Palikot kłamał?
Centralne Biuro Antykorupcyjne zawiadomiło prokuraturę o popełnieniu
przestępstwa, zarzucając Januszowi Palikotowi, byłemu posłowi PO, podanie
nieprawdy w poselskich oświadczeniach majątkowych.
Jak informuje Małgorzata Matuszak z CBA, skierowane do prokuratury zawiadomienie
to efekt kontroli oświadczeń majątkowych Palikota, przeprowadzonych od 1
września 2010 r. do czerwca 2011 roku. CBA sprawdziła oświadczenia majątkowe z
okresu 2005-2010.
Zawiadomienie CBA trafiło już do warszawskiej prokuratury okręgowej. Jego
wpłynięcie potwierdza rzecznik prokuratury Monika Lewandowska. – Prokurator
prowadzący śledztwo zapoznaje się z materiałami przekazanymi przez CBA – mówi.
Lewandowska dodaje, że zawiadomienie zostało włączone do toczącego się już
śledztwa dotyczącego działania na szkodę spółki Jabłonna w Lublinie oraz
poświadczenia nieprawdy w oświadczeniach majątkowych polityka.
Palikot nie chce komentować działań CBA. Miesiąc wcześniej, kiedy Biuro
przekazało mu protokół z kontroli, twierdził, że złamało ono prawo. – Po
przekartkowaniu tego protokołu mam wrażenie, że celem jest to, aby zarzucić
szeroko tę sieć, uzyskać jak największą liczbę informacji, nawet niedotyczących
sprawy, może gdzieś tam coś się na Palikota znajdzie i będziemy drążyli, że
czegoś tam nie opłacił, czegoś nie zgłosił, czegoś tam nie zrobił i będziemy tym
grać w wyborach parlamentarnych – podkreślał.
Według Palikota, może chodzić o samolot Cessna 182, którego nie wpisał do
oświadczenia majątkowego. Jak wówczas wyjaśniał, nie zrobił tego, ponieważ nie
było odpowiedniej rubryki i ostatecznie po kilku dniach dopisał tę pozycję
ręcznie.
Prowadzone przez prokuraturę śledztwo w sprawie działania na szkodę spółki
Jabłonna toczy się od 2008 r. na wniosek byłej żony polityka. Według niej, tuż
przed rozwodem poseł miał wyprowadzić bez jej zgody akcje spółki do
kontrolowanych przez siebie spółek w rajach podatkowych, m.in. na Karaibach i w
Luksemburgu.
Były poseł PO od początku twierdził, że nic ze swojego majątku nie ukrył przed
byłą żoną i że wszystkie transakcje są legalne. Kobieta argumentowała zaś, że
polityk wykorzystywał różne sztuczki prawno-księgowe, żeby ukryć przed nią
majątek – w taki sposób, żeby prokuratura nie mogła mu niczego zarzucić.
ZB
