
według spisu, który mieliśmy od Ukraińców studiujących w Krakowie. Powiedziałem
Kruegerowi, że nikogo nie zastałem w domu, dlatego ci ludzie nie zostali
zamordowani (…)".
Ostatecznie Karolina Lanckorońska została przeniesiona ze Lwowa do obozu
koncentracyjnego Ravensbrueck (tam otrzymała nr obozowy 16076). Jedna z
funkcyjnych przywitała ją słowami: "(…) Na, Sie sind eine Polin…" – "Pani
jest Polką… Ja jestem Niemką, siedzę już cztery lata (…) was to my znamy
dobrze. Bo jedne tylko Polki wchodzą tu zgłową do góry i z miną po prostu
wesołą". Uwolnienia z obozu Karolina Lanckorońska doczekała się po interwencji
Carla J. Burckhardta, prezesa Międzynarodowego Czerwonego Krzyża.

Kwestia profesorów lwowskich przed sądem
Po uwolnieniu Karolina Lanckorońska rozpoczęła współpracę z 2. Korpusem Polskim
gen. Władysława Andersa jako oficer prasowy. Zajęła się m.in. organizacją
studiów dla zdemobilizowanych żołnierzy na emigracji. Po wojnie zeznania
Lanckorońskiej oraz przekazany byłemu rektorowi Uniwersytetu Lwowskiego
Stanisławowi Kulczyńskiemu tzw. Raport Karli Lanckorońskiej (ukazał się drukiem
w 1977 r.) stały się istotnymi dowodami w wyjaśnieniu zbrodni lwowskiej i
znalazły się też w aktach postępowania prokuratorskiego w tej sprawie. W 1967 r.
Karolina Lanckorońska zupełnie przypadkiem dowiedziała się, że w Muenster w
Westfalii stanął przed sądem Hans Krueger, szef gestapo ze Stanisławowa,
oskarżony o masowe mordy na Żydach. W porozumieniu ze swoim adwokatem dr.
Chmielewskim wystosowała list do niemieckich władz sądowych, w którym
proponowała, że może wystąpić przed niemieckim sądem jako świadek, co po
nagłośnieniu sprawy przez prasę szwajcarską wywołało błyskawiczną i pozytywną
reakcję niemieckiego wymiaru sprawiedliwości.
Podczas rozprawy Karolina Lanckorońska opisała aresztowanie, pobyt w więzieniu i
przesłuchanie przez Kruegera, nie pomijając faktu przechwalania się przez niego
dokonaniem mordu na profesorach lwowskich. Prowadzący rozprawę sędzia pouczył
przesłuchiwaną o tym, że rozprawa dotyczy Stanisławowa, i do tego ma ograniczyć
się jej zeznanie. Jednakże po interwencji przysięgłych sąd zezwolił na omówienie
kwestii profesorów lwowskich. Krueger i jego obrońca milczeli zarówno w trakcie
zeznań, jak i po nich.
Nieoczekiwanie Karolinę Lanckorońską zaatakował prokurator, zarzucając polskiemu
podziemiu brak współpracy z sowieckimi skoczkami spadochronowymi, którym – jego
zdaniem – podziemie powinno udzielić schronienia oraz wsparcia logistycznego.
Spotkało się to z ripostą Karoliny Lanckorońskiej: "Panie prokuratorze,
bolszewicy są i byli największymi wrogami Polski i Polacy nie mieli z Rosją
komunistyczną nic wspólnego". Prokurator stwierdził jednak, że Krueger zeznawał
w tej kwestii zupełnie co innego. W sposób niespodziewany słowa prokuratora
zakwestionował sam oskarżony, z wściekłością wykrzykując w stronę oskarżyciela,
że to nie Polacy (którzy nienawidzili Sowietów), ale Ukraińcy udzielali im
wsparcia. Po tym nieoczekiwanym wybuchu siedzący na ławie oskarżonych
gestapowiec dalej milczał.

Świadectwo wciąż aktualne
Po złożeniu zeznań odebrano od niej przysięgę na krucyfiks, że to, co mówiła,
jest absolutnie zgodne z prawdą. Cały czas podczas rozprawy i po jej zakończeniu
ze względów bezpieczeństwa towarzyszyły Karolinie Lanckorońskiej co najmniej 2
osoby. Po pewnym czasie odbyła briefing z dziennikarzami: "(…) Żydzi i
nie-Żydzi. Zadawali liczne, raczej banalne pytania. Sprawa profesorów lwowskich,
o którą mnie tak bardzo chodziło, mniej ich interesowała (…). O kilku
szczegółach dowiedzieli się ode mnie. Jeden z nich mi powiedział, że moje
świadectwo stawia Kruegera w trudnej sytuacji, szczególnie dlatego, że o mnie
już na początku procesu była mowa. Krueger wówczas oświadczył, że byłby
natychmiast oczyszczony z zarzutów, gdyby jeszcze żyła Graefin Karolina
Lanckorońska, która dobrze wiedziała, ile on pomagał i Polakom, i Żydom, ale –
niestety – ta pani zginęła w Ravensbrueck (…)".
Hans Krueger ostatecznie skazany został na dożywocie za zbrodnie dokonywane na
Żydach w Stanisławowie. Natomiast uniknął odpowiedzialności za mord na polskich
profesorach.
Świadectwo Karoliny Lanckorońskiej próbowano podważać. Pojawiały się głosy, że
mogło być ono jedynie echem przechwałek oskarżonego. Z kolei według Szymona
Wiesenthala, mordu tego miał dokonać Kutschmann, ukrywający się później w
Argentynie. Przy okazji należy też zwrócić uwagę na błędne informacje
pojawiające się w prasie niemieckiej z tego okresu, która sugerowała, że mord na
profesorach lwowskich był elementem holokaustu, podczas gdy wśród naukowców
zamordowanych na Wzgórzach Wuleckich nie było nikogo, kogo Niemcy
identyfikowaliby jako Żyda.
Zaprzeczeniem wspaniałego, europejskiego i humanistycznego dziedzictwa Karoliny
Lanckorońskiej była postawa niektórych ukraińskich gospodarzy, jaką
zaprezentowali podczas niedawnego odsłonięcia pomnika ku czci pomordowanych we
Lwowie w roku 1941 polskich profesorów.

 

Dr Piotr Łysakowski
 


Autor jest historykiem, specjalizuje się w historii Niemiec. Pracownik Biura
Edukacji Publicznej IPN w Warszawie.

drukuj