Węgierski powrót do kultury życia

Z dr. Imre Teglasym, założycielem i przewodniczącym węgierskiej
organizacji Sojusz Alfa na rzecz Życia oraz członkiem Stowarzyszenia Bioetyków
Chrześcijańskich, rozmawia Mariusz Bober

Rząd Węgier prowadził w przestrzeni publicznej kampanię informacyjną
promującą adopcję zamiast aborcji, co wywołało furię brukselskiej biurokracji.
Czy brutalne naciski Komisji Europejskiej wpłyną na postawę rządu Viktora Orbána?

– 8 marca unijna komisarz ds. sprawiedliwości Viviane Reding powiedziała w
Strasburgu, że kampania na rzecz życia zorganizowana przez węgierski rząd nie
jest zgodna z wytycznymi unijnego projektu pod nazwą "Postęp". Dodała, że nasz
kraj zostanie ukarany, jeśli rząd nie zakończy kampanii i nie usunie z ulic i
stacji metra wszystkich plakatów. To nie przypadek, że powiedziała to podczas
dyskusji na temat nowej konstytucji Węgier, w której znalazł się zapis o
ochronie życia od poczęcia. Niektórzy eksperci szacowali, że Węgry musiałyby
zapłacić nawet 100 mln forintów [ok. 150 mln zł – red.] kary za
"nieposłuszeństwo". Ale ponieważ wraz z zakończeniem węgierskiej prezydencji
została również zakończona kampania, więc nie było potrzeby wykazywania
posłuszeństwa lub nieposłuszeństwa wobec ultimatum wystosowanego przez Viviane
Reding. W odpowiedzi setki rodzin czekających na adopcję dzieci wystosowały list
otwarty wspierający cele tej inicjatywy. Stwierdzono w nim, że "ta kampania nie
wymusza żadnej decyzji na kobietach spodziewających się dziecka, a jest raczej
dla nich pomocą poprzez zwrócenie uwagi na to, że mają inny wybór. Polega on na
tym, że kobiety dostrzegają, iż jest inne rozwiązanie zarówno dla [ich poczętych
– red.] dzieci (pozostają one przy życiu), jak i dla samych kobiet (…)".

Kampania rządowa i postulaty rodzin nabierają szczególnego znaczenia wobec
krwawego żniwa, jakie na Węgrzech zbiera funkcjonująca od lat ustawa
aborcyjna…

– Na Węgrzech dokonuje się rocznie ok. 40 tys. aborcji i ok. 150 przypadków
dzieciobójstwa np. na skutek porzucenia noworodków przez matki. W ten sposób w
okresie dyktatury polityki antyurodzeniowej – od 4 czerwca 1956 r. do dziś – w
moim kraju zabito ponad 6 mln poczętych dzieci [60 proc. obecnej liczby ludności
kraju – red.]. Władze wskazują, że wskaźnik aborcji na Węgrzech jest dwukrotnie
wyższy niż w innych krajach Unii Europejskiej. Na 1000 urodzonych dzieci zabija
się aż 447, podczas gdy w Finlandii 172, a w Czechach – 208. Jako urzędowy
doradca adopcyjny często spotykam się z powszechnym, błędnym i grzesznym
przekonaniem, że aborcja jest dla kobiety spodziewającej się dziecka mniej
destrukcyjnym działaniem niż oddanie go do adopcji. Rządowa kampania miała
przyczynić się do zmiany tego sposobu myślenia w kierunku większego poszanowania
życia, co mogłoby doprowadzić do zahamowania złych tendencji demograficznych na
Węgrzech. Władze chciały uświadomić kobietom, że zamiast aborcji, która prowadzi
do poważnych psychicznych i somatycznych urazów, mogą oddać dzieci do adopcji.
Tym bardziej że statystyki pokazują, iż w naszym kraju mamy prawie czterokrotnie
więcej rodziców oczekujących na adopcję niż samych dzieci!

Jak ocenia Pan zachowanie Komisji Europejskiej jako działacz pro-life? Czy de
facto nie jest to uderzenie w suwerenność państwa węgierskiego?

– Na stronie internetowej komisarz Viviane Reding można przeczytać wzniosłe
stwierdzenia na temat "znaczącego postępu", jakiego UE dokonała w dziedzinie
zapobiegania handlowi dziećmi oraz przemocy wobec nich, jak również ubóstwa i
pracy dzieci, prostytucji, dyskryminacji itd. Mimo to nie znam żadnego unijnego
projektu dla Węgier, który rozwiązywałby np. problem handlu nowo narodzonymi
dziećmi, jaki występuje w wielu węgierskich szpitalach. Z powodu dużej liczby
prostytutek Budapeszt jest uważany przez cudzoziemców za "Bangkok Europy". W
strasburskich biurach pewnie nikt nie jest zainteresowany tym, że aż 31 proc.
węgierskich dzieci jest niedożywionych. Według mnie, ten atak niektórych
unijnych biurokratów oraz instytucji na kampanię informacyjną na rzecz życia
jest podobny do tego wymierzonego w nową węgierską konstytucję, która szanuje
życie oraz uznaje małżeństwo jako związek kobiety i mężczyzny. Tak więc za
pośrednictwem unijnego komisarza próbuje się wymusić na państwie członkowskim UE
odejście od własnej, niezależnej polityki rodzinnej na rzecz unijnej. W
Parlamencie Europejskim mówi się o tzw. unijnych wartościach, które wcale nie są
zdefiniowane w odniesieniu do wartości życia poczętego. Ten przykład pokazuje,
jak można rozpętać wojnę przeciw suwerenności danego kraju. Obecnie jest tak w
przypadku Węgier, ale innym razem może dotyczyć Irlandii lub Polski. Ksiądz
kardynał Jozsef Mindszenty ostrzegał nas w 1962 r., gdy Związek Sowiecki
sprawował kontrolę nad naszym krajem: "Nie pozwólcie, by Sowieci sięgnęli do łon
węgierskich kobiet rękami tak zwanych "doktorów" i "farmaceutów", łamiących ich
własne przysięgi. Kto to czyni, zaprzecza istocie bycia Węgrem, staje się
kryminalistą wspierającym obce siły przeciw swemu własnemu narodowi za małe
wynagrodzenie".

Kampania informacyjna węgierskiego rządu przyniesie zmiany w nastawieniu
społeczeństwa wobec obrony życia?

– Mam nadzieję, że ta kampania była jedną z pierwszych na rzecz powrotu Węgier
na drogę kultury życia i po niej nastąpią kolejne. Jednak zmiany, których
potrzebujemy, nie polegają tylko na przemianie mentalności węgierskiego
społeczeństwa. Musimy również dążyć do tego, by dać prawdziwą wolność kobietom,
znosząc dyskryminację macierzyństwa. Ta głęboka społeczna i mentalna zmiana
i/lub skrucha powinny być wspierane również na płaszczyźnie gospodarczej. Nowy
rząd przyjął pewne regulacje w tym kierunku, m.in. w dziedzinie polityki
podatkowej, które dowartościowują rodziny. Mimo to nadal naszym wyzwaniem jest
narzucany model rodziny bez dzieci, z małżonkami nastawionymi wyłącznie na pracę
zawodową i konsumpcję. Wciąż wyzwaniem jest to, by krótkoterminowe interesy
jednostek stały się zbieżne z długofalowymi potrzebami narodu.

Komu w węgierskim rządzie tak naprawdę zależy na zmianie przepisów, by
chroniły życie? Politycy zwykle nie chcą forsować podobnych rozwiązań, bojąc się
spadku notowań…

– Część polityków związanych z dominującymi w węgierskim parlamencie partiami
jest pozytywnie nastawiona do życia i pozostaje w nurcie chrześcijańskiego
dziedzictwa Węgier, inni zaś przejawiają proaborcyjną mentalność. Mimo że
otwarte zadeklarowanie postawy pro-life rzeczywiście grozi spadkiem poparcia, to
np. wśród przywódców Węgierskiej Chrześcijańsko-Demokratycznej Partii Ludowej,
czyli Jobbiku, są osoby działające na rzecz obrony życia. Z kolei niektórzy
politycy Fideszu są dumni z obecnego prawa aborcyjnego. Akceptują je jako ich
własny "produkt wolności", twierdząc, że "niepłodność uczyni cię wolnym".

Jaka będzie przyszłość obecnej liberalnej ustawy aborcyjnej, skoro jest ona
sprzeczna z zapisem nowej konstytucji chroniącym życie dziecka od poczęcia?

– Intencja i brzmienie tzw. wielkanocnej konstytucji podpisanej już przez
prezydenta nie pozostawiają wątpliwości: "Każde ludzkie istnienie ma prawo do
życia, życie nienarodzonych powinno być chronione od momentu poczęcia". Każde
prawo musi być zgodne z konstytucją i żadne inne przepisy nie są od niej
ważniejsze. Więc jeśli jakieś prawo jest niezgodne z konstytucją, powinno zostać
zmodyfikowane. Uczynimy wszystko, by dokonać reinterpretacji prawa aborcyjnego w
duchu nowej konstytucji, podkreślając, że ustawy muszą być z nią zgodne. Ale do
tego jeszcze długa droga…

Wspomniał Pan, że nowy rząd Węgier wprowadził zmiany o charakterze
prorodzinnym w polityce socjalnej państwa. Na ile poprawiają one życie
węgierskich rodzin?

– Zmiany musiały nastąpić ze względu na znaczenie i godność ludzką poczętych
dzieci oraz z uwagi na to, że liczba mieszkańców Węgier osiągnęła w zeszłym roku
poziom poniżej psychologicznej granicy 10 milionów. Ci politycy, którzy potrafią
myśleć perspektywicznie, zrozumieli, że populacja kurczy się zastraszająco nie
tylko z powodu wymuszonej emigracji intelektualistów, szczególnie lekarzy
specjalistów, do zachodniej Europy w poszukiwaniu lepiej płatnej pracy, ale na
bardziej fundamentalnym poziomie – z powodu zabijania dzieci poczętych. Politycy
ci zrozumieli, że są to symptomy trendu, który zagraża całemu systemowi
społecznemu, szczególnie systemowi emerytalnemu. Tak więc uchwalenie nowej
konstytucji daje szansę na to, by otworzyć ludziom oczy na fakt, że poczęte
dziecko jest człowiekiem i ma swoją godność. Najważniejszym celem jest
zapewnienie przetrwania całego narodu poprzez zadbanie o warunki jego
egzystencji.

Wprowadzone przez władze węgierskie zmiany określane są mianem
"konserwatywnej rewolucji".

– Porównując sytuację z wcześniejszym, herodowym systemem ludobójstwa,
praktykowanego przez rządy od 1956 r., nie ma wątpliwości, że na Węgrzech został
obecnie przygotowany grunt pod "konserwatywną rewolucję". Ale miarą jej
realizacji będzie wzrost urodzeń, rosnąca liczba matek i ojców, i to jeszcze w
okresie sprawowania władzy przez obecny rząd. Pracujemy nad tym i modlimy się w
tej intencji, tak jak czyniliśmy to przez 15 lat działalności Sojuszu Alfa na
rzecz Życia, kiedy udało się nam uchronić tysiące pacjentek przed zabiciem swego
dziecka.

Jakie są szanse na powodzenie takiej "rewolucji" w społeczeństwie, które z
jednej strony dało ogromny mandat zaufania rządowi, z drugiej wciąż obarczone
jest mentalnością sprzeciwiającą się życiu?

– Jeśli Fidesz i jego sojusznicy są prawdziwymi konserwatystami, powinni w
dziele ratowania Węgier opierać się nie na wytycznych Viviane Reding, ale na
nauczaniu Pisma Świętego i prawie naturalnym, zgodnie ze słowami Biblii: "Jeśli
Bóg z nami, któż przeciwko nam?" (Rz 8, 31). Liczymy pod tym względem także na
solidarność innych narodów, zwłaszcza polskiego…
 

Dziękuję za rozmowę.

drukuj