Nowy chrześcijański kraj
Wczoraj Republika Południowego Sudanu rozpoczęła swoją historię jako nowe,
samodzielne państwo we wschodniej Afryce i staje się nowym chrześcijańskim
państwem na mapach świata. Choć tamtejsi wyznawcy Chrystusa zostają wyzwoleni
spod dotychczasowych rządów dyktatury islamskiej, niestety, w niepodległość
wkraczają w nędzy, nie mając dosłownie nic. Dlatego tak bardzo liczą na pomoc
Kościoła powszechnego, ale również na pomoc Polski, która przejęła prezydencję w
Unii Europejskiej.
W Sudanie Południowym, którego mieszkańcy w styczniu br. w referendum
zdecydowali o niepodległości, brakuje dosłownie wszystkiego. Nie ma dróg,
elektryczności, ludzie są poranieni doświadczeniem wojen, która pochłonęła
ogromną liczbę ofiar. Przez blisko 30 lat na skutek konfliktów zbrojnych zginęło
6 mln ludzi, a ponad 4 mln musiało opuścić swoje domostwa. Jedyną instytucją,
która troszczy się o los Sudańczyków, jest Kościół katolicki. Kapłani,
seminarzyści, siostry zakonne, świeccy misjonarze pełnią funkcje nie tylko
duchowych przewodników, ale również nauczycieli, psychologów, socjologów,
lekarzy. Jedną z organizacji, która od lat angażuje się w pomoc prześladowanym
chrześcijanom w Sudanie, jest Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Obecnie trwa akcja,
w której poprzez wysłanie SMS-a o treści RATUJĘ pod numer 72405 możemy wesprzeć
tamtejszych wyznawców Chrystusa. O tym, jak ważne dla Kościoła są losy Sudanu,
świadczy również fakt, że w dzisiejszych uroczystościach ogłoszenia
niepodległości południowego Sudanu weźmie udział nuncjusz apostolski w tym kraju
ks. abp Leo Boccardi, a także specjalny papieski wysłannik, którym Benedykt XVI
mianował arcybiskupa Nairobi, ks. kard. John Njue.
Niestety, od dziś jeszcze bardziej beznadziejna może się okazać sytuacja
chrześcijan zamieszkujących Sudan Północny. Jego prezydent Omar al-Baszir
zapowiedział, że z chwilą ogłoszenia niepodległości Sudanu Południowego na
terenie, gdzie ma władzę, formalnie zostaje wprowadzone prawo szariatu
(dotychczas w całym Sudanie było ono nieformalne). Oznacza to m.in., że
chrześcijanie będą zobowiązani według prawa do wypełniania praktyk religijnych
narzucanych przez islam. To właśnie fakt, że prawo szariatu władza islamska
chciała narzucać w całym Sudanie, spowodował, iż chrześcijanie zamieszkujący w
zdecydowanej większości południe przed wielu laty podjęli walkę zbrojną o
niepodległość, wolność, godność i honor przeciwko islamskim panom, którzy
czynili z nich niewolników. Dlatego ogłoszenie niepodległości Republiki
Południowego Sudanu to zwieńczenie ich pragnień i wielka radość. Jednak już na
starcie problemów nie brakuje.
– Rząd nowego państwa, w którym większość stanowią chrześcijanie, jest niestety
bezradny. Mieszkańcy przede wszystkim cierpią tam na brak podstawowych środków
do życia. Ponadto cały czas władze muszą być zaangażowane w obronę granic, które
pomimo porozumień pokojowych z 2005 roku nie są przestrzegane przez północną
islamską dyktaturę prezydenta Omara al-Baszira – tłumaczy dr Tomasz M.
Korczyński z organizacji Pomoc Kościołowi w Potrzebie. Najbardziej zagrożone są
regiony przygraniczne, a także bogate w złoża ropy okolice miasta Abyei,
tragiczna sytuacja jest w stanie Kordofan Południowy, a także w regionie Nilu
Błękitnego.
Jak podkreślają przedstawiciele tamtejszego Kościoła, najważniejszą sprawą jest
niedopuszczenie do wybuchu nowej wojny. Ksiądz biskup Edward Hiiboro Kussala z
południowego Sudanu, który niedawno gościł w Polsce, skierował do Polaków
niezwykle wymowny apel, byśmy jako naród wielkiego Papieża Jana Pawła II
chronili w swoich dłoniach to rodzące się nowe chrześcijańskie państwo:
"Chrońcie to niemowlę-państwo w swoich dłoniach, bądźcie naszym orędownikiem,
obrońcą i wywierajcie presję na rząd w Chartumie, by nie pogrążał kraju w
wojnie". Jak odpowie na ten apel Polska, która przejęła prezydencję w Unii
Europejskiej?
Małgorzata Bochenek
