Po Bykowni czas na wykopaliska we Włodzimierzu Wołyńskim

Z prof. Andrzejem Kolą z Instytutu Archeologii Uniwersytetu Mikołaja
Kopernika w Toruniu, który kierował pracami archeologiczno-ekshumacyjnymi w
Bykowni pod Kijowem na Ukrainie, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jest Pan zadowolony z przebiegu zakończonych właśnie prac
archeologiczno-ekshumacyjnych w Bykowni?

– Tak. Można nawet powiedzieć, że bardzo. Prace układały się wprawdzie różnie,
ponieważ nie brakowało napięć wynikających z zasad współpracy pomiędzy Ukrainą a
Polską. Trzeba powiedzieć, że strona ukraińska nie zawsze wywiązywała się ze
wszystkich zobowiązań i wcześniejszych ustaleń. Pracownicy fizyczni, bez których
prace byłyby niemożliwe, dwukrotnie chcieli odchodzić ze stanowiska. Na
szczęście udało się temu jakoś zaradzić. Rada Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa
finansowała prace do końca i w tej sytuacji mogliśmy dokończyć ekshumacje. W
rezultacie mamy dziś pełną wiedzę o tym cmentarzu, a to daje satysfakcję.

Udało się zidentyfikować nowe osoby z imienia i nazwiska?
– Niestety, nie mamy nowych identyfikatorów. Natomiast wcześniej identyfikatory
zostały zabezpieczone podczas ekshumacji w latach 1971, 1987 i 1989. Nie ma też
nowych rzeczy poza tymi, które były już powszechnie znane. Mam na myśli dziewięć
nazwisk, które zostały uwiecznione na różnych przedmiotach. Natomiast o tym, że
odkryte groby są polskie, decydują liczne przedmioty, których zachowało się
dużo.

Czy możemy mówić o konkretnej liczbie?
– Łącznie w polskich grobach na terenie lasku w Bykowni zachowało się ponad 5
tys. przedmiotów. Przypomnę, że przed wyjazdem z Polski sugerowałem, że na
podstawie analizy planigraficznej mapy, jaką wykonaliśmy, powinno się tam
znajdować w granicach 12-15 polskich grobów zbiorowych. W praktyce okazało się,
że spośród 90 przebadanych odkryliśmy tam 15 ewidentnie polskich grobów, z
których wydobyliśmy 1178 przedmiotów. W sumie mamy ich już ponad 5 tysięcy.

Jakie to przedmioty?
– Zarówno w poprzednich latach, jak i w bieżącym roku głównie wydobyliśmy rzeczy
codziennego użytku, jakimi posługiwały się osoby więzione. Przeważają przybory
toaletowe: szczoteczki do zębów, grzebienie, ponadto są buty, polskie monety,
fragmenty odzieży, w tym polskie guziki wojskowe, często obszyte, bo zgodnie z
sowieckim prawem nie można ich było eksponować.

Gdzie obecnie znajdują się rzeczy znalezione podczas ekshumacji?
– Wszystkie znalezione przedmioty zostały przekazane do ekspertyzy w Instytucie
Archeologii Narodowej Akademii Nauk Ukrainy w Kijowie. Po tej ekspertyzie, na
wniosek Polski, miały zostać przekazane do kraju. Natomiast trudno mi w tej
chwili powiedzieć, co z tego wyniknie, bo wciąż trwają ustalenia Rady Ochrony
Pamięci Walk i Męczeństwa ze stroną ukraińską co do ceny, jakiej za wykonanie
tejże ekspertyzy żądają Ukraińcy. Dopiero po pozytywnym załatwieniu tych spraw
przedmioty znalezione podczas prac ekshumacyjno-archeologicznych będą mogły
wrócić do Polski. Jednak nie wszystkie. Na miejscu w Bykowni powstaje muzeum.
Jak sądzę, byłoby wskazane, żeby akcent polski także tam zaistniał. W tej
sytuacji być może część polskich przedmiotów zostanie na miejscu, ale wciąż jest
to kwestia do uzgodnienia.

Co stanowiło największą trudność podczas prac ekshumacyjnych?
– Bez wątpienia były to zasady umowy, jakie zostały ustalone ze stroną
ukraińską, z których Ukraińcy, z oczywistych względów, nie mogli się wywiązać,
stąd były napięcia. Były też kwestie związane z uzyskaniem odpowiednich pozwoleń
na prowadzenie prac. Okazało się bowiem, że w odróżnieniu od polskiego prawa, na
Ukrainie oprócz zgody na prace archeologiczne musi być jeszcze odrębne
pozwolenie na prace ekshumacyjne. Konieczność załatwienia tych formalności
spowolniła nieco tempo naszych badań.

Pojawiły się nawet informacje, że może nie uda się dotrzymać ustalonego
terminu zakończenia prac…

– Termin został dotrzymany. Natomiast w trakcie prac pojawił się problem
formalny, mianowicie nie mogliśmy dokonać pełnej ekshumacji grobów, jakie
znajdują się pod drogą prowadzącą przez cmentarz. Przeszkodą było m.in. to, że
jest lato, susza, a droga jest traktowana także jako droga pożarowa. Stąd osiem
grobów, które zlokalizowaliśmy pod nią, nie mogło być przez nas w tym terminie
ekshumowanych.

Będą w ogóle zbadane?
– Umowa jest taka, że Ukraina sfinansuje te ekshumacje w październiku br.
Prawdopodobnie te prace, podobnie jak było to teraz, będzie nadzorowało kilku
polskich specjalistów. Podejrzewamy, że spośród wspomnianych ośmiu grobów sześć
będzie ewidentnie ukraińskich, a pozostałe dwa mogą być polskie. Sądzę, że
podobnie jak poprzednie, także te groby były już wcześniej ekshumowane.

Po Bykowni czas na ekshumacje we Włodzimierzu Wołyńskim, gdzie – jak wszystko
wskazuje – także spoczywają polskie ofiary z tzw. ukraińskiej listy katyńskiej.

– Kilka tygodni temu przeprowadziliśmy rekonesans na tzw. grodzisku Kazimierza
Wielkiego we Włodzimierzu Wołyńskim, gdzie ukraińscy archeolodzy odkryli sześć
masowych grobów ofiar wymordowanych przez NKWD. Na podstawie bardzo pobieżnych
oględzin można stwierdzić, że są tam głównie, a może wyłącznie, szczątki
polskie. Wszystko wskazuje na to, że część ofiar mogła być rozstrzelana
bezpośrednio nad mogiłą, o czym świadczyłoby chaotyczne ułożenie ciał. Natomiast
w innym miejscu, gdzie ciała są ułożone w pewnym, nazwijmy to "porządku", można
przypuszczać, że ofiary zostały zamordowane gdzie indziej, a następnie tu je
przywieziono i byle jak wrzucono do dołu jedno na drugie. Istnieją też
przesłanki, że w okolicy może znajdować się więcej zbiorowych grobów, ale ich
ewentualną lokalizację i zasięg, m.in. przy zastosowaniu sondaży wiertniczych,
ustalą badania archeologiczne. Podczas pobytu we Włodzimierzu Wołyńskim
rozmawialiśmy m.in. z archeologami z Łucka, miejscowymi władzami i Radą Ochrony
Pamięci Walk i Męczeństwa. Ustaliliśmy pewne szczegóły przyszłych prac. Wygląda
na to, że znajdą się pieniądze na ekshumację tych polskich szczątków, które,
przypomnę, zostały odkryte na terenie dawnej siedziby NKWD. Teraz wracamy do
Polski i mam nadzieję, że tak jak wstępnie ustalono, w sierpniu br. dojdzie do
ekshumacji we Włodzimierzu Wołyńskim. W świetle ukraińskiego prawa badania te
będą mogły być prowadzone tylko z udziałem i pod nadzorem ukraińskich
archeologów.

Dziękuję za rozmowę.

drukuj