Pakiet klimatyczno-energetyczny do renegocjacji

W ostatnich dniach środki społecznego przekazu podały dwie informacje
korzystne z punktu widzenia możliwości rozwoju polskiej gospodarki w latach
2013-2020. Pierwsza z nich dotyczyła tego, że 5 lipca 2011 roku Parlament
Europejski odrzucił rezolucję postulującą, aby do 2020 roku kraje UE zmniejszyły
emisję gazów cieplarnianych, nie jak przyjęto w pakiecie
klimatyczno-energetycznym o 20 proc., ale o 30 procent. Drugą była z kolei
informacja Ministerstwa Spraw Zagranicznych, że 8 lipca Polska zaskarżyła do
Trybunału Sprawiedliwości UE decyzję Komisji Europejskiej dotyczącą limitów
darmowych pozwoleń na emisję CO2 w przemyśle.

Z oczywistych względów oba te komunikaty z zadowoleniem zostały przyjęte przez
polskie podmioty gospodarcze, dostrzegające w decyzjach KE jedynie dalszy wzrost
kosztów wytwarzania i spadek konkurencyjności polskich przedsiębiorstw. O dziwo,
nie wzbudziły one również większej krytyki ze strony Komisji Europejskiej. W
sprawie limitów emisji sam przewodniczący José Manuel Barroso odniósł się z
dużym zrozumieniem do decyzji Polski, przyznając, że być może przy przydziale
darmowych pozwoleń nie do końca uwzględniono specyfikę polskich możliwości.
Zaznaczył również, że jedną z cech UE jest to, iż jej wspólnota opiera się na
prawie, a nie na sile, co jest jednym z największych osiągnięć w historii
europejskiej. Mamy się więc z czego cieszyć.

Pojawiają się jednak pytania
Co było powodem tego, że mogła powstać rezolucja Komisji Europejskiej w sprawie
zwiększenia redukcji emisji do poziomu 30 proc. i na jakiej podstawie Komisja
Europejska przyznaje Polsce darmowe pozwolenia na emisję CO2? Dlaczego Polska,
posiadając – zgodnie z protokołem z Kioto – ok. 100 mln ton rocznej nadwyżki
redukcji emisji CO2 do atmosfery, nie może tego zużyć do własnej produkcji i
chcąc wytwarzać własną energię elektryczną, będzie musiała dokupić prawo do
emisji na 50 mln ton i wydać na to, według prof. Krzysztofa Żmijewskiego, 2 mld
euro? Dlaczego polskie przedsiębiorstwa energetyczne są zmuszane do
wychwytywania CO2 i magazynowania go w formie skroplonej w pokładach
geologicznych przy kosztach dochodzących według Ministerstwa Gospodarki do 100
euro za tonę, a polskie lasy, pochłaniające CO2 z atmosfery, przy kosztach w
wysokości około 15 zł za tonę, nie uczestniczą w tym procesie? Dlaczego polscy
właściciele polskich lasów nie mają możliwości pobierania pieniędzy za
pochłanianie CO2 przez ich lasy, przy tegorocznej cenie jednej tony CO2 w
wysokości kilkunastu euro (zob. www.poincarbon.com), a prawo takie posiadają
obcokrajowcy, o ile notarialnie kupią prawo do pochłaniania CO2 od polskich
właścicieli lasów? Dlaczego Polska, mając ogromne zasoby tradycyjnych źródeł
energii (węgiel kamienny, węgiel brunatny, gaz ziemny, gaz łupkowy), przeogromne
możliwości wykorzystania odnawialnych źródeł energii (geotermia) i niepodważalne
sukcesy w zakresie redukcji emisji CO2, zmuszona jest według rządu PO – PSL do
zapewnienia bezpieczeństwa energetycznego kraju i spełnienia redukcji emisji CO2
do atmosfery poprzez uzależnianie się od dostaw gazu rosyjskiego i rozwój
energetyki jądrowej, opartej przecież na obcych technologiach i obcych
surowcach? Dlaczego w końcu lawinowo rosną ceny energii elektrycznej, ciepła,
cementu, stali, papieru i szkła, skutkiem czego jest to, że właściciele zakładów
produkujących te dobra starają się przenieść swój kapitał poza Polskę?

Wszystkiemu winne "3×20"
Dzieje się tak dlatego, że polski rząd PO – PSL zaakceptował w grudniu 2008 roku
w Brukseli fatalnie wynegocjowany przez siebie pakiet klimatyczno-energetyczny
"3×20" (zmniejszenie emisji CO2 do atmosfery o 20 proc., zwiększenie wydajności
energetycznej o 20 proc., i 20 proc. udziału energii odnawialnej w ogólnym
bilansie energii), zupełnie inaczej realizowany wewnątrz UE, a zupełnie inaczej
poza nią. To z tego powodu Komisja Europejska ma podstawy do tworzenia rezolucji
i prawo przydzielania darmowych limitów emisji. To dlatego w Polsce rosną lub
też w najbliższej przyszłości będą rosły, nieproporcjonalnie w stosunku do
innych państw UE, ceny: energii elektrycznej, ciepła, cementu, stali, papieru i
szkła. To dlatego blokowane są polskie zasoby energetyczne, a więc zagrożone
jest bezpieczeństwo energetyczne Polski. To dlatego niweczone są polskie
osiągnięcia w zakresie redukcji CO2 i dlatego Polska uzależnia się od
zewnętrznych technologii i zewnętrznych źródeł energii. To dlatego w końcu
będziemy płacili bardzo dużo za wychwytywanie CO2 i magazynowanie go w pokładach
geologicznych, mimo że podobny efekt można osiągnąć zdecydowanie taniej dzięki
gospodarce leśnej, o czym wiedzą ci spoza Polski, którzy skupują prawo do jego
pochłaniania z polskich lasów. To dlatego, że rząd PO – PSL zaakceptował pakiet
klimatyczno-energetyczny, Polska, która posiada 100 mln ton rocznej nadwyżki
redukcji emisji CO2 – chcąc produkować własną energię elektryczną, będzie
musiała dokupić pozwolenie na 50 mln ton emisji i wydać na to 2 mld euro.

Czy tzw. pozwolenia darmowe są darmowe?
W świetle zadanych pytań i udzielonych odpowiedzi docierające informacje o tym,
że Parlament Europejski, również dzięki Polsce, odrzucił rezolucję o zwiększeniu
redukcji, a Polska zaskarżyła do Trybunału Sprawiedliwości decyzję KE dotyczącą
limitów pozwoleń na emisję CO2 w przemyśle, nie są żadnym sukcesem obecnej ekipy
rządzącej. Odrzucenie rezolucji i zaskarżenie decyzji nie zmienia bowiem
tragicznej sytuacji polskiej gospodarki, a protest obecnego rządu wydaje się
podyktowany jedynie zbliżającymi się wyborami i prowadzoną polityką manipulacji
informacjami.
Do koncepcji redukcji emisji do poziomu 30 proc. KE powróci prawdopodobnie w
nieco zmienionej formie, a proces możemy bądź przegrać, bądź też z niego
zrezygnować, podobnie jak w sprawie Rospudy czy też wygranego procesu z KE w
kwestii przydziału emisji na lata 2008-2012. Należy w tym miejscu przypomnieć,
że Polska wygrała proces o przydział limitu emisji CO2 na poziomie 285 mln ton,
a obecny rząd zrezygnował z tego i zgodził się na poziom 208,5 mln ton. Dla
propagandy obecnego rządu ważne jest jedynie to, jak przekazać społeczeństwu, że
mamy się z czego cieszyć i że autorem tych sukcesów jest właśnie ten rząd. Nie
martwmy się więc o pakiet klimatyczno-energetyczny. Cieszmy się, że nie będziemy
musieli redukować o 30 proc. i cieszmy się z tego, że zaskarżyliśmy decyzję i
być może dostaniemy nieco więcej darmowych pozwoleń niż obecnie, chociaż mniej
niż nam się należy. Celowo podkreślam darmowe pozwolenia, gdyż nazwa jest tu
bardzo złudna. Otóż darmowe pozwolenia dla przemysłu w latach 2013-2020 mają być
przydzielane do wysokości tzw. benchmarków, czyli emisji CO2 generowanych przez
10 procent najbardziej wydajnych (najmniej emisyjnych pod względem CO2)
instalacji w UE. Limity te (wyrażane w tonach CO2 na 1 produkt) będą pomnożone
przez wielkość produkcji, co ma określić liczbę darmowych pozwoleń dla
przedsiębiorstw przemysłowych. Ponieważ polskie przedsiębiorstwa produkują na
bazie pozyskiwanej energii ze stosunkowo emisyjnego pod względem CO2 węgla,
przyznane darmowe pozwolenia nie wystarczą do koniecznej produkcji i dlatego też
polscy przedsiębiorcy będą zmuszeni dokupić takie pozwolenia w UE, za co zapłaci
oczywiście polski konsument. Nie są to zatem darmowe pozwolenia dla Polski,
która dokonała tak ogromnej redukcji emisji CO2 do atmosfery. Darmowe są jedynie
dla tych, którzy niekoniecznie wypełnili limity redukcji zgodnie z
zobowiązaniami wynikającymi z protokołu z Kioto, ale posiadają najnowsze
technologie oparte np. na gazie. Jest to jawna niesprawiedliwość i nie ma nic
wspólnego z ideą solidaryzmu UE i koncepcją zrównoważonego rozwoju. Nie dajmy
się zwieść. Wynegocjowany i przyjęty przez rząd PO – PSL pakiet
klimatyczno-energetyczny jest skrajnie niekorzystny dla Polski. Musi on być
renegocjowany, czego domaga się zarówno Prawo i Sprawiedliwość, jak i
Sekretariat Górnictwa NSZZ "Solidarność". Musi być renegocjowany przed
jakimikolwiek decyzjami mogącymi stabilizować jego niezwykle niebezpieczną dla
Polski, gospodarczą wymowę, czego przykładem jest zarówno odrzucona rezolucja,
jak i benchmarki. Będzie to z pożytkiem i dla jednoczącej się Europy, i dla
rzeczywistej realizacji polityki zrównoważonego rozwoju świata, czemu służyć ma
przecież Konwencja Klimatyczna ONZ i protokół z Kioto. Ten ostatni dokument musi
być oceniony, a poszczególni sygnatariusze tego dokumentu, zgodnie z
zobowiązaniami, rozliczeni na najbliższej Konferencji Stron Konwencji
Klimatycznej w Durbanie w listopadzie bieżącego roku.

 

Prof. Jan Szyszko
 

drukuj