„Otto” szalał nad Polską
Wstrzymana praca lotniska Okęcie, zalane metro, zatrzymane przez wodę
tramwaje, połamane drzewa, pozrywane dachy, podtopione domy i co najmniej jedna
osoba ranna – to bilans wczorajszej, popołudniowej nawałnicy w Warszawie.
Podobnie było w całym kraju po tym, jak niż "Otto" znad Słowacji przetoczył się
z południa przez centrum po północne krańce Polski, siejąc spustoszenie i
zniszczenia.
Tegoroczny lipiec w niczym nie przypomina upałów znanych z lat ubiegłych. Aura
daje się we znaki mieszkańcom niemal całej Polski. Połamane drzewa, pozrywane
dachy i linie energetyczne to krajobraz po burzach, które od południa po północ
przetoczyły się wczoraj nad Polską. W Warszawie burza zmusiła do wstrzymania na
prawie 45 minut pracy lotniska Okęcie, gdyż na pasach startowych zalegały zbyt
duże ilości wody. Sytuacja wróciła do normy dopiero po godz. 18.30. Do szpitala
trafił mężczyzna z Mokotowa, któremu na głowę spadł konar drzewa. Kilka osób
zostało porwanych do Jeziorka Kamionkowskiego na Pradze, trwała akcja ratunkowa.
W wyniku uszkodzenia przez przewalone drzewo sieci trakcyjnej w okolicach stacji
metra Wilanowska stanęły tramwaje. Opady były tak intensywne, że studzienki
kanalizacyjne nie nadążały z odprowadzaniem wody, a część ulic była
nieprzejezdna.
Tylko na Mazowszu do godz. 20.00 strażacy interweniowali ponad 100 razy, z czego
30 w Warszawie. O podobne interwencje musieli prosić mieszkańcy Łódzkiego,
Śląskiego i Lubelskiego. Żywioł nie odpuścił też na Podhalu i w Małopolsce,
gdzie burze spowodowały lokalne podtopienia, uszkodzenia infrastruktury
komunalnej i energetycznej w Krakowie oraz powiatach: gorlickim, tarnowskim i
wadowickim. Jak poinformowała wczoraj po południu Monika Frenkiel z biura
prasowego wojewody małopolskiego, w regionie podtopionych zostało około 60
budynków, a 12 zostało uszkodzonych na skutek wyładowań atmosferycznych. Doszło
też do uszkodzenia linii energetycznych, a bez prądu pozostawało 19,2 tys.
odbiorców w Zabierzowie, Wadowicach, Olkuszu, Trzyciążu i Wolbromiu. W Krakowie
z uszkodzonej kamienicy, gdzie zawaliła się jedna ze ścian, trzeba było
ewakuować kilkanaście osób, w tym czworo dzieci. Podtopione i uszkodzone przez
wyładowania atmosferyczne zostały też budynki w Nowym Sączu i powiecie. – W
powiecie gorlickim podtopionych zostało 9 budynków w gminach: Bobowa, Łużna,
Moszczenica, Gorlice. Na skutek wyładowań atmosferycznych wybuchły dwa pożary
budynków gospodarczych w Sitnicy (gm. Biecz) i Brzanie (gm. Bobowa) –
powiedziała Monika Frenkiel.
Niszczycielska siła wyrywała drzewa z korzeniami, łamała słupy energetyczne i
dewastowała domy. W Wadowicach wiatr pozrywał dachy budynków mieszkalnych. W
całym regionie straty są trudne do obliczenia.
W Łodzi podtopionych zostało kilkadziesiąt ulic, a przewrócone drzewa uszkodziły
samochody. Przy szpitalu im. Korczaka zerwana została linia energetyczna. W
całej Polsce zalane zostały drogi i posesje. W wielu miejscach brakowało prądu,
a straż pożarna nie nadążała z interwencjami. Sprawca zamieszania – niż "Otto"
znad Zatoki Biskajskiej – może wyrządzić jeszcze wiele szkód. Meteorolodzy
ostrzegają, że przez kilka kolejnych dni utrzymają się opady deszczu, a także
gradu. Poprawy pogody można się spodziewać dopiero w przyszłym tygodniu.
Niesprzyjające prognozy powodują lęk mieszkańców regionów, które ucierpiały
podczas ubiegłorocznej powodzi. Ludzie z coraz większym niepokojem spoglądają w
niebo, obawiając się o stan wałów przeciwpowodziowych. Lęk towarzyszy m.in.
mieszkańcom Zastowa Polanowskiego w gminie Wilków na Lubelszczyźnie, gdzie
powódź wyrządziła największe szkody. Zapewnienia władz, że trwają prace przy
remontach i odbudowie zniszczonych wałów przeciwpowodziowych, które miały być
gotowe, a wciąż jeszcze nie są, bynajmniej nie uspokajają mieszkańców
zagrożonych terenów, a tym bardziej nie usprawiedliwiają braku dostatecznych
środków. Pocieszeniem nie jest też fakt, że kolejne regiony otrzymują transze
pomocy na umocnienia i odbudowę wałów.
Mariusz Kamieniecki
