Węgierski czas nadziei
Węgry zakończyły właśnie swoją prezydencję w Unii Europejskiej. 1 lipca
premier Viktor Orbán przekazał w Warszawie symboliczną pałeczkę sztafety, flagę
unijną oraz zgrabną beczułkę wyśmienitego wina (tokajskiego samorodnego)
premierowi Polski Donaldowi Tuskowi. Wbrew medialnej propagandzie klęski
węgierska prezydencja była sukcesem zwieńczonym dwoma niezwykle ważnymi wizytami
w Budapeszcie: premiera Chin Ven Csia-pao oraz ministra spraw zagranicznych USA
Hillary Clinton.
Węgierskie półrocze w Unii Europejskiej przyniosło konkretne owoce. Uzgodniono
Strategię Regionu Dunajskiego, która ma wzmocnić integrację państw regionu.
Parlament Europejski zatwierdził zainicjowaną przez Węgry Strategię Romską,
czyli ramowy system integracji społeczności cygańskich w krajach członkowskich.
Unia zakończyła negocjacje akcesyjne z Chorwacją, co rząd Orbana stawiał sobie
za punkt honoru. Ponadto zatwierdzono porozumienie o wprowadzeniu od 2013 roku
mechanizmu stabilizacyjnego mającego zapobiegać powstawaniu stanów kryzysowych.
Aby można było dobrze ocenić minione 6 miesięcy – może nawet dla pożytku
rozpoczynającego się polskiego przewodnictwa – warto przedtem dokonać krótkiej
retrospekcji okresu poprzedzającego węgierską prezydencję.
Zarówno na Węgrzech, jak i w Polsce po zmianie ustroju szybko zaczęła opadać
temperatura atmosfery początkowego entuzjazmu. Wewnętrzne niesnaski w nowych
obozach rządzących oraz wewnętrzny ich rozpad, a także brak – zwłaszcza na
Węgrzech – wyników ekonomicznych, które wskazywałyby, że poprawa bytu narodu
jest już bliska, spowodowały łącznie zmniejszanie się poparcia dla ledwie co
okrzepłych demokratycznych sił pronarodowych. Jednocześnie i tu, i tam dała o
sobie znać ostrożna postawa pierwszych wolnych parlamentów, pierwszych wolnych
rządów, nazwana w Polsce polityką grubej kreski.
Mimo wszystko zaskoczeniem był – w obydwu krajach – tak szybki i silny zanik
historycznej pamięci politycznej u dużej części wyborców, co doprowadziło do
przekazania rządów partiom postkomunistycznym (na Węgrzech MSZP) o niesławnej
przeszłości. Nad Dunajem niespodzianką stał się także pełen zwrot w lewo
początkowo radykalnie antykomunistycznej liberalnej partii parlamentarnej,
Związku Wolnych Demokratów (SZDSZ). Internacjonalistyczne myślenie i
postępowanie postkomunistów zostało uzupełnione oraz spotęgowane neoliberalnymi
dążeniami światowego – antynarodowego – kapitalizmu, szczególnie w sferze
gospodarki, finansów i sieci medialnych.
Osiem lat rządów postkomunistyczno-neoliberalnych stało się olbrzymią klęską
całego kraju, całego narodu. Wszak Węgry w ciągu owych ośmiu lat stoczyły się, z
winy kierujących krajem partii, gospodarczo i moralnie tak nisko, jak być może
nigdy w historii. Z kraju przodującego w środkowej Europie stały się ledwie
potrafiącym złapać oddech, ostatnim w szeregu państw Europy Środkowo-Wschodniej.
Za wyniszczającymi kraj czynami tych sterników Węgier stały także decyzje
światowej finansjery mającej na celu uczynienie z krajów Europy
Środkowo-Wschodniej nowych obszarów kolonialnych.
Pomimo powyższego zagrożenia Polska jest teraz – jak na stosunki europejskie –
krajem stosunkowo silnym. W o wiele trudniejszej sytuacji znajdowały się w 2010
roku Węgry, obezwładniane olbrzymią zapaścią poprzednich lat. Podobnie jak w
Polsce w 1989 roku, kiedy upadek kraju był tak przeraźliwy, że znieść się tego
już nie dawało, analogiczne odczucia zaistniały powszechnie na Węgrzech przed
wyborami 2010 roku. Jednocześnie w węgierskim społeczeństwie rodziły się nowe,
olbrzymie nadzieje i oczekiwania na zasadnicze modyfikacje polityki oraz powrót
do etyki w działaniach władzy (i we wszystkich innych dziedzinach życia).
Krajowi potrzebne były diametralne zmiany – zapowiadane zresztą przez koalicję
Fidesz – KDNP. Można je było przeprowadzać jedynie przy powszechnym,
ogólnonarodowym poparciu, jakiego naród udzielił Fideszowi. Ubiegłoroczne
zwycięstwo Fideszu okazało się dla Węgrów chwilą dziejową, która przesądzi o być
albo nie być narodu.
Kraje pogrążone w długach są skazywane przez międzynarodową finansjerę bankową –
z poparciem biurokratycznej machiny unijnej – na dalsze zadłużanie się,
połączone z restrykcjami ekonomicznymi, obciążającymi kolejne pokolenia, i to
bez uruchamiania mechanizmów napędzających ich gospodarkę. Klasycznym przykładem
tego jest obecnie kazus Grecji. Rząd Viktora Orbána nie zgodził się na tego
rodzaju postępowanie, na nałożenie nowych ciężarów na społeczeństwo za cenę
otrzymania dalszych kredytów od Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Węgry
zdecydowały się na zupełnie inne, niecodzienne, zaskakujące kroki. Specjalnym,
trzyletnim podatkiem antykryzysowym obciążone zostały działające na Węgrzech
banki oraz te międzynarodowe firmy handlowe i produkcyjne, których centrale
znajdują się za granicą – a więc wyraźna część ich zysków wywożona jest z Węgier
– i które nawet w okresie światowego kryzysu lat 2008-2009 utrzymywały swoje
zyski (zresztą nie tylko na Węgrzech). Te śmiałe posunięcia sprawiły, że Węgry
uniknęły zapaści gospodarczej, bliskiego już stanu niewypłacalności, bankructwa,
zmniejszając przy tym uzależnienie państwa od obcego kapitału, od dotychczasowej
nieograniczonej zachłanności banków i międzynarodowych koncernów.
Nastąpiło to przy jednoczesnym obniżeniu opodatkowania całego narodu (do 16
proc.) i stworzeniu warunków sprzyjających rozwojowi rodzimej
przedsiębiorczości. Przyjęto konstytucję nawiązującą do tysiącletnich tradycji
chrześcijańskiego państwa węgierskiego, która chroni życie od momentu poczęcia.
Wymienione powyżej elementy nie wyczerpują palety zmian dokonywanych przez
Fidesz. Są one tak istotne, że dopiero teraz mówi się o rzeczywistej zmianie
ustroju, o dekomunizacji, rozpoczętej co prawda na Węgrzech w 1990 roku, ale
naprawdę nigdy nie dokończonej.
W takiej to sytuacji rozpoczęła się wegierska prezydencja. Przez cały czas jej
trwania posunięcia państwa (rządu, parlamentu) węgierskiego znajdowały się pod
ostrzałem lewicowych i liberalnych stronnictw różnych krajów Europy, należących
do nich ośrodków medialnych oraz samego Parlamentu Europejskiego. Nie o samą
jednak tylko ustawę medialną i nie o samą konstytucję chodziło w owych atakach.
Główną przyczyną było to, że nowe Węgry sprzeciwiły się dyktatowi
międzynarodowej finansjery, że dokonały jej opodatkowania, dając jednocześnie
przykład innym krajom i rządom. Premier Orbán podkreśla zresztą potrzebę
stworzenia nowego porządku finansowego na świecie.
Jakkolwiek uwaga opinii publicznej Europy została w pewnej mierze odwrócona od
organicznej pracy, wykonywanej przez całe to półrocze przez władze węgierskie na
rzecz Unii, przyniosła ona realne, dobre rezultaty i została pozytywnie oceniona
przez władze unijne. Jedynie opozycja starała się ów wyraźny sukces pomniejszyć,
głosząc – za przewodniczącym Węgierskiej Partii Socjalistycznej (MSZP) – że "był
to sukces tylko zawodowy, natomiast polityczne fiasko".
Konrad Sutarski
Autor jest polskim pisarzem i poetą żyjącym na Węgrzech. Trzykrotnie był
przewodniczącym Ogólnokrajowego Samorządu Mniejszości Polskiej na Węgrzech. Jest
twórcą i dyrektorem Muzeum i Archiwum Węgierskiej Polonii.
