Rewolucja w piórkach demokracji

Praktyka dyskryminacji jednego podmiotu zawsze uderza w cały system prawny
i jest zagrożeniem dla wolności, w przypadku mediów – dla wolności słowa.
Dlatego postulowanie dyskryminacji jednego nadawcy społecznego – Radia Maryja,
medialna nagonka, wzmocniona słowami takiego czy innego polityka albo
pseudodziennikarską kpiną, przypomina klimat czasów rządów totalitarnych, które
uzurpowały sobie ustanawianie monopolu na prawdę i sięgały po wszystkie
instytucje – również po media oraz ich "klimat".

Trwające od początku istnienia Radia Maryja próby cenzurowania przekazu
emitowanego na antenie toruńskiej rozgłośni, żądania ustawowego zobowiązania
Radia Maryja do pluralizmu światopoglądowego są śladem pewnego typu myślenia,
którego charakterystyczną cechą jest dyskryminacja suwerennego, odrębnego
katolickiego głosu. To przejaw myślenia totalitarnego. W tym duchu wypowiadają
się ci politycy, którym Radio Maryja nie pasuje ideowo do koncepcji, psuje
krajobraz, bo Polska z Radiem Maryja nie pokrywa się z "wzorem ich puzzli". Tym
panom idea odrębnego katolickiego głosu w polskich domach przeszkadza. A może,
już za chwilę, ci panowie, którzy wiedzą lepiej, jak powinni myśleć i czego
słuchać, i w co nie wierzyć Polacy, Matce Bożej Częstochowskiej wypomną
królewskie sukienki! Może uznają, że katolicyzm zagraża ich wyobrażeniom o
demokracji i spowodują, że jedynymi nieuprawnionymi w systemie będą katolicy –
bez prawa własności, bez prawa do własnej inicjatywy i najlepiej zakneblowani –
wierzące "mohery", tacy współcześni podludzie.
Dyskryminować w "imię prawa" to znaczy atakować ducha prawa. W konsekwencji
bezprawie zaczyna udawać normę, a to już jest rewolucja w piórkach demokracji.
Myślenie totalitarne każdorazowo tłumi wolność słowa, zwalcza katolicką
tożsamość oraz ośmiesza tradycyjne wartości. Obecnie takie działania dotykają
Radio Maryja, suwerenny, katolicki głos w naszych domach, oraz o. Tadeusza
Rydzyka, dyrektora i założyciela rozgłośni.

Clou postmodernistycznej utopii
Utopia postmodernistyczna zwalcza myślenie zdroworozsądkowe, bo ono uniemożliwia
akceptację utopii i jej nowej globalnej etyki (por. M.A. Peters: "Nowa globalna
etyka"). I to jest źródło owej niechęci różnych środowisk do nadawcy
społecznego, jakim jest Radio Maryja. Niechęć ta ma podłoże filozoficzne i
wyznaniowe, chociaż z większą siłą ujawnia się przy okazji politycznych
połajanek. Istotą różnicy między myśleniem klasycznym (realistycznym)
reprezentowanym przez rozgłośnię Ojców Redemptorystów, a środowiskami myślącymi
utopią jest stosunek do prawdy oraz odmienne pojmowanie człowieka i ducha prawa.
W filozofii realistycznej duchem prawa jest miłość. Człowiek jest rozumiany jako
osoba, która spełnia się w relacjach, a prawda jest pojmowana jako zgodność
myśli z rzeczywistością. Bóg jest transcendentny i jest Prawdą. Z kolei utopia
zakłada konflikt i relatywność prawdy. W koncepcjach utopijnych człowiek
rozumiany jest jako jednostka i część masy, a "prawda" się nie liczy, więc każda
jednostka może mieć swoją własną (relatywizm). Rządy karmiące się utopią
skutkują destrukcją międzyludzkich relacji, bo skoro ludzi nie łączy już prawda,
to nic trwałego ich nie połączy, nawet z własnym życiem. Brakuje ufności. W ten
sposób utopia powoduje dekonstrukcję osób, rodzin i społeczeństw. Wyznaniem
postmodernistycznej utopii jest relatywizm, krytyka i spór wszystkich ze
wszystkimi, o wszystko. I konsekwentnie – postmodernistyczna utopia chce
narzucić wszystkim mediom taki właśnie porozrywany i skonfliktowany obraz
rzeczywistości, jakby innej rzeczywistości nie było. Ten przekaz
zrelatywizowanej prawdy chce narzucić Radiu Maryja. Środowiska liberalne dążą do
tego, by ta katolicka rozgłośnia zrezygnowała z własnego, odrębnego głosu i żeby
działała analogicznie do mediów publicznych, które są "wielogłosem". Tymczasem
Radio Maryja jest nadawcą o odrębnej tożsamości, głosem środowiska skupionego
wokół wartości tradycyjnych, w służbie Bogu i człowiekowi. Przyczynia się do
promowania klasycznej edukacji, a więc ratuje cywilizacyjne osiągnięcia kultury
Zachodu, w tym również umiłowanie praworządności. A jednak, a może właśnie z
tego powodu, rozgłośnia Ojców Redemptorystów jest zwalczana przez tych, którzy
może nie mieli szczęścia zakorzenić się w wolności, jaką gwarantuje świadomy
wybór dobra, a jest nim również przyznanie prawa do głosu, do działania i do
inicjatyw gospodarczych polskim katolikom skupionym wokół Radia Maryja.
Fakt, że niektórzy politycy nie rozumieją kultury, w której zakorzeniona jest
nasza tradycja, to problem naszego bezpieczeństwa. Nie rozumieją oni podstaw
cywilizacji śródziemnomorskiej, która od starożytności koncentrowała się wokół
Boga, człowieka i wartości uniwersalnych – prawdy, piękna i dobra. Za ten brak
zrozumienia ponoszą odpowiedzialność rządzący decydujący o kształcie edukacji w
naszej Ojczyźnie. Bezkrytycznie kroczą oni śladami krajów Europy Zachodniej i
Ameryki Północnej i podtrzymują system edukacji stworzony na wzór tamtych, które
poniosły klęskę. A przecież ten system jest jedynie atrapą rzeczywistej
edukacji, ponieważ nie kształci ludzi suwerennych intelektualnie.
Po 12 latach rzekomego kształcenia abiturienci zamiast prawdy absolutnej
poszukują "klucza" do testu. Rezultat jest taki, że ludzie tracą wspólną
płaszczyznę porozumienia, nadzieję oraz wzajemnie naruszają swoje prawa. W ten
sposób generuje się antykulturę konfliktu. A w niej nie ma już wspólnych
kryteriów i wartości.

Szansa dla Dobrej Nowiny
Tymczasem Zachód już zdiagnozował przyczyny swojego kryzysu. W zmonetaryzowanym
systemie zdominowanym przez handel, który niszczy człowieka, w którym problemem
jest wspólne życie, brakuje horyzontu, panuje fatalizm, atomizacja. Nadzieja
jest towarem deficytowym. Do ludzi Zachodu już dotarła prawda, że człowiek to
nie homo oeconomicus, więc na powrót musi się stać podmiotem systemów i
instytucji.
W przestrzeni publicznej Francji Kościół katolicki jest obecny w tym, co
pozostało jako fenomenalna spuścizna przeszłości – głównie w architekturze
gotyckich katedr, romańskich kościółków, strzelistych wieżyczek w Burgundii, w
wyniesieniu bazyliki Sacre Coeur na wzgórzu Montmartre, sakralnej budowli, która
odciąga wzrok od "żelaznej damy", czyli wieży Eiffla.
Katolickie dziedzictwo przemawia nadal w nazwach miasteczek – np. Saintes Maries
de la Mer etc. Tymczasem śledząc francuskie media, można odnieść wrażenie, jakby
Kościoła katolickiego i tego, co katolickie w tym kraju wielkich świętych i
Karola Wielkiego, nie było. Kiedy słucham wypowiedzi np. o tolerancji wobec
różnych wyznań, to owa tolerancja nie wymienia katolicyzmu, tak jakby
katolicyzmu nie było! Albo jakby katolicyzm nie mieścił się w granicach
tolerancji. Może właśnie dlatego nad Sekwaną także powstają katolickie media,
które pragną mówić głosem Kościoła. Jest oczywiste, że budzi się we Francji
pragnienie przekazywania odrębnej katolickiej tożsamości, emitowania
katolickiego głosu, który będzie głosił Dobrą Nowinę o Jezusie Chrystusie.
Jan Paweł II w XXXV orędziu na Światowy Dzień Środków Społecznego Przekazu
przypominał, że: "Kultura medialna jest tak głęboko przepojona typowo
postmodernistyczną mentalnością, dla której jedyną absolutną prawdą jest ta, iż
nie istnieją prawdy absolutne, a gdyby nawet istniały, byłyby niedostępne dla
ludzkiego rozumu i tym samym pozbawione znaczenia. W tej perspektywie –
zaznaczył błogosławiony Ojciec Święty – istotna jest nie tyle prawda, co
"wiadomość": coś, co może wzbudzić zainteresowanie lub rozbawić odbiorców, rodzi
nieodpartą pokusę odsunięcia na bok kryteriów prawdy. W rezultacie świat mediów
może czasem jawić się jako środowisko równie nieprzyjazne ewangelizacji jak
pogański świat z czasów apostolskich. Ale podobnie jak pierwsi świadkowie Dobrej
Nowiny nie cofnęli się w obliczu przeszkód, nie powinni ustąpić także dzisiejsi
uczniowie Chrystusa. Do dziś rozbrzmiewa wśród nas echo wołania św. Pawła:
"Biada mi, gdybym nie głosił Ewangelii!" (1 Kor 9, 16)".
I to jest zadaniem dla katolickich posłów i decydentów.

 

Dr Aldona Ciborowska

drukuj